Długo zabierałam się za obejrzenie tego filmu. Co mnie powstrzymywało? Głównie myśl, że przegapiłam film w kinie, a przecież nie kupię DVD w ciemno. Nie lubię tego robić. Po prostu. Miałam cichą nadzieję, że film pojawi się na którymś festiwalu filmowym i że akurat będę tam i ja. Tak właśnie się stało na 5 Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera. Akcja w Łodzi.

Sam seans upłynął mi bardzo szybko co nie powinno dziwić, bo film trwa zaledwie godzinę i 20 minut. „Ida” opowiada o dziewczynie, która zanim przyjmie śluby w klasztorze zostaje zmuszona przez matkę przełożoną do poznania własnej rodziny. W ten sposób siostra Anna poznaje nie tylko ciotkę Wandę, ale również losy całej swojej rodziny.
.
Ida wyrusza ze swoją ciotką aby poznać rodzinę

Ida przed złożeniem ślubów ma poznać historię swojej rodziny Źródło: vod.pl

.
Film zrealizowany jest w nietypowy sposób. Przede wszystkim cała produkcja jest czarno-biała, co powoduje, że film jest bardziej realistyczny (akcja toczy się w latach 60., więc automatycznie widz odbiera film, jako produkcję z tamtych lat), a także dodatkowo podnosi jego walory artystyczne. W dodatku format obrazu to 4:3. Jeśli chcecie zachwycić się tym filmem, to koniecznie musicie obejrzeć go w kinie. Na ekranie monitora, czy telewizora nie dostrzeżecie w nim niesamowitego warsztatu operatorskiego…może i dostrzeżecie, ale na pewno nie zrobi to takiego wrażenia, jak na dużym ekranie. Podobała mi się drugoplanowa rola Dawida Ogrodnika, który swoją manierą przypominał mi Zbigniewa Cybulskiego. Odniosłam wrażenie, że był to zamierzony przez reżysera efekt. Teraz muszę wspomnieć o najważniejszym, czyli o grze Agaty Kuleszy, która powala na kolana. W moim odczuciu to jej najlepsza, dotychczasowa rzecz jasna, rola. No to teraz należy dołożyć łyżkę dziegciu do tych pięknych peanów, jakie wypisałam na temat tego filmu.
Rola główna, tytułowa Ida kompletnie mnie nie przekonała. Jej gra była nijaka i gasła przy Kuleszy. Następny zarzut idzie w stronę scenariusza. Oglądając film ma się wrażenie, że jest to film drogi do momentu, kiedy Ida żegna się z Wandą. Do tego momentu ten film jest ciekawy i spójny, ale okazuje się, że jest ciąg dalszy! Oglądając akcję po pożegnaniu miałam wrażenie, że scenariusz został przedłużony na siłę i ostatnie kilkanaście minut obniżyło jakość tego filmu. Jednak najpoważniejszy zarzut mam do reżysera. Po obejrzeniu całości nie do końca rozumiem co chciał przekazać tym filmem? Jakie były jego intencje? Z jednej strony mamy współczuć Wandzie i jej rodzinie, ale z drugiej strony nie możemy tego zrobić przez jej prokuratorską przeszłość. Z tego powodu nie mogłam wczuć się w bohaterów i przeżywać każdej kolejnej sceny. Akcja wprowadza pewien zamęt, ale może właśnie to chciał powiedzieć Pawlikowski, że nic nie jest tylko czarno-białe? Ten sam zamęt i uczucie niepokoju wprowadza kadrowanie ujęć, które na pewno nie było przypadkowe.
Scenariuszowo niestety ten film kuleje. Mamy więc rewelacyjny film pod względem artystycznym i klasycznego średniaka pod względem treściowym. Tak czy siak warto obejrzeć.
.

Komentarze