Charsznica położona w północnej części województwa małopolskiego jest zagłębiem warzywniczym, słynącym zwłaszcza z uprawy kapusty nazywanej przez jej mieszkańców „zielonym złotem”. Uprawa kapusty w Charsznicy sięga czasów średniowiecza. Jak wygląda zatem jej historia?

Pierwsza wzmianka o Charsznicy pochodzi z roku 1262 z bulli papieża Urbana IV, dotyczącej zatwierdzania prawa poboru dziesięciny między innymi z Miechowa i właśnie Charsznicy (we wspomnianym dokumencie pojawia się jako Karsnicza).

W XIV wieku Charsznica była własnością szlachecką i znajdowała się w rękach rodziny Głąbów, Miczko Głąba syna Piotrasza, o czym świadczą zapisy w dokumentach, dotyczących spraw sądowych pomiędzy mieszkańcami wioski. W tymże XIV wieku też po raz pierwsza wzmianka o kapuścianych korzeniach miejscowości.

Kapusta od wieków była chętnie spożywana na dworach szlacheckich, a bigos z kiszonej kapusty najlepiej smakował po udanych łowach. Stała się też głównym pożywieniem ubogich chłopów, gdyż jej uprawa była prosta i tania. Potrawy z kapusty dodawały sił chłopom w czasie żniw czy sianokosów.

W XVI wieku miejscowość przeszła ona w ręce Mikołaja Korycińskiego – sekretarza królewskiego i żupnika krakowskiego – wieś została przez niego zakupiona w 1582 roku. Kolejna wzmianka o Charsznic (de Karsnicza) pochodzi z roku 1634 z „Miechovii” Nakielskiego. W XVIII wieku wieś (najpierw częściowo, następnie w całości) przeszła w ręce ks. Wodzickiego. W tym czasie we wsi znajdowały się dwór, karczma browar, a sama Charsznica liczyła 33 domy. W ostatnim dziesięcioleciu wieś przeszła w ręce Franciszka Ksawerego Puszeta i Ignacego Bobrowskiego. W XVIII wieku w wiosce mieszkali Żydzi, którzy należeli do kahału w Wodzisławiu.

Na początku XIX wieku ludność wiejska z okolic Charsznicy potrafiła ukisić kapustę, z której sporządzano wyśmienite potrawy na stoły pańskie i chłopskie. Potwierdzają to również opowiadania najstarszych mieszkańców wsi. Wynika z nich, że kapustę tu uprawiano i kiszono „od zawsze”. Uprawy te nie były jednak duże, przeważnie każdy chłop sadził tyle, ile potrzebowała jego rodzina. Nadwyżki sprzedawano na okolicznych targach. Wieśniacy nie posiadali wag, więc kapustę surową sprzedawali na kopy – 60 sztuk, kiszonych na kubły. Kapuściane grzędy sąsiadowały z zagonami pomidorów czy konopi, które wytwarzały zapach chroniący ją przed szkodnikami.

Kiszenie odbywało się zawsze po zakończeniu prac polowych. Rytuał ten zaczynał się od przygotowania beczek z drewna liściastego. Najpierw należało je napełnić wodą, aby sprawdzić czy nie ciekną. Następnie beczki, balię, ubijak do kapusty szorowano i myto ciepła wodą. W dniu, kiedy kapustę szatkowano beczki wyparzano wrzącą wodą, wrzucając do ich wnętrza rozgrzane do czerwoności kamienie i nakrywano lnianym płótnem, aby je dokładnie odkazić. Kapustę szatkowano nożem lub szatkownicą skrzynkową do drewnianej balii i przesypywano solą. Nie dodawano do niej żadnych środków konserwujących tylko wedle uznania marchewkę, nasiona kopru, gałązki wiśni i dębu, ziarna pieprzu, liście chrzanu, jagody jałowca i jabłka winne. Z balii kapusta trafiała prosto do ogromnych beczek. Na dno najpierw układano małe, twarde główki kapusty i posypywano garścią soli. Dalej sypano szatkowane kapustę i ubijano drewnianym ubijakiem, bywało, że deptano bosymi stopami. Beczki zostawiało się w izbie przy nagrzanym piecu, na tydzień.

Dalsza część tekstu

Komentarze