Jesień kojarzy nam się przeważnie z długimi, deszczowymi dniami, jesienną chandrą i chłodem. Drzewa zaczynają łysieć, niebo coraz częściej zachodzi chmurami, na ulicach coraz więcej kałuż, wszystko sprawia, że zaczynamy być markotni i coraz więcej czasu spędzamy w domu. Tymczasem dla naszych przodków okres jesienny był niezwykle pracowity i obfitujący w najróżniejsze wyzwania. Ludzie dokładali wszelkich starań, aby jak najlepiej przygotować się i zabezpieczyć na nadchodzącą zimę. Właściwie można powiedzieć, że okres od września do listopada był takim jakby czasem przejściowym między latem a zimą, czasem, który trzeba było wykorzystać na sto procent.

 

A zaczynało się od…

…od wspólnej pracy w polu. Niegdyś mieszkańcy wsi wspólnie zabierali się do wykopki ziemniaków, tarcia i międlenia lnu oraz wełny, z których tkano płótna na zimę. Każdej takiej schadzce towarzyszyły wesołe pogawędki i przyśpiewki. Może właśnie dlatego nasi przodkowie nie stronili od ciężkiej pracy. Fakt faktem, że to od niej zależało w jaki sposób przeżyją nadchodzące miesiące, jednak zagłębiając się bardziej w historię i babcine opowieści, można wysnuć wniosek, iż potrafili umilić sobie pracę do takiego stopnia, że stawała się ona swego rodzaju rozrywką. Sąsiedzi, krewni i domownicy wspólnie pomagali przy wszelkich pracach polowych, przy zbiorze ostatnich roślin i zaprawie, wiedząc, że po ukończonych pracach, gospodarz odwdzięczy się sytym posiłkiem i taneczną biesiadą. W czasie takich zabaw często rozpalano ognisko, w którym pieczono wykopane wcześniej ziemniaki.

Dawniej w województwie lubelskim, np. w okolicy Spiczyna i Zawieprzyc obchodzono tak zwane dokopiny. Świętowano wtedy zakończenie kopania ziemniaków. Podczas dokopin dziewczęta plotły wianki z kwiatów i maciny kartofli, przygotowywały jedzenie, a mężczyźni tańczyli ubrani w czarne sukmany.

A może po kościelnemu?

Obrzędy jesienne w dawnej Polsce były mocno związane ze świętami kościelnymi i kultem świętych. 7 września, gdy swoje imieniny obchodzi Regina (dzień ten nazywano dniem świętej Reginy) zwyczajem było, że każdy gospodarz musiał zasiać choćby garść zboża. Jednak przed rozpoczęciem zasiewów, należało zaprosić krewnych i sąsiadów na ucztę, którą znano jako zasiewki i dopiero po niej rozpocząć siew. Zwyczaj ten znany był głównie na Podlasiu, a w niektórych wsiach ucztę organizowano nie w domu, a na obrzeżach pola, gdzie po spożytym pokarmie gospodarz błogosławił zagon znakiem krzyża i święconą wodą.

Już na następny dzień, 8 września obchodzono święto Matki Boskiej Siewnej, w kościele znane jako Narodzenie

Źródło: grafika google.

Źródło: grafika google.

Najświętszej Maryi Panny. Święto to rozpoczynało okres jesiennych zasiewów, ponieważ dawniej Matkę Bożą uważano za patronkę siewu jesiennego. W tym dniu należało zasiać choćby niewielki kawałeczek pola, aby zapewnić sobie jej błogosławieństwo. Zbierano również wszelkie zioła, zboża, kwiaty ogrodowe, wiązano w snopy i zanoszono do kościoła, gdzie były święcone przez duchownych. Ale to nie koniec historii. Ususzone snopki miały swoje przeznaczenie. Gdy w domu rodziło się dziecko brano kilka wiązek snopka i kładziono mu pod główkę. Ten rytuał miał zapewnić niemowlęciu ochronę. Z kolei gdy dziewczyna brała ślub, kładła źdźbła snopka w trzewiki, zaś żeniący się mężczyzna wypełniał nimi kieszonkę kamizelki – zwyczaj ten miał chronić przed złą pokusą.

21 września w dzień św. Mateusza należało ostatecznie zakończyć siew ozimin, z czym wiązał się stary obrzęd dosiewek. Po zabronowaniu obsiane pola obrzucano słomą ze zboża, które zasiano w uprzednim roku. Ten zwyczaj miał sprawić, że zboże urośnie równie dorodne jak rok temu. Tego dnia w domach spożywane były wyjątkowo odświętne obiady. 

W nocy z 22 na 23 września następuje koniec lata i początek jesieni, czyli tak zwana równonoc jesienna. Dla naszych przodków jasne było, że czas równowagi między dniem a nocą to dobry moment, żeby wyrazić swoją wdzięczność za każdą dobrą rzecz, którą przyniosły minione miesiące. Wierzono, że w czas nastąpienia równonocy wszystko zapada w sen i ziemia rozpoczyna swój kilkumiesięczny odpoczynek, by wiosną znowu odżyć. Ludzie dziękowali matce ziemi, która obrodziła zbożami i owocami, dzięki którym mogli przetrwać zimę. Dziękowano za życie i za żyzność ziem, za ciepło światła, dzięki któremu rośliny mogły rosnąć, a które utrzymuje wszystko przy życiu, dziękowano za deszcze i za wstrzymanie letnich burz w okresie zbiorów, by nie zniszczyły dojrzewających zbóż i owoców. Równonoc była po prostu czasem wdzięczności.

Potem następowały zaduszki. Dzień poświęcony wszystkim zmarłym. Wierzono, że tego dnia dusze zmarłych schodzą na ziemię. Z tego przekonania narodziło się kilka dość zabawnych zwyczajów, np. nie należało wylewać wieczorem wody, aby ich przypadkiem nie oblać. 2 listopada otwierano na noc kościoły, aby dusze mogły do nich wejść i w spokoju odpocząć, a ludzie kładli się spać wcześniej, by im nie przeszkadzać. W ten dzień przygotowywano takie potrawy jak kutia, kapusta, jajecznica, mięso, kiesiel czy pierogi. Z każdej potrawy odkładano po łyżce dla głodnych dusz. Obiad tego dnia również był obfity. Zgodnie ze zwyczajem na stołach gościły kapusty, mięsa, krupnik gotowany na baraninie, krupnik z kaszy, krupnik z pierogiem, jajecznica z sadłem i suchy ser. W 1779 r. uczty duchowne zostały jednak zakazane przez kościół.

.

Natalia Jędrzejczak

.

Komentarze