Prolog: Skrzywdzony żołnierz

Zbudziła mnie gładząca policzek ciepła, nieco chropawa dłoń. Poczułam się jak w dzieciństwie, gdy przybrana matka w ten sposób przerywała mój sen. Postanowiłam nie otwierać oczu, pragnąc przedłużyć tę chwilę.

– Martwię się o nią – usłyszałam niemal nad głową głos Omfale. – Jest taka delikatna, wrażliwa… Chyba zbyt wrażliwa, jak na tutejsze życie.

Hetaera– Nic jej nie będzie – odpowiedział męski głos. Rozpoznałam Apolloniosa. – Jest silniejsza niż sądzisz. Wczoraj była zmęczona podróżą, dlatego zbyt mocno podziałała na nią atmosfera obrzędu. Może czegoś się przestraszyła… Nie obawiam się jednak o nią. Próby, przez które ostatnio przeszła, ujawniły, że potrafi, gdy trzeba, wykazać siłę ducha. Umie także dochować tajemnicy… To siła trzciny, gnącej się z wiatrem. Nie złamią jej nawet najgorsze wichury, zapewniam cię. Dbaj o nią, gdy mnie tutaj nie będzie i przygotuj na kolejne odmiany losu.

– Uczynię, jak każesz, mistrzu – odpowiedziała pokornie staruszka.

Usłyszałam oddalające się kroki mężczyzny. Nie ośmieliłam się podnieść jeszcze powiek, gdyż nie miałam odwagi zatrzymywać tajemniczego kapłana. Ujrzane wczoraj widziadło przekonało mnie, że lepiej nie zgłębiać przedwcześnie mrocznych, demonicznych tajemnic, które z samej swej natury powinny pozostać niezgłębione. Śmiertelnik nie powinien zadawać niewygodnych pytań bogom, jeśli nie chce narazić się na niełaskę. Ten człowiek, jeśli w ogóle był człowiekiem, budził we mnie strach przemieszany z fascynacją. Byłam pewna, że prędzej czy później zechce dopuścić mnie do swoich sekretów. W owej chwili jednak poczułam ulgę, że nas opuszcza.

– Otwórz oczy, złotko – szepnęła czule opiekunka. – Wiem, że nie śpisz od dłuższej chwili.

Spełniłam polecenie i rozejrzałam bystro wokół. Spoczywałam na dosyć twardym barłogu w ustronnej komnatce, zapewne gdzieś w bocznym skrzydle Domu Króla. Przeciągnęłam się rozkosznie i odparłam kapryśnym tonem:

– Nigdy niczego przed tobą nie mogłam ukryć… Strasznie tu niewygodnie – poskarżyłam się.

– Nic dziwnego, że tak ci się zdaje po ateńskich luksusach – zaśmiała się starowina. – Będziesz miała okazję trochę się zahartować. Odmiana dobrze ci zrobi: świeże górskie powietrze zamiast miejskiego zaduchu. A moje posłanie i tak chyba lepsze niż leśna murawa. Napędziłaś mi trochę strachu swoim omdleniem, niedobra dziewczyno.

Postanowiłam trzymać się linii obrony, wytyczonej przez maga.

– Byłam po prostu zmęczona – odpowiedziałam swobodnie. – Zbyt wiele naraz zwaliło się ostatnio na moją biedną głowę… Jestem pewna, że przy tobie szybko dojdę do siebie. Nigdy właściwie nie zakosztowałam uroków życia na prowincji. Ciekawa jestem, jak to znosi królowa? – zainteresowałam się.

– Królowa jest twarda jak dębina – odpowiedziała poważnie. – Wróciła zresztą do rodzinnego kraju, jest w gościnie u brata, więc nic tutaj nie jest dla niej obce. Ujrzysz ją, gdy się trochę ogarniesz. Ona również pragnie cię poznać. O ile wiem, już wstała i może cię przyjąć.

– Na wszystkich dwunastu bogów! – krzyknęłam, zrywając się. – Na pewno okropnie wyglądam!

– Bywało gorzej – mruknęła pod nosem wiedźma. – Przydałoby się jednak trochę umyć i uczesać.

– No właśnie, cała jestem brudna! Wody! – jęknęłam.

– Muti już czeka na ciebie w łaźni – poinformowała, śmiejąc się pobłażliwie. – Oczywiście, nie możesz liczyć tutaj na własną, marmurową wannę. Królowa i jej dwórki także tam chodzą i wcale nie narzekają.

Komentarze