Dzięki rozmowie z rolnikiem, panem Markiem Kembłowskim i jego synem Bartłomiejem, dowiecie się, że Rolnictwo Wspieranie Społecznie to świetna inicjatywa, która w Polsce dopiero raczkuje. Ma jednak szansę na zrobienie wielkiej kariery.

Rolnictwo Wspierane Społecznie to szansa zarówno dla rolnika jak i dla odbiorcy. Producent jest w stanie dobrze zarobić na swoich warzywach i owocach, ale co najważniejsze, odbiorcy dzielą z rolnikiem ryzyko niepowodzenia uprawy w przypadku nieurodzaju bądź klęski żywiołowej. Pierwsze tego typu projekty zaczęły pojawiać się w Polsce w roku 2012. Do Stanów Zjednoczonych pomysł ten „przywieźli” dwaj europejscy rolnicy – Jan Vander Tuin ze Szwajcarii oraz Trauger Groh z Niemiec. Termin, którym w Polsce określamy tego typu rolnictwo, w Stanach i innych krajach anglojęzycznych nazywany jest Community-Supported Agriculture. Tego typu relacje, nazywane są bardziej zaangażowanymi. Konsumenci biorą tak naprawdę udział w finansowaniu całego procesu uprawy roślin, uzgadniają z rolnikiem, co chcą, żeby było uprawiane i kiedy dostarczane. Podstawą RWS jest współpracy obu stron na jasnych warunkach.

.

Skąd wzięły się w Pana rodzinie tradycje, związane z rolnictwem?

Marek Kembłowski: W mojej rodzinie, rolnikami jesteśmy, można powiedzieć od zawsze. Z dziada pradziada. Kiedyś nasze ziemie znajdowały się w Wielkopolsce, zostały nam jednak zabrane w związku z burzliwą historią naszego kraju. Dzisiaj, ziemię uprawiamy na Kujawach. Na początku gospodarstwo nie było duże, a żeby zwiększyć dochód ze sprzedaży produktów zaczęliśmy uprawiać wiele różnych warzyw.

.

Powiedział Pan, że gospodarstwo znajduje się na Kujawach. Gdzie dokładnie?

M.K: Pomiędzy Płockiem a Włocławkiem, w Dobrzyniu nad Wisłą. Dobrzyń leży na prawym, wysokim brzegu rzeki. To wyjątkowo piękna okolica. Z naszego pola do samego lustra Wisły jest 30-40 metrów!

.

Co jest uprawiane w gospodarstwie?

M.K: Uprawialiśmy już chyba wszystko! Od kopru po paprykę, dynię aż po cukinie, ziemniaki, ogórki czy groszek. Mamy też kwiaty, a także sad czereśniowy. Nie jest duży, bo to około 40 arów, ale czereśnie są pyszne! Teraz bardzo dużo sadzimy cebuli. O! Właśnie wczoraj była sadzona! Nasza cebula to odmiana exibition. Jest wyjątkowa ze względu na delikatny słodki smak. Często zdarza się tak, że jedna cebula waży 1 kilogram.

.

Gdzie sprzedaje Pan swoje warzywa?

M.K: 2 hektary zajmuje groszek, który sprzedajemy do przetwórni, a na ogórki również mamy stałego odbiorcę. Resztę sprzedajemy na naszym lokalnym ryneczku, a zaprzyjaźnieni Klienci, odbierają warzywa od nas w domu, prosto z pola. Od czerwca jednak będziemy mieć także nowych odbiorców.

.

O tym za chwilę, a teraz chciałabym zapytać o to jak dziś radzi sobie polski rolnik, którego gospodarstwo nie jest duże?

M.K: Po pierwsze, małe gospodarstwa, gdzie rolnik nie uprawia wielu różnych warzyw i owoców nie będą miały racji bytu. Takie gospodarstwo zawsze będzie miało problemy. W Polsce od zawsze uprawiane były pszenica, żyto, rzepak czy ziemniaki. Niektórzy rolnicy, nawet ci, których gospodarstwa mają 30 hektarów skupiają się wyłącznie na uprawie tych roślin.  A to niestety za mało. Po drugie, ludzie często nie znają się na uprawie roślin, nazywam ich nierolnikami, czy posiadaczami ziemskimi. Często kupują ziemię, bo myślą, że są w tym pieniądze. Niestety, na tym trzeba się naprawdę znać. Ostatnia rzecz to ceny za produkty, jakie rolnicy otrzymują.

.

Przejdźmy zatem do sedna sprawy, czyli Rolnictwa Wspieranego Społecznie. Może właśnie ta inicjatywa jest lekarstwem na kiepską sytuację rolników?

M.K. Na pomysł, aby rozpocząć współpracę w ramach RWS wpadł mój syn. Ja, że tak powiem nie jestem człowiekiem światowym. Na początku trochę podchodziłem do tego sceptycznie, a nawet bardzo.

Bartłomiej Kembłowski: Kilka lat temu zainteresowałem się uprawą papryczek chili. Byłem po prostu ciekawy co z tego wyjdzie, miało to być wyłącznie zajęcie hobbystyczne. Gdzieś w Internecie nabyłem dosłownie kilka nasion powszechnie dostępnych odmian chili. Wysialiśmy je, posadziliśmy w naszym foliowym tunelu. Okazało się, że są to rośliny, które nie sprawiają problemów w uprawie. Nie stosowaliśmy żadnych nawozów, ani chemicznych oprysków, dlatego często powtarzam, że nasze papryczki są ekologiczne, ponieważ właśnie w taki sposób wyobrażam sobie tego typu uprawę. Przed tym sezonem zdecydowałem się rozpropagować nasze papryczki, tak by dotrzeć do szerszego grona odbiorców.  Dlatego też, powstał fanpage Papryczki Chili. Z czasem okazało się, że dużym zainteresowaniem cieszą się nie tylko wpisy dotyczące chili, ale również naszej codziennej pracy w gospodarstwie. Cieszy fakt, że każdy, kto do nas zagląda, a raczej trafia przez przypadek wyraża zainteresowanie naszą pracą i pogłębia niektóre kwestie kontaktując się bezpośrednio z nami. Nigdzie się nie promujemy, nie zabiegamy o liczbę „lajków”, dlatego trudno nas znaleźć w Internecie. Nieco ponad miesiąc temu napisała do nas Pani w odpowiedzi na nasz post, w którym oferujemy uprawę warzyw na zamówienie. Padła propozycja uprawy kolorowych marchewek i fioletowych ziemniaków, wstępnie wyraziłem zgodę, jednak wiedziałem, że muszę wszystko uzgodnić z rodzicami. To jednak się udało i tak po dwóch tygodniach od pierwszego kontaktu, podpisaliśmy porozumienie na zasadach RWS, w którym zobowiązujemy się do uprawy ponad 50 odmian różnych warzyw i dostarczania ich w postaci paczek do Warszawy. Oczywiście w całym tym przedsięwzięciu nie możemy zapomnieć o papryczkach, którym zawdzięczamy bardzo wiele. W tym roku w naszej ofercie będziemy mieli ok. 25 odmian różnych chili. Ponadto specjalnie dla członków RWS w ramach rolniczego eksperymentu zdecydowaliśmy się na uprawę ponad 20 odmian pomidorów. Startujemy z początkiem czerwca, dlatego proszę za nas trzymać kciuki.

.

Czy łatwo było przekonać pana, Panie Marku do tego pomysłu?

M.K: Na początku wydawało mi się, że to taka magia, taka bajka. Nie wierzyłem, że coś może się zmienić, ale syn mnie przekonał. Nie trwało to długo.

.

W jaki sposób przekonał Pan rodziców do uczestniczenia w RWS?

B.K: Rodzice zgodzili się przede wszystkim ze względu na zaufanie, jakim mnie darzą, jednak musiałem obiecać, że to ja będę się wszystkim zajmować, a oni będą mi wyłącznie w tym pomagać. Już teraz mogę powiedzieć, że złapali bakcyla i praca w tym roku sprawia im  zdecydowanie więcej przyjemności.

.

Dlaczego podjął Pan decyzję o wzięciu udziału w tym przedsięwzięciu?

B.K: Decyzję o przystąpieniu do RWS podjąłem przede wszystkim z myślą o rodzicach. Dotychczas ich praca była zawsze uzależniona od czynników od nich niezależnych – pogody czy chorób roślin. W przypadku RWS konsumencie dzielą ryzyko niepowodzenia danej uprawy z rolnikiem. Ponadto, jestem otwarty na wszelkie nowe ciekawe inicjatywy.

.

Na czym polega projekt?

M.K: Na początku zbiera się grupa osób, która chce jak najtaniej kupić najlepsze produkty prosto od rolnika. Zazwyczaj są to rodziny. Mają dość żywności zanieczyszczonej, wręcz zatrutej.  Chcą poszukać takich odbiorców, którzy zapewnią im zdrowe produkty. Najlepiej jest, jeśli grupa zbierze się jak najbliżej miejsca, w którym uprawiane są warzywa i owoce. Chodzi tu o czas transportu., podczas którego produkty muszą pozostać świeże. Grupa prowadzi z rolnikiem rozmowę na temat tego, co chcieliby jeść, w jakiej ilości, co da się z tego wyprodukować i za jaką kwotę. Kiedy te szczegóły są już ustalone, rolnik przedstawia kosztorys i ceny stałe oraz podpisywane są porozumienia pomiędzy rolnikiem a Konsumentem. W naszym przypadku, mamy paczkę duet za 600 zł, oraz paczkę rodzinną za 800 zł. Klienci płacą za paczki w ratach, a potem raz w tygodniu, przez 20 tygodni  – bo tyle trwa dostarczanie produktów – o ustalonej porze, produkty są dostarczane w umówione miejsce. Wieczorem lub rano szykowana jest taka paczka. Wszystko jest świeżutkie, dostarczane wprost do rąk odbiorców.

.

Ile rodzin może być w takiej grupie?

M.K: U nas będzie teraz na przykład około 20 rodzin. Dla gospodarstwa jest to konkretny zastrzyk gotówki.

.

Wiemy więc, że rolnik na tym zarabia, co w ogóle powinno być normą w Polsce. Co jeszcze zyskuje, i jaki interes mają w tym odbiorcy?

M.K: Największą zaletą RWS jest to, że rolnik wie dokładnie ile produktów sprzeda i w jakiej cenie. Produkty nie marnują się, a rolnik nie martwi się, że coś mu zostanie i nie będzie mógł tego sprzedać.

B.K: Odbiorcy zaś, wiedzą, jakie produkty będą mieli, z jakiego gospodarstwa, w jakiej cenie. Są to sprawdzone, zdrowe i naturalnie uprawiane warzywa. Klienci zawsze wiedzą, jakie produkty otrzymają w danym tygodniu, bo jest to zgodne z tym, co zamówili, podpisując umowę.

.

Jak widzicie swoje gospodarstwo za kilka lat, w związku z uczestnictwem w RWS?

B.K: Skupiamy się na obecnym sezonie. Codziennie trwają przygotowania, mamy bardzo dużo pracy, ponieważ nasza oferta jest niesamowicie różnorodna, ale o to w tym chodzi. Wspólnie damy radę. Myślę, że połączenie naszych pokoleniowych doświadczeń pozwoli nam kontynuować współpracę w ramach RWS w kolejnych latach.

 .

 Rozmawiała Katarzyna Zarówna

Komentarze