800px-Strajk_w_stoczni_szczecinskiej_1980Po latach niecodziennego dobrobytu i rozbudzonych nadziei konsumpcyjnych, gospodarka się wali i nawet urzędowo optymistyczni działacze partyjni czują się zagubieni. Ceny po cichu rosną, jako takie zaopatrzenie można jeszcze zrobić w otwartych w końcu 1976 roku sklepach komercyjnych, ale na to mogą sobie pozwolić nieliczni, dolar na czarnym rynku skacze do 150 zł.

Władze próbują jeszcze manewru wzorowanego na leninowskim NEP-ie – nie trzeba już dokumentować źródła pochodzenia dewiz, zezwala się na prowadzenie sklepów przez ajentów oraz otwieranie firm polonijnych – ale te działania zdają się psu na budę. „U nas kryzys gospodarczo-rynkowy, jakiego jeszcze nie było. Nie tylko już mięsa nie ma, ale i wielu innych rzeczy, na przykład kawy (w kawiarniach zbożowa), ciastek, mąki, czasem w ogóle najprostszych rzeczy” – notuje w sierpniu 1977 roku Stefan Kisielewski i cytuje Juliana Tuwima: „Plajta, klapa, kryzys, krach”.

Naga prawda jest naga coraz bardziej, choć władze próbują jeszcze szklić oczy kolejnymi spektakularnymi inwestycjami. W maju 1978 roku rusza produkcja Poloneza, a cztery miesiące później Warszawskie Zakłady Telewizyjne rzucają na rynek pierwsze polskie telewizory kolorowe Jowisz, które mają uzupełnić ofertę i importowanych ze Związku Radzieckiego i często wybuchających Rubinów oraz Elektronów.

Atmosferę kryzysu i bałaganu potęgują niecodzienne wydarzenia. Najpierw „dziesiątą przemysłową potęgę świata” rzucają na kolana zwały śniegu i mróz, dochodzący w niektórych regionach do minus 30 stopni. Półtoramiesięczny atak zimy jest tak gwałtowny, że niemal zamraża życie w kraju. Nie działa transport, brakuje węgla, na wyższe piętra bloków przestaje docierać woda, pozbawione dostaw węgla elektrownie są zmuszone do ograniczenia dostaw prądu, na pół gwizdka działają ciepłownie i osiedlowe kotłownie. Sytuację udaje się opanować tylko dlatego, że w połowie lutego 1978 roku zima odpuszcza. Temperatura rośnie, ale życie nie wraca już na stare tory. Tym bardziej, że w Warszawie wybucha Rotunda, okrągły budynek u zbiegu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich, w którym mieści się oddział PKO. Ginie 49 osób, 135 zostaje rannych. W normalnej sytuacji ta tragedia zajmowałaby ludzką wyobraźnię nie dłużej niż kilka dni. W specyficznej atmosferze końca lat siedemdziesiątych, przez Polskę przetoczyła się fala fantastycznych plotek. Ludzie nie wierzą w oficjalny komunikat mówiący, że przyczyną była eksplozja gazu. Do wyobraźni przemawiają raczej opowieści o prowokacji jednej z antygierkowskiej frakcji we władzach („Nie mów Edziu, że to gaz, bo Solidarity_August_1980_gate_of_Gdańsk_Shipyardwybuchnie jeszcze raz” – recytowano), o zamachu na podróżującego tajną, podziemną koleją do Berlina, Leonida Breżniewa.

Mija siedemnaście miesięcy i dochodzi do kolejnej, jeszcze większej tragedii. W marcu 1980 roku w pobliżu Okęcia rozbija się lecący z Nowego Jorku IŁ-62 „Mikołaj Kopernik”. Katastrofa pochłania 87 ofiar. Ginie między innymi popularna piosenkarka Anna Jantar i bokserzy z amatorskiej reprezentacji Stanów Zjednoczonych.

„Ekipa Gierka rozmontowała wszystko i bałagan panuje, jakich mało. Zniszczyli rolnictwo, a jednocześnie, przez zmianę podziału administracyjnego, zasiali olbrzymi zamęt w aparacie administracyjnym, w rezultacie aparat ten wymknął im się z ręki, a tylko z jego pomocą można by realizować coraz to nowsze zarządzenia, którymi oni próbują się ratować (…) – pisze Stefan Kisielewski. – Na złe obróciły się (o paradoksie!) zarówno kredyty zagraniczne, jak i kooperacja z zagranicznymi firmami”.

Jednak najdziwniejsze wydarzenie ma miejsce w październiku 1978 roku. Zgromadzeni na konklawe kardynałowie wynoszą na papieski tron Karola Wojtyłę. W czerwcu 1979 roku papież Jan Paweł II przyjeżdża do Polski. I budzi Polaków ze snu, który zaczął się strasznie, później był piękny i kolorowy, a w końcu stał się męczący i uciążliwy.

.

Piotr Gajdziński

Książka dostępna pod adresem: www.wydawnictwopoznanskie.com i w księgarniach!

Komentarze