Rzymianie to nie dawni Słowianie zatem odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka trudna. W odróżnieniu do naszych przodków starożytni Rzymianie zostawili za sobą wiele źródeł, które pomagają ustalić jak wyglądał jadłospis jednego z najpotężniejszych imperiów jakie kiedykolwiek istniały pod słońcem (przynajmniej naszym).

Źródła

1211274_63560179

Jak wyglądał jadłospis starożytnych Rzymian?

Możemy skorzystać z dużej ilości opisów rzymskich uczt i sztuki kulinarnej. Mimo wszystko jednak sprawa nie jest tak prosta jak się może wydawać. Starożytne źródła pouczają współczesnych, że na stołach ówczesnych władców świata pojawiały się ogromne ilości różnorodnych produktów zwożonych przez kupców oraz zdobywanych przez niezwyciężone legiony.

W tych źródłach do naszej wiadomości trafiają liczne egzotyczne mięsa, ryby, owoce, warzywa, owoce morza i co tylko można było znaleźć, złowić lub upolować. Tu właśnie zakradł się jedyny szkopuł dotyczący pożywienia czasów Imperium Romanum.

Jak wiemy poeci uwieczniali w swych dziełach uczty imperatorów, senatorów i możnych, czyli jednym słowem: elity. Ale co jadł lud? Co jedli niewolnicy? Ta kwestia wciąż pozostaje bardzo tajemnicza.

Jednolity jadłospis Rzymian?

RomanTriumph

Czy funkcjonował jednolity jadłospis Rzymian?

Archeolodzy oraz inni badacze starożytności przyjęli założenie, że przeciętni Rzymianie żywili się  tym, czym żywiły się wszystkie ludy śródziemnomorskie, czyli tzw., „sródziemnomorską trójcą”. W jej skład wchodziło zboże, wino i oliwki. Trudno jednak przyjąć, że tylko tak wyglądała dieta szarych mieszkańców Wiecznego Miasta. Takie podejście zakłada jednolite zwyczaje żywieniowe u bardzo wielkiej grupy ludzi, która przecież sama jednolita nie była i podlegała wielorakim podziałom. Czy rybak i garbarz jedli to samo?

Biorąc pod uwagę powyższe wątpliwości Kristina Killgrove z University of West Florida oraz Robert H. Tykot z University of South Florida dokonali analizy izotopwej próbek kości udowych 48 Rzymian, którzy żyli między I a III wiekiem n.e., czyli w okresie największej potęgi Impreium. Według szacunków Wieczne Miasto zamieszkiwał wtedy co najmniej milion ludzi a zatem Rzym prawie dwadzieścia wieków temu liczył sobie 2/3 dzisiejszej Warszawy.

Co ważniejsze, próbki pochodziły z dwóch rzymskich cmentarzy – Casal Bertone znajdującego zaraz za murami miasta oraz Castellacio Europarco, który był przeznaczony dla tych, którzy mieszkali poza miastem.

Wyjaśnienie tajemnicy przez proso!

Okazało się, że jednolitą dietę Rzymian trzeba włożyć między bajki. Wysoką pozycję w jadłospisie miały pszenica oraz mięso zwierząt lądowych a spożycie prosa było prawdopodobnie uwarunkowane pozycją społeczną i miejscem zamieszkania.

800px-Spqrstone

Czy Rzymianie jedli proso?

Z badań wynikało, że złożeni w Casa Bertone, cmentarzu dość prestiżowym, prawie w ogóle nie jedli prosa. Z kolei ci z Castellaccio Europarco jedli o wiele więcej prosa. Nie trzeba chyba wspominać, że ten drugi cmentarz był tym dla jeszcze biedniejszych ludzi. Co więcej jak dotąd twierdzono, że Rzymianie prosa nie jedli w ogóle. Uznawano, że Rzymianieuznawali je za zboże złej jakości, bardziej odpowiednie dla świń a dla ludzi nadające się jedynie w okresie głodu. Jednak szarość dnia codziennego pozbawiła wszystkich złudzeń. W słonecznej Italii uprawa prosa była bardzo łatwa i przynosiła bardzo duże i dobre plony. Było ono tanie i zapewne stanowiło z tego powodu podstawę diety ubogich.

Zresztą badania Killgrove i Tykot potwierdziły, że generalnie nie możemy mówić o czymś takim jak „jednolita rzymska dieta”. Większość populacji jadła to co było w okolicy i było najtańsze. Jadłospis był w dużej mierze uzależniony od tego co środowisko było w stanie dostarczyć. Ludzie, którzy żyli bliżej rzek czy morza mieli więcej białka pochodzącego od ryb i innych zwierząt wodnych.

Legendy kulinarne Rzymu mogą rozczarować…

1087314_89947011

Fragment książki „Rzym” R. Hughesa.

„Odpowiedź może nam sprawić pewien zawód, jeśli pozwolimy się zasugerować opisami legendarnych uczt z Satyryk Petroniusza i innymi relacjami z życia wyższych sfer. U Petroniusza czytamy, jak wyzwoleniec Trymalchion, bajecznie wzbogacony na spekulacjach, podejmuje gości w swoim domu w Kampanii. Pokazuje im osiołka z brązu – najdroższego, korynckiego brązu – z workami po bokach, jednym pełnym jasnych, a drugim ciemnych oliwek. Na srebrnych misach piętrzą się „posypane makiem i oblane miodem pieczone koszatki [gatunek gryzoni]. Podano też stojące na srebrnym ruszcie gorące kiełbaski. Pod rusztem leżały syryjskie śliwki i pestki granatu”. Na brzegach mis wyryte jest imię Trymalchiona i ich waga, aby wszyscy wiedzieli, ile są warte. Piece de resistance to kosz wypełniony słomą z wyrzeźbioną w drewnie kurą z rozpostartymi skrzydłami. Dwaj niewolnicy stawiają go na podłodze; trębacze grają fanfary, a niewolnicy wyciągają ze słomy jajko za jajkiem. Trymalchion wykrzykuje: „Przyjaciele, pod kurę rozkazałem podłożyć pawie jaja. I niech mnie Herkules, ale boję się, że już się zalęgły. Spróbujmy jednak, czy da się je jeszcze wypić”. Goście otrzymują po srebrnej łyżce, ważącej „co najmniej pół libry” [ok. 160 gramów], i zaczynają jeść jajka, które, jak się okazuje, zrobiono z „gęstego ciasta”. W żółtku narrator znajduje tłuściutką muchołówkę [mały ptaszek a nie bylina mięsożerna o tej samej nazwie], uchodzącą wówczas, podobnie jak dziś, za wielki przysmak.
Większości z nas rzymskie obyczaje kulinarne kojarzą się z opisanym wyżej rozpasaniem, tymczasem miało ono niewiele wspólnego z tym, co jadła przeważająca większość Rzymian. Na co dzień spożywano więc przede
wszystkim polentę (potrawę z gotowanych ziaren zbóż, jedzoną w postaci papki albo placków smażonych na oliwie), fasolę z ziołami, rzadko okraszoną kawałkiem mięsa (najlepiej wieprzowego), jajka i od czasu do czasu kurczaki. Ubodzy Rzymianie odżywiali się głównie chlebem i roślinami strączkowymi. Jedzono dużo sera i można przypuszczać, że ówczesne pecorinos, czyli sery z owczego mleka, niewiele różniły się od dzisiejszych. Chętnie spożywano też warzywa, na przykład w postaci przepysznego dania z młodej cukinii, zwanego scapece, które do dziś podaje się w niektórych rzymskich restauracjach.

1087312_48988099

Fragment książki „Rzym” R. Hughesa.

Na stole pojawiały się też ryby, choć wobec braku lodówek często chyba bywały nieświeże. Rzymscy bogacze mogli sobie pozwolić na własne stawy rybne. Znane są nawet przerażające opowieści, że ogromne węgorze karmiono niewolnikami. Na pobudzenie apetytu używano sosu ze sfermentowanych rybich wnętrzności, który był chyba bardzo aromatycznym i słonym poprzednikiem sosu Worcester i zwał się garum. Zamożni Rzymianie spożywali go mniej więcej tak, jak dzisiaj spożywa się keczup – doprawiali nim wszystko. Na ogół sądzi się, że gamm zwyczajnie cuchnęło zgniłą rybą, ale można przypuszczać, że miało subtelniejszy smak. Ziemniaków, kukurydzy, pomidorów i innych upraw z nieodkrytego jeszcze Nowego Świata oczywiście nie znano. Tak samo zresztą jak trzciny cukrowej. Dania słodzono miodem.
Innym polem do popisu dla bogatych dekadentów rzymskich owych czasów była sztuka. ”

Fragment pochodzi  z książki Roberta Hughesa „Rzym”
Źródło: tekst z serwisu www.archeowiesci.pl

Komentarze