Nowy Rok nie zaczął się dobrze dla małych producentów wędlin, którzy swoje wyroby przygotowują według tradycyjnych metod. Od września 2014 roku na terenie Unii Europejskiej mają wejść w życie przepisy, które redefiniują dopuszczalną ilość substancji smolistych w żywności. Do września wędliny mogą zawierać 5,0 mikrograma benzo(a)pirenu na kilogram. Od 1 września 2014 będzie to zaledwie 2,0 mikrograma. 

Smaki z Polski

Wędzarnia

Co to znaczy? Że z krajobrazu Polski znikną przydomowe wędzarnie (jak ta na obrazku) a na naszych stołach nie zawita już nigdy legalnie kupiona swojska, wędzona kiełbasa? Nie, wędzarnie prawdopodobnie nie znikną a pojawi się ich jeszcze więcej. Jedyne co zniknie to możliwość kupienia swojskiej, wędzonej kiełbasy. Największą ironią w całej sprawie jest fakt, że swojska wędzona kiełbasa jest nieporównywalnie zdrowsza (i oczywiście smaczniejsza) niż ta wyrabiana przemysłowo. Zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że jest to próba zatrzymania ze strony wielkich producentów żywności trendu obserwowanego w USA i Europie, gdzie ludzie coraz chętniej i częściej sięgają po tradycyjne wyroby zamiast tzw., ‚junk-food’ (śmieciowego jedzenia).

Jakby na sprawę nie patrzyć, wygląda ona poważnie!

Zakaz wędzenia to cios, który zabije wielu małych producentów zdrowej żywności?

 

Smaki z Polski

Czy wędliny wędzone w tradycyjny sposób znikną z Polskich stołów?

Katarzyna Strzyż z biura Wielkopolskiej Izby Regionalnej w Ostrowie Wielkopolskim twierdzi, że z badań WIR wynika, że polskie wyroby nie mają szans spełnić nowych norm dotyczących zawartości smolistych w żywności, co może doprowadzić do brutalnego końca karierę tradycyjnie wędzonych wędlin na polskich stołach. – Właściciele zakładów produkujących wyroby wędzone tradycyjnymi metodami, czyli w komorach opalanych drewnem, uważają, że nowe normy są zbyt restrykcyjne i w praktyce uniemożliwiają wędzenie przy użyciu drewna – mówi pani Strzyż.

Z kolei „Dziennik Gazeta Prawna” obliczył, że problem dotyczy co najmniej 100-150 firm w samej branży mięsnej. Niestety nowa regulacja zbierze jeszcze większe żniwo bo dotyka nie tylko wspomnianą branżę mięsną, ale również inne produkty spożywcze takie jak: ryby, małże czy produkty na bazie zbóż.

Mali producenci zarzucają Unii brak konsultacji z branżą, samowolne i absurdalne zaniżenie norm poziomu substancji smolistych i wciąż wierzą, że uda się złagodzić regulację i uratować rynek regionalnych i tradycyjnych produktów. „Dziennik Gazeta Prawna” przytacza wypowiedź Andrzeja Gantnera, dyrektora generalnego Polskiej Federacji Producentów Żywności, który uważa, że szansa na obniżenie norm jest równa zeru. – „Wydanie rozporządzenia poprzedzały konsultacje i kontrole prowadzone przez państwa członkowskie mające na celu ustalenie poziomu substancji smolistych w wyrobach wytwarzanych na terytorium poszczególnych państw członkowskich, ich wynik miał wpływ na ostateczny kształt norm. To był czas na zgłaszanie uwag. Jednak branża nie interweniowała ani w trakcie konsultacji ani po ogłoszeniu rozporządzenia w 2011 roku.”

Jak jeść Panie Premierze?

Smaki z Polski

Premier Donald Tusk twierdzi, że wędzarnie można jeszcze obronić.

– „Będziemy bardzo starannie analizowali, na ile możliwe są korekty i na ile te przepisy europejskie dotyczą także tych najmniejszych przedsiębiorstw, które działają w skali lokalnej” – odpowiedział premier Tusk gdy dziennikarze kilka dni temu zapytali o sprawę nowych unijnych przepisów. Szef rządu twierdzi, że nie wszystko jeszcze stracone a szansa na uratowanie tradycji wędzenia jest bardzo duża. Wyjaśniał przy tym, że produkcja regionalna, zwłaszcza ta uznano jako część dziedzictwa narodowego, jest zwolniona z pewnych rygorów.

Przede wszystkim premier starał się pokazać, że sprawa jest pod kontrolą a rząd zajmuje się nią nie od dziś. Według słów Donalda Tuska minister gospodarki i minister rolnictwa są „uczuleni”  na tym punkcie – Mam nadzieję, że będziemy mieli odpowiedź, która przedłuży szanse dla tych firm, które nie będą chciały czy nie będą w stanie szybko przestawić się na dozwolone w Europie metody wędzenia – mówił szef rządu.

Zauważył, że sprawa dotyczy także konsumentów, którzy lubią tradycyjne wyroby wędliniarskie i zapewnił, że rząd podejmie w tej sprawie działania, by nie dopuścić do załamania się rynku wyrobów tradycyjnych. Trochę na przekór słowom premiera Ministerstwo Rolnictwa zapytane o komentarz w tej sprawie poinformowało, że „kwestie dotyczące najwyższych dopuszczalnych poziomów substancji zanieczyszczających, określonych w rozporządzeniu Komisji (WE) nr 1881/2006 leżą w kompetencji Ministra Zdrowia”.

To jeszcze nie koniec…

Smaki z Polski

Nie możemy wyzbyć się naszej tożsamości odziedziczonej po przodkach, tożsamości kulturowej i kulinarnej – Katarzyna Strzyż.

Katarzyna Strzyż podsumowuje – „Wielkopolska Izba Rolnicza jest zaniepokojona faktem, iż tradycyjne metody konserwacji pożywienia, które służyły ludzkości od kilkudziesięciu tysięcy lat, od momentu oswojenia ognia, wypierane są przez nowoczesne technologie stosowane w wielkich zakładach mięsnych, gdzie dym zastępuje się różnymi rodzajami konserwantów, które kumulują się w organizmie powodując w efekcie choroby cywilizacyjne (nowotwory, nadciśnienie, itp.) Nie możemy wyzbyć się naszej tożsamości odziedziczonej po przodkach, tożsamości kulturowej i kulinarnej. Zarząd Wielkopolskiej Izby Rolniczej swoje stanowisko w tej sprawie skieruje do władz polskich i europejskich.”

Jakub Napoleon Gajdziński

Komentarze