Odpady to ogromny problem światowy o czym słyszał pewnie każdy. Nie każdy może sobie sprawę z tej wielkości, bo przecież śmieci z domu wyrzucane są jak tylko pojemnik się zapełni lub zaczną nieładnie pachnieć do kontenera przed budynkiem. Kontenery są regularnie opróżniane przez śmieciarzy i wszystko jest OK. Gdzieś tam te śmieci zalegają, coś tam złego robią, ale możemy sobie powiedzieć, że to nie nasz problem, bo ochrona środowiska nas nie interesuje, a scenariusz neapolitański nam nie grozi.

Nawet jeśli nie mamy zamiaru mieć dzieci i nie interesuje nas w jakim świecie będą żyły, nawet jeśli mamy przesunięty próg moralności poniżej obszaru, w którym uważa się marnotrawienie jedzenia za niefajne (wiem, że nie ma takiego słowa, ale dzięki kryterium uzualne, wkrótce będzie :) ), to prawdopodobnie wydajemy te same pieniądze, a tych mało kto ma za dużo. W związku z tym zapobieganie marnotrawieniu resztek artykułów spożywczych może pomóc przede wszystkim nam samym. Można na nich nie tylko zaoszczędzić, ale i zarobić. Co robić? Jak mawiają lekarze : Lepiej zapobiegać niż leczyć.

Pierwszy sklep – lodówka

Lodówka, tudzież szafka, powinna być pierwszym sklepem, który odwiedzamy. Zdaje sobie sprawę z tego, że niejednokrotnie ten sklep jest słabo zaopatrzony, ale może akurat jest w nim to czego potrzebujemy. Jeśli nie ma tutaj, to idziemy dalej. W ten sposób zaoszczędzimy nie tylko pieniądze, ale i miejsce. Oczywiście nie wypada odwiedzać sklepów, do których nie mamy uprawnień :)

Kartka

Na zakupy, zwłaszcza do dużych marketów, idziemy z kartką. Na kartce zamieszczamy nasze zapotrzebowanie, zweryfikowane o stan sklepu, który powinniśmy odwiedzić jako pierwszy – patrz wyżej. W ten sposób będziemy mieli większą pewność co do tego, że towary które kupujemy są zgodne z naszym zapotrzebowaniem, a nie nasze zapotrzebowanie jest zgodne z polityką sklepu. W efekcie tego zaoszczędzamy miejsce i pieniądze oraz mamy satysfakcję, że nie jesteśmy frajerami :)

Nie zawsze jednak możemy uniknąć powstawania odpadków. Co wtedy?

Zmiana świadomości

Nie chcę żeby zaleciało tutaj kiczem rodem z modnej ostatnio dziedziny jaką jest coaching, ale jeśli będziemy patrzyli na odpadki jak na śmieci, to pozostaną one śmieciami. W myśl zasady (która niestety nie zawsze się sprawdza :) ) chcieć to móc, musimy spojrzeć na nie jak na surowiec.

Gotowanie z resztek

Kiedyś był taki dowcip o niejadalnej części warzywa. Był lekko makabryczny, ale pokazywał, że naprawdę trudno o taką część. Dlatego tylko dlatego, że nasi rodzice czegoś tam nie jedli, nie oznacza, że nie można tego zjeść, bo z dużym prawdopodobieństwem nasi pradziadkowie mieli w tej kwestii dużo bogatsze doświadczenia. W czasach internetu znalezienie przepisu na wykorzystanie resztek nie jest niczym trudnym. Od czasu do czasu można się natknąć na całe projekty związane z taką tematyką.

  • W tureckim kurorcie Alanya burmistrz był tak zbulwersowany faktem, że tyle chleba się marnuje, że postanowił edukować ludność swojego miasta co można zrobić z czerstwym chlebem. Robił to za pomocą pokazów, ulotek i broszurek przepisami.
  • Berlińskie stowarzyszenie Restlos glücklich planuje otworzyć w swoim mieście restaurację, która będzie serwowała swoim klientom dania serwowane z rzeczy, które normalnie znalazłyby się na śmietniku. Nie chodzi tutaj o zgniłe warzywa, a o takie produkty, które z jakiegoś powodu nie spełniają norm, co usuwa je z obrotu. Nie ten rozmiar lub przekroczony termin spożycia. Takie rozwiązanie funkcjonuje już w postaci restauracji o nazwie Rub & Stub w Kopenhadze.
  • O ile te dwa projekty istnieją w ramach niższego sektora budżetowego, o tyle ekskluzywna nowojorska restauracja Blue Hill, w ramach cyklu, który organizowała w swoich murach udowodniła, że resztki jedzenia mogą trafić na „salony”, o ile są odpowiednio podane. Choć niewątpliwie wartość takiego dania, a ściślej rzecz biorąc, ilość pieniędzy, które niektórzy ludzie są skłonni na to wydać, jest wprost proporcjonalna do miejsca, w którym jest to podane.

Zamiast wyrzucać, oddaj

Całkiem niedawno, we Francji, zakazano wyrzucania przez hipermarkety jedzenia. Te nienadające się do sprzedaży, a zdatne do spożycia ma trafiać do organizacji charytatywnych, a reszta do rolników na paszę lub kompost.
W niektórych krajach przy dużych sklepach istnieją osobne kontenery na żywność sukcesywnie opróżniane przez ludzi, którzy postanowili zrobić „zakupy” w tym miejscu.
W naszym kraju takie praktyki są raczej praktykowane przez właścicieli małych sklepów lub stoisk na targu warzywnym niż przez duże sklepy. Natomiast my sami możemy również coś takiego praktykować. Możemy co najmniej zostawiać jedzenie obok kontenera na śmieci, odpowiednio zabezpieczone, albo zorganizować na swoim osiedlu pojemnik tylko na takie odpady. Oczywiście nie można zagwarantować, że nie będą trafiały do niego inne rzeczy, ale jeśli będzie on w formie otwartej skrzynki lub kilku skrzynek ograniczy to ten naganny proceder.
Jeśli ktoś już chce mieć pewność, że jego jedzenie trafi w określone miejsce to może skorzystać z internetowej formy wymiany. W niektórych krajach istnieją specjalne portale do tego celu.
Co my z tego mamy? Oprócz poczucia, ze zrobiliśmy coś dobrego to oszczędności. Za wywóz śmieci się płaci.

Paliwo

Abstrahując od produkowanego na dużą skalę paliw płynnych lub gazowych, sami możemy produkować na przykład alkohol. Gaz też, ale jest to trochę bardziej skomplikowane. Możemy również produkować paliwo dla roślin czyli kompost. Jeśli do tego mamy kilka kur, przy których zależy nam na tym, aby obdarowywały nas dobrymi jajkami, to nie trzymamy ich w klatkach tylko puszczamy na taki kompost. Nie dość, że sobie podjedzą, to jeszcze nie trzeba go będzie przerzucać :)

I wreszcie

Ten punkt lekko z przymrużeniem oka. Na kwestii marnowania żywności można bardzo dobrze zarobić po prostu o tym mówiąc :) Niestety pieniądze lecą głównie za to, że ten problem występuje, więc w większości przypadków nie zależy nikomu na tym, aby został rozwiązany, ale naturalną koleją rzeczy mówienie o tym na pewno nie jest niczym złym i czasem ziarno zakiełkuje. Oczywiście jeśli mówimy na szerszą skalę, a nie jak to często bywa w przysłowiowym „własnym sosie”.

Jak Wy możecie osiągnąć korzyści z niemarnowania jedzenia to już oceńcie sami.

Piotr Machnowski

http://kuchniakryzysowa.blogspot.com

Komentarze