Anna Małys opowiada o wymierających gatunkach chwastów w Polsce i radzi aby oderwać się od smakowych i zapachowych stereotypów związanych z myśleniem o chwastach.

.

Czy w Polsce występują jakieś wyjątkowe chwasty? Bardzo rzadkie, niespotykane w innych rejonach?

Botanicy mieliby tutaj wiele do powiedzenia. Termin „chwasty wyjątkowe” jest w potocznym języku tautologią – jeśli roślina jest wyjątkowa, nie będzie nazwana chwastem. Na pewno bym takiej nie jadła, bo byłaby pod ochroną. Tak jest z endemitami – gatunkami występującymi tylko w regionie Dolnego Śląska, który interesuje mnie przede wszystkim, jako mój rodzimy region, bo tutaj żyję i przede wszystkim tutaj pracuję. Jednak – jak informują specjaliści – endemitów mamy niewiele, nawet mimo faktu, że nasza flora jest ponoć niepowtarzalna i bogata, szczególnie w górnych partiach Karkonoszy i Masywie Śnieżnika. Rosną tam rośliny dzikie, które mało kto nazywa chwastami, ponieważ na tamtych terenach nie funkcjonuje rolnictwo. To raczej endemitom zagrażają niektóre trawy, które bywają nazywane chwastami, bo endemity są z różnych powodów zagrożone wymarciem, m.in. w wyniku rozwoju turystyki, więc nie będę ich na pewno promować, jako surowca spożywczego.

IMG_2482_1

Mówienie o roślinach wyjątkowych, to już nie tyle temat chwastożerstwa, lecz botaniki. Wyjątkowy jest np. pewien gatunek mniszka, tzn. mniszek karkonoski Taraxacum alpestre albo dzwonek karkonoski Campanula bohemica. Czosnek sztywny Allium strictum Schrad. jest natomiast osobliwością florystyczną rezerwatu zwanego Śląską Fudżijamą (Ostrzyca Proboszczowicka), ale co może zaskakiwać, przez niektórych uważany jest w Polsce za wymarły, to relikt epoki lodowcowej. Zbieractwo roślin dzikich zawsze wiąże się z ryzykiem zerwania rośliny chronionej i sugeruję tutaj ostrożność. Warto więc zapoznać się z Opracowaniem Ekofizjograficznym dla Województwa Dolnośląskiego. W Karkonoszach mamy takie cuda, jak przetacznik stokrótkowy, świetlik maleńki, przytulia sudecka, rzeżucha rezedolistna, skalnica śnieżna, czy gnidosz sudecki. W Śnieżnych Kotłach ró1)nież znaleziono osobliwości florystyczne, np. skalnicę darniową lub lilijkę alpejską. Tylko w Karkonoszach znaleziono naradkę tępo listną, skalnicę naprzeciw listną, sit skucinę, wierzbę zielną, i rozrzutkę alpejską. Symbolem Sudetów nie bez przyczyny jest zmienka górska. Na Pogórzu Izerskim i Kaczawskim rośnie rzadki gatunek paproci – włosocienia delikatnego – w Polsce rośnie ponoć tylko w okolicach Złotoryi, więc jest to ta roślina, o która Pani pyta. Jednak czy nazwiemy ją chwastem? Niekoniecznie, bo nie jest pospolita. Dlatego m.in. trzeba znać wszystkie człony nazw – drugi człon brzmi często „pospolity”, co wyraźnie określa powszechność rośliny. Botanicznym laikom paprocie mogą się kojarzyć z ogrodami, wiele osób zna je z lasów, tyle że jest to orlica pospolita. Przykład tych dwóch gatunków paproci dowodzi, że chwastożerca musi być etnobotanikiem. Włosocienia nie jemy, bo jest zagrożony. Orlicę – owszem, bo jest pospolita, ale uwaga: jemy ją tylko po ugotowaniu i odlaniu wody, jak doradza prof. Łuczaj. W wielu źródłach znajdziecie jednak informację, że to roślina trująca – tak, ale w stanie surowym. Którą część można jeść? Rozwijające się liście, które w tej fazie kształtem przypominają „kij pasterski” (baculus pastoralis) Św. Mikołaja – dlatego zwie się je pastorałami.

IMG_2632_1 (1)

Jeśli jednak mamy mówić tylko o chwastach w rozumieniu roślin związanych z uprawami rolniczymi, to trzeba wymienić te, które w Polsce występują tylko na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie, np. chwasty segetalne Równiny Wrocławskiej: miłek szkarłatny, kurzyślad błękitny, dymnica drobnokwiatowa, kiksja zgiętoostrogowa i kiksja oszczepowata. Są to rośliny wymierające, więc na pewno nie promowałabym ich do masowego jedzenia. Ironią kultury jest fakt, że liczne chwasty segetalne są chronione, bo zagrożone wymarciem – właśnie  powodu tępienia ich przez rolnictwo. Mogliby tu pomóc ogrodnicy, bo specjaliści twierdzą, że nie wypracowano szczególnych form ochrony tych gatunków.

Okolice Trzebnicy, to kolejna strefa, w której występują wymierające gatunki: sasanka łąkowa (znana też np. w Szwecji), owsica łąkowa, głowienka wielkokwiatowa, leniec pospolity i ostrożeń bezłodygowy. Który z nich jest jadalny? Naprawdę nie wiem, są wyjątkowe, ta wiedza jest trochę jak studnia bez dna, ale… gdybyśmy w celach spożywczych walczyli o te rośliny (np. poprzez dedykowane ogrodnictwo), utrzymalibyśmy arcycenną bioróżnorodność, a polska kuchnia byłaby równie wyjątkowa i zróżnicowana, jak np. ta z Azji, gdzie spożywa się ogromną liczbę gatunków lokalnych roślin. Zakładając hipotetycznie do celów retorycznych, że ww. rośliny są jadalne po odpowiednim przygotowaniu – czy wyobraża Pani sobie, jak z zachwytu szaleliby turyści i smakosze, gdyby w najlepszej restauracji trzebnickim Rynku serwowano np. mus gruszkowy z sasanką łąkową, w karkonoskich karczmach – ser z włosocieniem, a na wrocławskim Rynku, np. w restauracji na Kurzym Targu – pierogi z kurzyśladem błękitnym. To brzmi jak poezja, prawda? Przypadek paproci pokazuje, że toksyczność roślin nie jest oczywista – na portalu „Plants for a Future” znalazłam informację, że sasanka łąkowa jest lekko toksyczna, ale suszenie lub gotowanie neutralizuje zawarte w niej toksyny, więc… Jednak kto wziąłby odpowiedzialność za dopuszczeni takich roślin do spożycia? Tutaj tkwi problem. Może Sanepid dopuściłby to do handlu spożywczego, gdyby na etykiecie napisano „spożywanie na własną odpowiedzialność”… Ot, taki dolnośląski hazard kulinarny.IMG_3064_1

Nie jestem stuprocentowo konsekwentna w nazywaniu roślin chwastami, bo polecam czosnek dziwny, który też jest wyjątkowy, dość rzadki, nikt ze specjalistów nie nazywa go chwastem, nie zagraża żadnemu hodowlanemu zwierzęciu ani roślinom uprawowym . Chwast to płynna kategoria – jak wspomniałam wcześniej, raczej metaforyczna, symboliczna, niż dosłowna lub specjalistyczna. Chcemy zaszczepić ludziom zaufanie do roślin, które nas otaczają, a o których niewiele wiemy. Wyznajemy regionalizację w chwastożernych działaniach – zgodnie z filozofią Slow Food i ekologią. Moim celem jest również zachęcanie ogrodników-przedsiębiorców do uprawy określonych gatunków, by te pojawiały się w domowych, stołówkowych i restauracyjnych kuchniach. Łącząc te dwa aspekty można stwierdzić, że jeśli profesjonalny ogrodnik podejmie się uprawy wyjątkowego gatunku w celach spożywczych, dobrze się stanie, wesprze naukę. Jest to niestety mało realne, bo silną barierę stanowi opłacalność takich upraw, Sanepid oraz zgodność specjalistów co do jadalności roślin, a w efekcie trudności w jednoznacznym opisaniu takiego produktu spożywczego. Nie tylko ja mam często wrażenie, że polskie przepisy związane z handlem spożywczym mają na celu utrudnić nam życie, a nie ułatwić. To taka nasza postkomunistyczne przyzwyczajenie, którego w żaden sposób nie umiemy się pozbyć, a ostrożność, wręcz histeria zdrowotna Unii Europejskiej dokłada swoje trzy grosze – wszystko wynika ze strachu urzędników i braku zaufania między ludźmi. Mamy teraz w kraju trudny czas na wprowadzanie chwastnej (lub chwastowej) pożywki, tym bardziej jest to niemożliwe w przypadku endemitów.

.

Czy rodzaj chwastów zależy od tego, w jakim miejscu rosną np. inne w lesie inne na polu, czy łące?

Tak, mocno zależy. To mogłoby być kolejne pytanie do botaników. Z mojego skromnego, leśno-łąkowego doświadczenia (nie prowadzę wszak plantacji) chwasty nigdy nie są takie same. To są żywe organizmy, które różnią się między sobą, podobnie jak ludzie. W obrębie jednego fragmentu parku egzemplarze jednego gatunku wyglądają inaczej, ponieważ różne są w nim warunki siedliskowe. Rośliny mają wtedy odmienny kształt lub kolor liści i kwiatów, inną intensywność smaku lub zapachu, inne korzenie. Przykładem jest bluszczyk kurdybanek, którego warianty mogą mocno zmylić – w miejscach ocienionych bluszczyk słabo i blado kwitnie, ma duże i soczysto zielone listki i długie łodyżki. W miejscach nasłonecznionych odwrotnie – ma mocno liliowe kwiaty, małe, sino-zielone liście i krótkie łodyżki. Inaczej wygląda też babka zwyczajna (ta z listkami szerokimi, jak mini-patelnie): gdy rośnie wśród traw i innych roślin (w wysokiej łące), listki mają długie ogonki, bo chcą się wydobyć do światła, ale tuż przy ścieżkach są one krótkie, bo roślina nie musi czynić wysiłku na otwartej powierzchni.

.IMG_2630_1

Jakich rad może Pani udzielić początkującym chwastożercom?

Oderwijcie się od smakowych i zapachowych stereotypów, odrzućcie tabu żywieniowe, obudźcie w sobie miłość do lokalnej przyrody. Szanujcie przyrodę i pospolite rośliny, które tworzą dziedzictwo etnobotaniczne, są bazą naszej tożsamości regionalnej i społecznej, dają poczucie bezpieczeństwa, bo widzimy je często, od dziecka. Często spacerujcie po lesie, zabierajcie ze sobą aparat fotograficzny (choćby w telefonie), nożyczki, małe woreczki, rękawiczki, notes i ołówek. Czytajcie literaturę, ale interdyscyplinarnie, nie wybiórczo, skupcie uwagę na specjalistycznych, naukowych źródłach, pogłębiajcie wiedzę. Nie wyrywajcie roślin, lecz je ścinajcie, najlepiej pojedyncze egzemplarze, by nie pozostawiać po sobie wygolonego placka – las jest jak człowiek, nie lubi nagłego łysienia. Ozdabiajcie chwastami swoje wnętrza, suszcie rośliny w gazetach, zamieszkajcie z nimi, obudzicie w sobie w ten sposób przyjaźń do czegoś, co pospolite, a pospolitość wcale nie jest gorsza od wyjątkowości, po prostu tworzy inne środowisko i świadomość. Starajcie się zaprzyjaźnić z rośliną: wąchajcie, smakujcie, rozcierajcie, badajcie jej teksturę, ale ostrożnie i tylko po dogłębnym poznaniu literatury przedmiotu. Obserwujcie zwierzęta – co jedzą inne ssaki, często możemy jeść i my, ludzie. Nie szukajcie przepisów kulinarnych, ale odważcie się eksperymentować – przyrządzajcie rośliny na różne sposoby i smakujcie/wąchajcie je wraz z przyprawami. Traktujcie chwasty jako głównego bohatera smakowego, jako nośnik smaku (np. przypraw i olejów) lub jako przyprawę. Poszukujcie nowych form prezentacji i przyrządzania. Przyjrzyjcie się chwastom jak architektonicznej konstrukcji – zainspirują was kulinarnie. Dajcie sobie czas na poznanie i przyzwyczajenie do nowych bodźców sensorycznych generowanych przez chwasty – nie oczekujcie od nich tych smaków, które znacie sprzed swego chwastnego okresu.

IMG_3028_1 - Kopia

Na koniec uwaga o etyce i semiotyce: nie nazywajcie roślinnych produktów określeniami obciążonymi kulturowo. Przykłady: „Musli Kolumba” z amarantusa (produkcja i sprzedaż: Ekoprodukt) – ku memu zdziwieniu nazywane produktem rolnictwa ekologicznego! Albo „czekolada Cortez” z ziarna kakaowca (produkcja i sprzedaż: XXX), o której sam sprzedawca pisze, że „dla Azteków czekolada była źródłem mądrości i energii, afrodyzjakiem i kojącym balsamem”. Takie nazwy to semiotyczne wpadki powodujące, że podejrzewam autorów o brak podstawowej wiedzy historycznej, ignorancję i brak etyki. Za czasów Kolumba w Ameryce zabroniono hodowli amarantusa, wszak celem najeźdźców było wyniszczenie tamtejszej kultury uznanej przez nich za kwintesencję dzikości (z perspektywy katolickich misjonarzy finansowanych przez katolickich królów). Kolumb na pewno nie jadł więc amarantusa na śniadanie, to fatalna pomyłka – jak czulibyśmy się, gdyby w Brazylii lub Panamie nazwano jakiś produkt spożywczy z lebiody (komosy białej) „śniadanie Hitlera”? Polska wywołałaby zapewne aferę dyplomatyczną. Podobnie czekolada marki Cortez – autor nazwy (jakaś „zmyślna” agencja reklamowa?) zapomniał, że Cortez wymordował wielu miłośników czekolady. ten pan, podobnie jak Krzysztof Kolumb, ma na sumieniu śmierć wielu mieszkańców Ameryki, więc nobilitować należy tamtejszych lokalnych przywódców – majaskich, inkaskich lub azteckich, a nie dowódców-kolonizatorów.

.

Rozmawiała:  Katarzyna Zarówna

Zdjęcia dań z chwastów: Marta Wiercińska Chwastożercy

Fanpejdż:  Chwastożercy

 

 

Komentarze