Seksmisja to jeden z tych polskich filmów, który znają wszyscy. W swoim czasie film bił rekordy popularności, a współcześnie jest cyklicznie przypominany przez TVP przy okazji różnych świąt. Choć wszyscy oglądaliśmy przygody Maksa i Albercika dziesiątki razy, nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z roli jaką w filmie odgrywa jedzenie. No, to skoro bocian może to my też możemy!

Na początku powiedzmy kilka słów o samym filmie. Mówi się, że gatunek filmu to nie tylko science fiction, ale również „antyutopia”, choć inni powiedzą, że to objaw megalomanii. Premiera „Seksmisji” odbyła się 14 maja 1984 roku, a reżyserem tego arcydzieła jest Juliusz Machulski. Scenariusz pisał jednak nie tylko reżyser, ale również Jolanta Hartwig oraz Pavel Hajny.

Muzykę przygotował Henryk Kuźniak, za zdjęcia odpowiadał Jerzy Łukasiewicz a scenografią i kostiumami zajęli  się Janusz Sosnowski i Małgorzata Braszka. Główne role zagrali Jerzy Stuhr i Olgierd Łukasiewicz, ale o tym nie trzeba wspominać. Oprócz nich w filmie możemy zobaczyć: Bożenę Stryjkównę (Lamia), Bogusława Pawelca (Emma Dax), Hanna Stankówna (dr Tekla), Beata Tyszkiewicz (dr Berna) oraz wielu innych, świetnych polskich aktorów. 

Współczesne polskie gwiazdeczki nawet nie mogą się z nimi równać!

Fabuła również jest nam wszystkim znana: akcja rozpoczyna się 9 sierpnia 1991 roku. Podczas konferencji prasowej przedstawiony zostaje epokowy eksperyment hibernacji dwóch ochotników (którzy tym razem „pierwszy raz poświęcają się dla dobra nauki”). Eksperyment nie wychodzi. Hibernacja miała trwać zaledwie 3 lata, a potrwała aż… 53. Wszyscy, których znali nasi bohaterowie już nie żyją, w tym autor przełomowej teorii anabiozy, laureat Nagrody Nobla – profesor doktor Wiktor Kuppelweiser.

Co najbardziej zaskakujące: nie żyją również wszyscy mężczyźni, choć, przypomnijmy, to nie były mamuty! Z czasem okazuje się, że Maks i Albercik obudzili się 8 marca 2044 roku i to w podziemnym państwie kobiet, które dzięki partenogenezie rozmnażają się bez udziału mężczyzn i rodzą jedynie same dziewczynki. 

Dwoma „obiektami” (które nie tylko się pocą, ale również cuchną) zajmuje się doktor Lamia Reno, która powoli odkrywa w sobie co najmniej niebezpieczne zainteresowanie jednym z mamutów, przepraszam mężczyzn. I tu powoli zaczyna się pojawiać wątek związany z żywnością…

.

517542f14daf3_g

.

„Zeżarli nasze święte jabłka”

Jakże przykre musiało być życie kobiet w ich podziemnym państwie i bynajmniej nie mam tu na myśli braku mężczyzn. Oczywiście, brak facetów to poważny problem. Każda rozsądna kobieta musi go poważnie traktować. W hierarchii ważności mieści się on gdzieś między wyborem butów na wieczorne wyjście, a smutnym obowiązkiem mycia naczyń (chwała zmywarkom). 

Wszyscy przecież wiedzą, że dla kobiety najważniejsze jest jedzenie. Jakże strasznie musiały cierpieć te wszystkie zamknięte pod ziemią dziewczyny! Nie mogły spróbować porządnego kotleta, zjeść smacznych grzybów, spróbować pikantnego mięsa lub choćby zwykłego smażonego kurczaka! Jeśli ten film jest opisywany jako „antyutopia”, to właśnie dlatego. 

Wyobraźcie sobie, że w państwie kobiet nie było nawet, o zgrozo, czekolady! Czy to nie jest już przesada? Żadna magiczna pigułka nigdy nie zabije pociągu do czekolady i wszystkich innych niezdrowych, za to bardzo smacznych i tuczących, przysmaków. 

Co gorsza! Nie było również warzyw i owoców. Jedyne owoce, dwa jabłka, zostały brutalnie zeżarte przez samców (samiec twój wróg!). To dopiero musiało boleć. Przecież jeśli nie ma owoców i warzyw, to jak przygotować choć jeden z tak wielu przepisów na smaczne koktajle, jogurty i sałatki?

Zgłaszam protest! Jeśli przyszłość ma tak wyglądać, to jestem jej przeciwniczką! Nie dla przyszłości bez czekolady i koktajlów ze świeżych owoców!

.

71594_jajo_seksmisja

.

„Przepraszam, to pieczywo jest czerstwe”

Bądźmy przez chwilę poważni. Wszak problemy żywieniowe towarzyszą filmowi prawie od samego początku, czyli od polskiego śniadania, które nasi bohaterowie jedzą w jednej z pierwszych scen filmu. Okazuje się, o zgrozo, że pieczywo (które zdaje się być czerstwe) to tak naprawdę coś w rodzaju pasty. Aby się do niej dostać należy „rozkręcić” rogala. Podobnie rzecz ma się z jajkiem. „Obiekty” nie są zadowolone. Nie to co w przypadku meczu i następującej po nim wymiany koszulek.

Właściwie, do czasu, aż Maks i Albert wydostaną się z podziemnego państwa i zasiądą w pięknej rezydencji przy prawdziwych jajkach i pieczywie, wszystko jest strasznie niedobre. Pamiętajmy, że dotyczy to również jabłek: „Co? Te psiary święte?” – krzyczy Maks.

Jedyny, który zdaje się być zadowolony z pożywienia pod ziemią jest… odkurzacz. „Smaczne paproszki, no jedz jedz”. Przynajmniej on jeden…

Ważny jest motyw ziemniaka. Lamia zainspirowana Maksem wybiera się w odwiedziny do „starowinek”. Spotyka tam jedną ze starszych pań, które wciąż pamiętają jak to było z mężczyznami („oooch, zupełnie jak mój Juzuś”). Właśnie wtedy pada jedno z haseł, które wykraczają poza konwencję żartu. Na wspomniane przeze mnie hasło, Lamia odpowiada:

„Jezus? A co jest Jezus?”

Czyżby w świecie przyszłości rządzonym przez same kobiety zabrakło religii? Być może funkcjonowała tam jakaś inna wiara niż chrześcijaństwo? Wszak jeśli Kopernik i Curie-Skłodowska też były kobietami… błąd. Wszak Einstein i Kopernik też były kobietami. Z powyższego dialogu jednoznacznie wynika jednak, że w przyszłości Jezus nie został sfeminizowany, bo po prostu zniknął. Co mogło stać za tym dialogiem?

Oczywiście, trudno powiedzieć co miał na myśli poeta. Być może warto zwrócić uwagę, że oprócz Jezusa zniknął również… ziemniak. Bądź co bądź, jeden z symboli Peerelowskiej codzienności. Kto wie, może Machulski upatrywał w obu, Jezusie i ziemniaku, symbolach sfer sacrum i profanum, symboliczny koniec starego świata? Wszak ani Jezus, ani ziemniak, nie wracają w chwale pod koniec filmu.

.

1-F-332-86-800x800

.

„Chodźmy na Wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja”

Gdy te słowa padły podczas emisji filmu w kinie sala ryczała ze śmiechu. Aż strach żartować, ale te słowa chyba znów nabierają, zgoła innego, znaczenia.

.

Klaudia Bąk

.

Komentarze