Korzystając z tego, że mam w mieście całkiem dobre studyjne kino, postanowiłem wybrać się na film Małgorzaty Szumowskiej Body/Ciało. Fabuła jest określana jako historia prokuratora i jego córki, którzy mają problem z otrząśnięciem się po śmierci, odpowiednio, żony i matki. Z motywami spirytystycznymi w tle.

body/ciało

Dlaczego zamieszczam tą recenzję tutaj? Bo korzystając z przywileju danego mi przez samą Małgorzatę Szumowską stwierdzam, że był to film o jedzeniu! Źródło: filmweb.pl

Sam trailer filmu wskazywałby na to, że jest to film o kontaktach ze światem zmarłych. Po reakcjach ludzi w kinie mogę stwierdzić, że nie tylko ja odniosłem takie wrażenie. Z racji tego, że jest tam cała masa niedopowiedzeń film jest dobry zarówno dla tych, którzy uważają, że zmarli się z nami kontaktują, jak i dla tych, którzy uważają, że duchów nie ma. Niemniej jednak, moim zdaniem, nie to było głównym motywem filmu. Sama autorka mówi o swoim filmie „Dla każdego będzie może trochę o czymś innym” dając przywilej, z którego mam zamiar skorzystać.

Dlatego jak czytam komentarze, że film był o niczym, to współczuję ludziom nudnego życia.

Co sprawia, że film ogląda się dobrze? Film jest naturalny. Zamiast ładnie urządzonych mieszkań lub domów i ich wymuskanych lokatorów, mamy tu bardziej adekwatny obraz. Mieszkania w blokach lub kamienicach z wystrojem sprzed 20 lat, gdzie tylko telewizor plazmowy się zmienił. Ubrania są znoszone i pogniecione. W kuchni jest mikrofalówka postawiona na lodówce marki „MIŃSK”, a sprowadzony z Niemiec golf ma jeszcze naklejkę „D” oraz czerwoną klasyfikację ekologiczną, co dyskwalifikuje go w większych Niemieckich miastach. Jest lekarz, który nie może przyjąć pacjenta, ale chętnie to zrobi prywatnie. Do tego przytyki o starych pannach i ta sama panna ubierająca bazarowe adidaski do spódnicy. Oprócz tego odwołania do spraw, które dobrze znamy czyli zabójstwo Beksińskiego i małej Madzi z Sosnowca. Przekleństwa też są, ale tam gdzie być powinny, a nie na każdym kroku jak u Pasikowskiego. Natomiast najbardziej naturalny był taniec pijanej przyjaciółki głównego bohatera. Obstawiam, że ta scena przejdzie do historii jako kultowa.

.

Dlaczego zamieszczam tą recenzję tutaj? Bo korzystając z przywileju danego mi przez samą Małgorzatę Szumowską stwierdzam, że był to film o jedzeniu. Jedzenie jest w tym filmie wszędzie, a pewnie jakbym obejrzał go drugi raz to zauważyłbym jeszcze więcej. Nic dziwnego, skoro przy produkcji filmu brało udział kilka firm cateringowych.

.

Z jakiegoś powodu na żywność postawiony jest ogromny nacisk. Główna bohaterka cierpi właśnie na zaburzenia jedzenia. Zbliżenia na to co jedzą bohaterowie są na każdym kroku. Co prawda nie jest to „food porn” typowe dla wielu filmów, a naturalny obraz tego jak jedzenie naprawdę wygląda.

I od początku. Rodzinny obiad.. Ona – plastry tempehu i kiełki. On – kurczak. Rozmowa ideologiczna na temat zjadania się wzajemnie kurczaków na fermach i propagandowe ulotki o koniach w rzeźniach przyczepione na stojącą w lodówce wódkę – kolację ojca. Strawa co prawda bardziej dla ducha niż ciała, ale jednak. Córka zresztą też zajada się pączkami na kolację, które później i tak zwróci. Dalej, terapeutka najpierw robi typowe zakupy w osiedlowym markecie, potem przyrządza lekki obiad, a następnie jedząc kanapki przed telewizorem dzieli się nimi ze swoim psem, któremu ślina cieknie na wersalkę.

Prokurator wchodzi do biura a jego otyły kolega co robi? Je kanapkę. Po oględzinach miejsca zbrodni zajada się flaczkami w pobliskim barze dosypując dużo pieprzu, gdyż jak mówi jak się dużo popieprzy to wszystko dobrze smakuje. Oprócz tego co je się w domach i barach jest też podgląd na to co jest podawane w szpitalu na oddziale zamkniętym. Makaron z twarogiem i kanapki z dżemem. Posmarowane na bogato, ale może dlatego, że to oddział dla anorektyczek. Dla tych, które nie chcą jeść przygotowany jest specjalny posiłek.

Reasumując. Film warty obejrzenia. Naturalny. Bez próby narzucenia widzowi czegokolwiek i pozostawiający mu pole do popisu. Jak widać nawet fan kuchni znajdzie tam coś dla siebie.

.

Piotr Machnowski

http://kuchniakryzysowa.blogspot.com/

Komentarze