Czy współcześni poganie to „niebezpieczne dziwaki”? Jak wygląda ich życie, kim są i co robią? Jak matka poganka rozmawia ze swoimi dziećmi o wierze? Na te i inne pytania odpowiada Katarzyna Tin Łabędzka, rodzimowierczyni słowiańska i celtycka.

.

24532_1103240317220_2420593_n

Foto autorstwa Pawła „Arima” Pruszkowskiego

W mediach nieprzychylnych rodzimej kulturze, często na poganach (zwłaszcza współczesnych) wiesza się psy. Można nawet powiedzieć, że jeśli nie wiesz komu przywalić, a masz na to ochotę, to uderz rodzimowiercę. Skąd to zjawisko?

Nie odnoszę wrażenia, żeby media powszechne jakoś szczególnie uderzały w rodzimowierców. Wręcz przeciwinie, w ostatnich 2-3 latach ilość publikacji na temat rodzimowierstwa i współczesnego pogaństwa w prasie ogólnopolskiej nie tylko znacząco wzrosła, ale i poprawiła się ich jakość. O ile jeszcze 7-6 lat temu dziennikarz, o ile w ogóle zainteresował się tematem, stawiał żenująco tendencyjne pytania w stylu „czy odprawiacie czarne msze?”, a udzielone odpowiedzi przeinaczał tak, by wzbudzić niezdrową sensację odmiennością, o tyle poziomem ostatnich artykułów, czy to w Newsweeku, czy nawet w Gazecie Wyborczej, jest w porządku.

Przekaz jest raczej taki, że rodzimowierstwo i neopogaństwo to wyraz tęsknoty za tożsamością z przodkami i wspólnotą z naturą, że to religie nieco ekscentryczne, ale ogólnie OK. To chyba dobry punkt wyjścia. To, jak nas przedstawiają media ultra-katolickie, w gruncie rzeczy niszowe, niespecjalnie mnie interesuje. Retoryka środowisk kościelnych wobec nas jest tyleż nielogiczna, co przewidywalna. Po prostu nie ma co jej słuchać, a skupić się na swoim.

Zauważam też od jakiegoś czasu postęp w mediach, do których nareszcie dotarło, że rodzimowierstwo nie jest zarezerwowane dla ruchów nacjonalistycznych. To zasługa tych środowisk rodzimowierczych, które przez ostatnie lata konsekwentnie starały się pokazać, że jesteśmy zwyczajnymi Polakami, i że wśród nas są najróżniejsi ludzie tak samo, jak w każdej religii.

.

Zostańmy w tym miejscu jeszcze na chwilę. Czytając wspomnianą prasę można odnieść wrażenie, że poganin to brudny dziwak z brodą biegający w sukience po lesie. Czym codzienne życie rodzimowiercy różni się od wyznawcy innych religii? Czy współczesny poganin płaci podatki, pracuje, wychowuje dzieci jak każdy inny?

ESC2014_-_Poland_20_(crop)Myślę, że ten wizerunek stopniowo się zmienia, tak jak wspomniałam wyżej. Wciąż pozostajemy w grupie „dziwaków”, ale już coraz rzadziej kojarzymy się z niebezpiecznymi dziwakami – i dobrze. Bo prawda jest taka, że w mainstreamie, zwłaszcza młodego pokolenia, pojawia się coraz więcej elementów charakterystycznych dla rodzimowierstwa – a gdy pojawiają się elementy wspólne, rozpoczyna się dialog. Mam na myśli zjawiska takie jak świadomość ekologiczna, chęć działań na rzecz społeczności lokalnej, zainteresowanie korzeniami.

Liczne wyjazdy naszej młodzieży do innych krajów, w których świadomość etniczną i historię lokalną pielęgnuje się od pokoleń (choćby do Wielkiej Brytanii, ze swoją Szkocją, Irlandią, Anglią i Walią, czy do krajów skandynawskich) pobudzają do myślenia o własnym pochodzeniu i przynależności. To taki swoisty paradoks globalizmu. Stąd, choć większość osób zapytanych na ulicy, czy ktoś dziś jeszcze wierzy w Peruna i Welesa, odpowie „że w kogo?” – to w coraz większych kręgach deklarowanie innej, nawet politeistycznej religii, wzbudza po prostu ciekawość, ewentualnie rozbawienie, ale rzadziej już agresję. Bo i czego tu się bać?

Rodzimowiercy to wyznawcy religii niedogmatycznej, a więc takiej, która nie nawraca i która jest totalnie neutralna wobec innych wyznań, bo bazuje po prostu na celebrowaniu Przyrody. Nasze życie codzienne różni się od przeciętnego Polaka chyba tylko tym, że baczniej obserwujemy naturę, zwracamy uwagę na to, czy ptasia rodzina w naszym ogródku już złożyła jaja, ile dni pozostało do nowiu, i czy znajdę chwilę, żeby przed piątkową imprezą przejść się do lasu porozmawiać z Bogami. We wszystkim innym jesteśmy tak samo zróżnicowani jak dowolna inna grupa – różnimy się charakterami, zawodami, życiem rodzinnym, preferencjami politycznymi, wyglądem.

To, co nas w jakiś sposób wyróżnia to właśnie ta świadoma, codziennie budowana relacja z Przyrodą, co oczywiście ma pewne przełożenie na codzienne wybory i zachowania – z pewnością będziemy częściej niż inne grupy dbać o naturę wokół, częściej będziemy angażować się w pracę na rzecz naszej ziemi, częściej będziemy uczyć dzieci historii przodków i tego, co nam przekazali.

.

Jak Twoi rodzice podeszli do Twojej wiary w rodzimych bogów?

Pochodzę z rodziny międzynarodowej, polsko-szkockiej, a więc na starcie kwestia „inności” była u nas sprawnie przerobiona. Rodzice, ponieważ sami musieli umieć pogodzić różnice kulturowe między sobą, aby założyć rodzinę, wychowali mnie w duchu wzajemnego szacunku dla wyborów jednostki i samodzielności w myśleniu.

Przyznam, że polska rodzina wciąż traktuje moją wiarę bardziej jako zainteresowanie folklorem, ale już brytyjska (gdzie tata jest buddystą) akceptuje mój wybór w pełni, bez podniety – po prostu na co dzień religia między nami nie ma aż takiego znaczenia. 

.

Czy Twój mąż i dzieci to również rodzimowiercy? Jeśli nie, to jak układa się Twoja relacja z nimi pod kątem wyznania? Jak obchodzicie święta, bo przecież są różne?

Wzorce z mojego domu panieńskiego przenoszę oczywiście na moją własną rodzinę. Układ mamy podobny – każdy ma prawo rozwijać się duchowo tak, jak tego potrzebuje, o ile szanuje drogi innych domowników. Mój mąż rodzimowiercą nie jest, ale dzielimy ze sobą poglądy panteistyczne, i to w zupełności wystarczy do zdrowej relacji.

Dzieciaki są w wieku przedszkolnym, więc religia to kategoria, której im specjalnie nie przedstawiamy – jest na to jeszcze czas. Dzieci wiedzą o mojej wierze, na razie po prostu im o niej opowiadam i skupiam się na zbudowaniu naturalnej więzi między nimi a Przodkami. Uważam, że kult przodków i celebracja cykli przyrody, nawet bez kontekstu politeistycznego, to świetny wstęp do rozwoju duchowego najmłodszych – naturalny, i pozbawiony szkodliwego dogmatyzmu. I tak świętuję z dziećmi Koło Roku, ale nie przedstawiam im Bogów – na to przyjdzie czas, jeśli same zechcą. 

.

Czy o Twoim wyznaniu wiedzą w miejscu w którym pracujesz?

Tak. Sprawa jest o tyle prosta, że pracuję w zagranicznej firmie z ludźmi najróżniejszych wyznań. Moje wyznanie wyszło naturalnie w trakcie koleżeńskich rozmów przy piwie, gdy jeden z niemieckich współpracowników opowiedział, że jest asatryjczykiem. Zresztą mój przełożony, hehe!

.

Czy jako poganka nie czujesz się dyskryminowana przez państwo polskie?

marzanna_2014_09Szczerze? Nie. Jestem osobą bardzo aktywną zawodowo i społecznie, i nie – nie czuję się dyskryminowana, to jest mocne słowo. Jeśli chcę świętować swoje święta – ustalam po prostu z wyprzedzeniem urlop z szefem; jeśli nie chcę posyłać dziecka na religię – po prostu nie posyłam; jeśli chcę wstąpić do rodzimowierczego związku wyznaniowego – wstępuję.

Czego mogłabym sobie jeszcze życzyć? Może zliberalizowania zasad pochówku, abym nie musiała martwić się tłumaczeniem rodzinie, że ksiądz nie będzie potrzebny. Chciałabym, aby miejsca kultu naszych przodków były lepiej chronione – ale o to powinniśmy zabiegać jako Polacy po prostu, a nie jako rodzimowiercy, bo to jest wspólne dziedzictwo.

Nie, nie czuję się dyskryminowana – po prostu czuję, że nie mam przywilejów takich, jak katolicy. Ale czy są mi one potrzebne? Nie, właściwie nie. Uważam, że są w Polsce grupy, których prawa – nawet te skodeksowane – są naprawdę poważnie łamane, np. osoby niepełnosprawne, i to dopiero jest problem.

.

Kościół katolicki często określa współczesnych pogan jako „satanistów”, okultystów a rodzimą wiarę i kulturę wyśmiewa. Jak na to patrzysz? Dlaczego w ogóle KK atakuje ludzi o podobnych poglądach jak Ty?

KK zawsze atakował i zawsze będzie atakował każdy obcy sobie paradygmat, szczególnie nie będący monoteizmem. Monoteizm nie znosi neutralności, wieloznaczności, samodzielności ducha, wolności myśli – wszystkiego, co może być poza kontrolą, co wymyka się aksjomatom przez niego ustanowionym. Szczególnie w dobie kryzysu instytucjonalnego Kościoła katolickiego rozpaczliwie poszukuje on wyraźnych adwersarzy, przeciw którym mógłby się opowiedzieć, nawet jeśli adwersarz nie jest zainteresowany konfrontacją. To naturalna kolej rzeczy, w końcu ery antycznej imperialny politeizm rzymski robił dokładnie to samo. To, moim zdaniem, pewien znak czasów.

Osobiście nie przejmuję się tym specjalnie, bo wiem, że świat – mimo wściekłego szczekania i gryzienia na oślep skostniałych isntytucji – pójdzie naprzód, czy to się komuś podoba, czy nie.

.

Rozmawiał Jakub Napoleon Gajdziński

Komentarze