Z Piotrem Gajdzińskim, autorem biografii Edwarda Gierka pod tytułem „Gierek. Człowiek z węgla”, rozmawia Katarzyna Zarówna.

 

Dlaczego zdecydowałeś się zostać pisarzem?

Nie zdecydowałem się i raczej nie zostałem. Po prostu piszę książki. Pisarz to zbyt wielkie słowo i odnosi się raczej do twórców literatury. To co dotychczas napisałem, za chwilę wyjdzie moja siódma książka, mam nadzieję ma pewne walory dla czytelnika, ale nie nazywajmy tego literaturą!

Najnowsza Twoja książka to biografia Edwarda Gierka, byłego I sekretarza KC PZPR. Dlaczego właśnie Gierek?

To ciekawa postać. Wielki mit Peerelu, taki „Kazimierz Wielki” ludowej Polski, co to zastał kraj drewniany, a zostawił murowany. Gierek funkcjonuje w polskiej świadomości jako najlepszy szef partii komunistycznej. Nawet Jarosław Kaczyński nazwał go kilka lat temu „komunistą, ale polskim patriotą”. Jaki był z niego patriota, to było widać podczas II wojny światowej. Tysiące Polaków uciekało wtedy do Francji, aby zaciągnąć się do tworzonej tam polskiej armii i walczyć z Niemcami, tymczasem Gierek był wówczas w Belgii, mógł wygodnie dojechać do Bretanii i wstąpić do polskiej armii, zwłaszcza że był świeżo po odbyciu służby wojskowej, ale jakoś się od tego obowiązku uchylił. Później, w 1944 roku, mógł się zaciągnąć do I Dywizji Pancernej generała Maczka, która wyzwalała Belgię, ale też nie skorzystał.

Więc ten gierkowski patriotyzm był dość, mówiąc delikatnie, niekonsekwentny. Wbrew mitowi, który otacza postać Gierka, był on oddanym funkcjonariuszem partii komunistycznej. Jeszcze w Belgii zwąchał się z sowieckimi doradcami, co później bardzo mu pomogło w karierze. Tak bardzo, że szybko trafił do Biura Politycznego, najważniejszego gremium politycznego w PZPR, bywał na przyjęciach w Konstancinie u Bolesława Bieruta. Zachowały się dokumenty, które jasno świadczą, że Gierek od początku swojej kariery bardzo dbał o stosunki z towarzyszami radzieckimi mając świadomość, że to przede wszystkim od nich zależy jego dalsza kariera. Nie zawiódł się. Breżniew autentycznie go lubił i to dzięki niemu „Sztygar” został szefem PZPR.

Ale „towarzysz Edward” na tle innych szefów partii komunistycznej jednak się trochę wyróżniał. W przeciwieństwie do swoich poprzedników i następców (z wyjątkiem oczywiście Mieczysława Rakowskiego, ostatniego szefa PZPR) znał Zachód i autentycznie go podziwiał. Kiedyś, po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, z fascynacją opowiadał na Kremlu o tym co tam widział, zachwycał się amerykańskim górnictwem i rolnictwem. W Moskwie się to nie podobało, na Kremlu uważano, że w Związku Radzieckim wszystko jest większe, lepsze i nowocześniejsze. Poza tym, Gierek jednak nie strzelał do Polaków, czego nie sposób powiedzieć ani o Bierucie, ani Gomułce, ani Jaruzelskim. Choć w 1968 roku, mając na myśli studenckie protesty mówił, że „śląska woda pogruchocze” kości przeciwnikom Polski Ludowej, był też zdeklarowanym zwolennikiem interwencji „bratnich armii” w Czechosłowacji. Ale w 1980 roku nie zdecydował się na siłowe rozwiązanie protestów, a w 1976 roku z mieszkańcami Radomia i Ursusa obszedł się łagodnie. „Łagodnie” to znaczy nie pacyfikował protestujących czołgami, choć milicja ich bez opamiętania biła, z pracy wyrzucono setki osób. Ale jak na standardy obowiązujące w „miłującym pokój” obozie socjalistycznym to było postępowanie łagodne.

Gierek był też jedynym szefem partii komunistycznej, który w jakiś sposób odpowiedział za swoje czyny. W grudniu 1981 roku trafił do obozu dla internowanych. W odosobnieniu siedział dłużej niż Lech Wałęsa. Cytuję w książce dramatyczny list jego matki do generała Jaruzelskiego z prośbą o zwolnienie coraz bardziej podupadającego na zdrowiu syna. Niestety, Jaruzelski nie wziął go pod uwagę. Tłumaczył później, że list nigdy do niego nie trafił. Nie wydaje mi się, aby mogła to być prawda, bo mniej więcej w tym samym czasie generał interweniował w sprawie niepochlebnej recenzji w „Polityce” książki „Raz w roku w Skiroławkach”, takiej z lekka pornograficznej, której autor był partyjnym działaczem. Czyli interesował się prowincjonalnym działaczem partyjnym, którego w jego mniemaniu skrzywdzono, a zlekceważył sprawę byłego I sekretarza KC PZPR? Niemożliwe.

Gierek_okladka_300dpi

Czy jest jakaś lekcja, której Edward Gierek, lub szerzej – jego epoka – mogą udzielić współczesnym Polakom?

Jedna podstawowa – że Lenin nie miał racji także wtedy, gdy mówił, że państwem może rządzić nawet kucharka. Przykład Gierka dowodzi, że nie może.

Ale mówiąc poważnie, warto zapamiętać, że ludzie zbyt długo sprawujący władzę dostają kręćka, popadają w jakiś dziwny stan. Gierek był tego dobrym przykładem. Szybko dostał zawrotu głowy od sukcesów z początku lat siedemdziesiątych. Roił o tym, że polska gospodarka jest dziesiątą potęgą na świecie i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Umyślił sobie, że jest wielkim mężem stanu, doszedł do wniosku, że wyrósł z polskiego garnituru, że stał się globalnym przywódcą. To fascynujące, że człowiek sprawujący władzę tak łatwo odrywa się od rzeczywistości. Oczywiście łatwiej w systemie autorytarnym, gdzie nie ma wolnej prasy, gdzie codziennie widzi się swoje zdjęcie na pierwszej stronie każdej niemal gazety, gdzie każdy dziennik telewizyjny rozpoczyna się od informacji o wizycie w kopalni lub gospodarstwie rolnym. Ale mam wrażenie, że ten mechanizm jest uniwersalny i nieobcy także politykom demokratycznym.

Gierek nie był człowiekiem nadmiernie pracowitym, z reguły o 15,00 zamykał biuro i jechał do swojej willi w Klarysewie, spędzając resztę dnia w kapciach przed telewizorem. Później czyniono mu z tego zarzut. Ale mam wrażenie, że pracowity szef autorytarnego państwa to przekleństwo. Pracowity był Gomułka i osobiście ustalał stawki za pracę pracowników PGR-ów. Pracowity był Jaruzelski, o którym działacze partyjni szeptali, że nigdy nie śpi, a tylko zmieniają się przy nim sekretarki oraz adiutanci. Ale za leniwego Gierka Polska miała się jednak lepiej niż za do absurdu pracowitego Gomułki i Jaruzelskiego.

Jak wygląda praca nad książką tego typu?

Przede wszystkim na czytaniu. Pisanie to ostatni etap, być może najmniej ważny. Dużo istotniejsze jest przestudiowanie dokumentów, wspomnień, przemówień, gazet z tego okresu. I oczywiście rozmowy z ludźmi, którzy mieli do czynienia z bohaterem książki, pracowali z nim, znali go. Dużo czasu wymaga też poznanie epoki, w której bohater działał, całego historycznego kontekstu. I oczywiście wyrobienie sobie własnego zdania na temat bohatera i rezultatu jego poczynań. Dopiero wówczas można się zabrać za pisanie.

Fotka

Do kogo jest adresowana ta książka i kiedy będzie można ją kupić?

Do wszystkich, których interesuje historia i którzy są też zainteresowani polityką, jej mechanizmami. Wbrew pozorom one są podobne do tych, które działają również dzisiaj i tak mocno wpływają na nasze życie. Mam wrażenie, że będzie to ciekawa lektura także dla tych, którzy żyli w latach siedemdziesiątych, tej „złotej epoce” Peerelu, która tak naprawdę była tylko erzacem Zachodu, ale nam wydawała się bardzo kolorowa. To przecież wówczas wsiedliśmy do pierwszego własnego samochodu, zaczęliśmy pijać drinki złożone z wódki oraz soczków Dodoni, popijać coca-colę, ten symbol zachodniego stylu życia i szpanować amerykańskimi dżinsami. Zaczęliśmy też podróżować za granicę. Głównie wprawdzie do demoludów, czyli krajów tak zwanej demokracji ludowej, ale w latach siedemdziesiątych wielu ludzi wyjechało też na Zachód. To była epoka, w której przez chwilę, po raz pierwszy i ostatni, wydawał się, że socjalizm rzeczywiście może mieć ludzką twarz. Przebudzenie było trudne, ale ten sen do dzisiaj wielu ludziom wydaje się piękny.

Co dalej?

Pracuję nad biografią Wojciecha Jaruzelskiego. Mam nadzieję, że uda mi się ją skończyć jesienią 2015 roku.

Jakaś rada dla początkujących pisarzy?

Nie jestem dobry w dawaniu rad. Trzeba zacząć i być konsekwentnym. Ale ostrzegam – to ciężki kawałek chleba.

.

Książka dostępna pod adresem: www.wydawnictwopoznanskie.com i w księgarniach!

.

Piotr Gajdziński – publicysta, autor książek pod tytułem „Niewinny morderca”, „Balcerowicz na gorąco”, „Imperium plotki, czyli amerykańskie śniadanie z niemowląt”, „Prowokacja”, „Anatomia zbrodni nieukarnej”, „Sztuka przywództwa. Piłsudski” oraz najnowszej, „Gierek. Człowiek z węgla”, która we wrześniu 2014 roku ukarze się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

Komentarze