Alkohol stał się nieodłączną częścią funkcjonowania w partii. Najchętniej pito na koszt matki-partii. „Zauważyłem, że pracownicy komitetów wojewódzkich traktują mój przyjazd jako okazję do wydania funduszy reprezentacyjnych. Po krótkich spotkaniach z pracownikami i aktywem komitetu wojewódzkiego lub miejskiego zaczynała się część nieoficjalna, rozrywkowa. Często miała ono miejsce na terenie samego komitetu wojewódzkiego. Zazwyczaj jednak spotkania takie odbywały się w najlepszych hotelach w okolicy, gdzie byłe zakwaterowany. Składały się one z wystawnej biesiady, gdzie alkohol lał się strumieniami, a następnie tańców i śpiewów z udziałem aktywu partyjnego obojga płci” – napisał w swojej książce „Dlaczego upadł socjalizm” Wojciech Wiśniewski, w czasach Gierka i Jaruzelskiego funkcjonariusz Komitetu Centralnego PZPR.

Ze szczególną estymą traktowano wielkie partyjne święta – 1 maja, 22 lipca, kolejną rocznicę Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. „Stojąc na trybunie honorowej, przed którą przebiegała manifestacja świata pracy, zauważyłem, że towarzysze w miarę upływu czasu pozdrawiali maszerujące tłumy coraz mniej skoordynowanymi gestami. Na zapleczu trybuny zawsze był zorganizowany barek, w którym zmęczeni pozdrowieniami tłumów pracujący na trybunie honorowej przedstawiciele władz, wzmacniali nadwątlone siły, a w szczególności poprawiali sobie nastrój, znacznymi ilościami alkoholu”. Podczas jednej z pierwszomajowych libacji – wspominał Wiśniewski –  „zwróciło moją uwagę, że jednego z uczestników przyjęcia pracownicy aparatu Komitetu Wojewódzkiego posyłali ciągle do bufetu, a to po piwo, a to po papierosy. Gdy zapytałem z ciekawości kim jest ten wyjątkowo uczynny człowiek, usłyszałem w odpowiedzi: to nasz poseł na Sejm z tutejszego regionu”.

19-alkohol-sprzymierzencem-gruzlicy
Wzór dla aparatu płynął z samej góry. Najwyższej. „Biesiadny” styl rządzenia wprowadził w Związku Radzieckim Leonid Breżniew i stąd promieniał on na cały obóz. W przeciwieństwie do Gierka, radziecki gensek nie stronił od alkoholu, co szybko stało się oczywiste nawet dla pomniejszych aparatczyków z PZPR. „Tamtejsze kierownictwo, co już jest tradycją, ciągnie wódę, jak pompa strażacka wodę” – zapisał w swoich „Dziennikach politycznych” Mieczysław F. Rakowski, a w lipcu 1974 roku opisał początek wizyty sekretarza generalnego KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w Warszawie. „Naoczni świadkowie odpowiadają, że wysiadł z samolotu pijaniusieńki. Wydziwiał coś tam przy kompanii honorowej WP, po czym wsiadł do odkrytego samochodu, przeszedł przez niego i odsunął kierowcę. Chciał sam prowadzić wóz. Gierka zaprosił, żeby usiadł obok niego. Ten jednak wyperswadował mu pijacką fanaberię prowadzenia samochodu”.

Prawdziwy popis pijany Breżniew dał jednak rok później, podczas odbywającego się w Pałacu Kultury i Nauki zjazdu PZPR. Przywódca światowego komunizmu wystąpił dwa kroki przed szereg partyjnych bonzów i wymachując rękoma niczym kapelmistrz orkiestry wojskowej, zaczął dyrygować chórem partyjnych działaczy śpiewających „Międzynarodówkę”. Obserwujący tę scenę dziennikarz Janusz Rolicki napisał po latach, że delegaci, goście zjazdu i dziennikarze „przyglądali się ze zdumieniem pomieszanym z przerażeniem człowiekowi, który trzymał rękę na największym arsenale atomowym świata. A radziecki gensek z pasją dyrygował nieistniejącym chórem. Nikt mu nie przerwał, nikt mu nie przeszkodził. Widać od Łaby do Władywostoku rzeczywiście mógł robić co chciał”.


Pijaństwo nie było jedynym grzechem tzw. aparatu. Partia była z reguły bardzo pruderyjna, z niechęcią przyjmowano na przykład rozwody swoich funkcjonariuszy, które często stawały się hamulcem dalszej kariery dla pracowników aparatu partyjnego. Piotr Osęka w książce „PZPR jako machina władzy” przytacza fragment sprawozdania przygotowanego przez Dzielnicową Komisję Kontroli Partyjnej w jednym z miast wojewódzkich: „Podstawą do prowadzenia dochodzenia przez DKKP przeciwko M. był anonim, w którym podawano w wątpliwość moralną stronę jego życia. Między innymi podawano, że porzucił żonę z dwójką dzieci (19, 12 lat), że prowadzi rozwiązły tryb życia, uwodzi żony innych towarzyszy”. Działania śledcze dzielnych towarzyszy z Komisji ustaliło stan faktyczny: M. otrzymał rozwód, płacił alimenty, ale jednocześnie „chwalił się przed kolegami swymi sukcesami erotycznymi, pokazywał im zdjęcia pornograficzne, a nawet takie, na których był w niedwuznacznej sytuacji z inną kobietą. Doszło nawet do tego, że swym kolegom w pracy opowiadał o swym sukcesie z żoną sekretarza KD”. Trudno ocenić, co bardziej wzburzyło członków Dzielnicowej Komisji Kontroli Partyjnej – rozwód z prawowita małżonką, chwalenie się sukcesami erotycznymi, czy sukcesy z sekretarzową Komitetu Dzielnicowego.

.

.

Piotr Gajdziński

Komentarze