Żywe kamienie

Baśń nad baśniami

Marzanna w okowach zimy Źródło: WItold Jabłoński

Perfidny Popiel przekazał porwaną Marzannę złemu skrzatowi Dziwo, który zanosi królewnę na nieprzystępną Sobotnią Górę. Miejsce to złowieszcze i niebezpieczne dla ludzi, strzeżone przez demoniczne moce, jako że na samym szczycie tryska źródło żywej wody. Karzełkowi usługują tu dziwożony pod postacią czerwonych ptaszków oraz stada kruków i wron czyhające na intruzów pragnących zaczerpnąć z zaklętego zdroju. Tych czeka smutny los, jak informuje skrzat swą brankę. Jeśli, zdążając na szczyt, poddadzą się strachowi, zwątpieniu i obejrzą za siebie chociaż raz, natychmiast zmienią się w kamień. Stok góry pełen jest takich skamieniałych herosów.

Wstrząśnięta i zrozpaczona Marzanna nie upada całkiem na duchu, wierząc, że jej sprytny mąż, Leszek zdąży ją wyswobodzić z łap obmierzłego karła, nim ten zrobi z niej jedną ze swych licznych Dziwo-żon. Tymczasem próbuje niewieściego podstępu: zwodzi i kokietuje skrzata, a uśpiwszy jego czujność, kradnie mu czapkę niewidkę. Rozgniewany Dziwo, nie mogąc dogonić niewidzialnej uciekinierki, ogarnia ją i usypia trującym oddechem.

Dymem tym odetchnęła Marzanna i zbladła

Jak ściana, zachwiała się i na wznak upadła

Nieruchoma i biała. Gęste dymu chmury

Wyszły z karła małego, leciały do góry

I niebo zaciemniły; jakby szarą szatą

Pokryły się niebiosa i umarło lato

Na ziemi. Jesień czarna nastała (…)

Marzanna jak umarła jest. Świat się wyludnia

I niemieje od dymu, co wyszedł z ust karła;

Snadnie myślisz, że to już Polska umarła

I że to niebo nad nią łzy okrągłe roni,

Zanim białym całunem śniegu się osłoni.

Dziwo znowu się zaśmiał i ze szczytu skały

Zwycięsko popatrywał na ten świat skostniały.

Jak widzimy, wraz z Marzanną zasypia też cała przyroda. Przy okazji karzeł wygłasza przepowiednię, że śpiącą królewnę może zbudzić z czarodziejskiego snu tylko pocałunek Kupały, złożony na dodatek w małżeńskiej sypialni zamku Leszka. Skrzat tworzy w ten sposób zawikłaną intrygę erotyczną, polityczną i rodzinną zarazem, zarzewie przyszłego konfliktu. Przybrani bracia mimo woli staną się rywalami o miłość przyrodniej siostry jednego z nich. Iście diabelne imbroglio, godne dramatów Webstera, zawsze pełnych perwersyjnego seksu i okrutnie przelanej krwi, gdzie kazirodztwo i bratobójstwo są na porządku dziennym, a tym bardziej nocnym.

W tej właśnie chwili pod górę przybywa Leszek na wiernym Czarnolotku. Jak to on, robi wokół siebie dużo szumu, popisując się przed zamarłymi kamiennymi figurami junacką brawurą i nieposkromionym zuchwalstwem:

Mówił do nich: „Żal mi was, niemądrzy rycerze,

Których teraz kamienna śmierć w objęcia bierze,

Swoje, ale po coście wy się oglądali,

Kiedy na was wołano? Trzeba słuch ze stali

Nieść na Górę Sobotnią, co odbija głosy

Nieczule, jakby piłki. Zresztą wasze losy

Przemienię jeszcze dzisiaj. Złe Dziwo ukrócę,

A z Marzanną i wodą żywota powrócę

Do was, wtedy pokropię każdą martwą skałę

I wstaną znowu żywe wszystkie trupy białe,

Które tutaj poległy. Wrócę w majestacie,

A wy łaski królewskiej ode mnie zaznacie.

Dawni sławni rycerze i króle to sługi

Moje będą przez wiek mój pełen chwały i długi

I nad wyraz szczęśliwy…

Niestety, megalomania i pycha to źli doradcy. Pewny zwycięstwa Leszek wspina się śmiało na szczyt w towarzystwie Miecza Samosiecza, nie zważając na próbujące go powstrzymać i zawrócić strachy. Już tylko krok dzieli go, by dopaść i pokonać siwobrodego karła, gdy nagle słyszy za plecami żałosne jęki Marzanny rozszarpywanej przez sforę piekielnych ogarów. To oczywiście kolejna iluzja stworzona przez Dziwa, lecz nawet szczwany lisek miewa niekiedy czułe serce. Leszek nie może się powstrzymać od zerknięcia wstecz i momentalnie zwiększa szereg skamieniałych postaci.

Tego było za wiele. Gdy tych jęków słucha,

Budzi się w sercu Leszka uczuć zawierucha;

Na miejscu krok osadził i zwrócił twarz w stronę,

Skąd jęki dochodziły. Czary potępione

Natychmiast się spełniły i wielkim kamieniem

Był Leszek na Sobotniej Górze, a wspomnieniem

Już tylko jego życie i promienna chwała,

I młodość, która cudów moc obiecywała.

U szczytu skały tylko Dziwo się zaśmiało,

A echo tego śmiechu trzęsło górą całą…

 

Komentarze