Zapraszam Was do pierwszej części cyklu Teatr od Kuchni. Podczas rozmów z osobami, które pracują w teatrze będę poruszała tematy, o których widz, jako uczestnik spektaklu nie wie.  

Pracownicy teatru tacy jak garderobiane, technicy, charakteryzatorzy czy właśnie inspicjent są odpowiedzialni na powodzenie całego przedstawienia. Oczywiście aktorzy grają tu główne role ale każdy wzajemnie sobie ufa, co sprawia, że cały spektakl może się odbyć bez zarzutu. Z panią Hanną Kujawiak spotykam się w Teatrze Nowym w Poznaniu, po spektaklu. Siadamy na widowni, bo w pokoju inspicjenta nie ma miejsca dla dwóch osób. Ekipa techników sprząta ze sceny rekwizyty, aktorzy wchodzą, wychodzą, witają się ze sobą, nakrywane są fotele. My rozmawiamy o pracy inspicjenta. Kim w ogóle jest? 

.

Samodzielne stanowisko inspicjenta powstało w XVIII wieku,  historia tego zawodu jest więc dość długa, a jak to było z panią jaka jest pani pani historia jako inspicjenta?

Zaczęłam pracę w Teatrze Nowym w Poznaniu w 1983 roku jeszcze za dyrekcji Izabelli Cywińskiej. Nie zaczęłam jednak od inspicjentury,ale od pracy w magazynach teatralnych. Oczywiście, były to inne czasy, inaczej to wszystko wyglądało. W 1986 albo 1987, dokładnie nie pamiętam, z Teatru odszedł sufler i ja zajęłam jego miejsce.

.

teatr nowy w poznaniu

Kącik inspicjenta w Teatrze Źródło: Katarzyna Zarówna

.

Czyli droga na stanowisko inspicjenta prowadziła po różnych szczeblach?

Tak, jeśli nie było mnie w magazynie, to wszyscy wiedzieli, że można mnie szukać tutaj, przy scenie. Jednakże były to jeszcze czasy, kiedy w Teatrze istniały dwa stanowiska – inspicjenta, który prowadził spektakl, i suflera. Sufler zajmował się pracą nad teksem i podpowiadaniem aktorom na próbach lub spektaklu, jeśli była taka potrzeba. Miał miejsce tam w kąciku, obok inspicjenta. Ja od tego zaczęłam. Kiedy Pani Izabella odeszła w 1989 roku z Teatru, część zespołu teatralnego – w tym jedna z inspicjentek – pojechała do Warszawy z Januszem Wiśniewskim. I tak to właśnie się zaczęło, wtedy ja zajęłam jej miejsce. Później miałam długą przerwę, bo urodziłam dzieci i na 16 lat zniknęłam z Teatru. Wróciłam za dyrekcji Janusza Wiśniewskiego i od 2006 roku pracuję tu nieprzerwanie.

.

Pamięta pani swój pierwszy spektakl?

Pierwszą moją sztukę robiłam z panią dyrektor Cywińską – ona była również reżyserem. W tej sztuce („Narzeczony Beaty”) grało troje aktorów: Krystyna Feldman, Sława Kwaśniewska i Wojtek Standełło, czyli osoby, które niestety już nie żyją. Ja byłam wtedy bardzo młodziutka i tak się złożyło, że najstarszą ekipę teatralną prowadziłam właśnie ja.

.

Teatr Nowy

Pierwszą moją sztukę robiłam z Panią dyrektor Cywińską Źródło: Katarzyna Zarówna

.

Jakie były początki pani pracy?

O inspicjenturze nie wiedziałam kompletnie nic. Uczyłam się od dwóch inspicjentek: od Igi Figiel i od Doroty Standełło. Od nich nauczyłam się tego, co teraz wiem i mogę przekazywać tę wiedzę innym. W tej pracy są bowiem takie rzeczy, o których nie można wcześniej wiedzieć.

.

Na przykład?

Praca inspicjenta zaczyna się od pierwszej próby, dostajemy tekst do ręki. Jest świeżutki.

.

Pachnący drukiem?

Tak, zgadza się, i czyściutki! Próby zaczynamy od czytania i analizy tekstu, skreślamy, dodajemy, przestawiamy fragmenty. Tego nikt nie wie, tego się trzeba nauczyć. Nie można przecież powiedzieć: teraz wyrzucamy tekst od strony 13 – do 17 i tego tekstu nie będzie w przedstawieniu w ogóle. Nie, tak nie jest, i to właśnie są dla mnie najciekawsze próby. Zastanawiamy się, co autor tak naprawdę miał na myśli, pisząc te słowa, pisząc sztukę. Jeżeli przy sztuce pracuje 10 aktorów, reżyser, dramaturg i ja, to okazuje się, że każdy z nas może inaczej interpretować tekst.

.

Cały?

Nie chodzi o cały tekst, ale o poszczególne zdania, albo słowo, które może mieć jakieś inne znaczenie. Naprawdę to są fantastyczne próby, bo czasem dochodzimy do takich interpretacji, w które trudno uwierzyć.

.

Co dalej?

Potem – przynajmniej ja mam taki system pracy – kiedy już kończymy próby stolikowe i wchodzimy na scenę- czy salę prób i robimy próby sytuacyjne, to mam mniej więcej określone, co w tekście pozostaje. Jest to ważne, bo przecież inspicjent pełni teraz również rolę suflera. W egzemplarzu zaczynam notować sobie wszystko, co się dzieje na scenie. Czyli wszystkie gesty, ruchy, czy aktor się śmieje, czy stoi, z której strony wchodzi… ja to wszystko notuję. To jest tak zwany egzemplarz roboczy. Na koniec, przed premierą, robię trzeci egzemplarz. W nim zaznaczone mam na czerwono wszystko to, co ja muszę zrobić.

 .

Czy mogę zrobić zdjęcie takiemu końcowemu egzemplarzowi?

Tak, proszę bardzo: tu jest wszystko, co mam do zrobienia, to są rzeczy, które muszę powiedzieć przez mikrofon, bo mamy odsłuch, oczywiście, w całym teatrze – w garderobach, w palarni i w korytarzu. Generalnie aktorzy słyszą wszystko, co dzieje się na scenie, ale czasem trzeba kogoś zawołać, kiedy zbliża się jego scena.

.

Hanna Kujawiak inspicjent

Końcowy egzemplarz Źródło: Katarzyna Zarówna

.

Czyli pani jest odpowiedzialna za powodzenie całego spektaklu?

Żeby wszystko sprawnie poszło – to tak. Tu akurat widzi pani egzemplarz spektaklu, który bardzo lubię, bo mam przy nim dużo pracy. Lubię wszystkie przedstawienia, ale fajne są takie, w których się coś dzieje w kulisach. Czasem daję znaki obsłudze sceny, że mają coś wykonać,   że ściana jedzie w górę lub w dół, albo trzeba nadymić czy zrzucić kwiatki….

.

Są takie spektakle, w których nic się nie dzieje w kulisach?

Oczywiście. Był na przykład spektakl „Szczęśliwe dni”, Samuela Becketta, w którym grali Antonina Choroszy i Mariusz Puchalski. Oni byli cały czas na scenie, ja siedziałam za dekoracją z drewna i nie widziałam kompletnie nic z tego, co działo się  w spektaklu. Tylko słyszałam. Jak w radio. Nie miałam tam właściwie żadnych czynności do wykonania.

.

A gdyby pani nie powiedziała, że coś ma teraz się zdarzyć, te osoby nie wykonałyby tego?

Ja odpowiadam za spektakl, i w związku z tym nie mogę zrzucić obowiązku zrobienia czegoś na kogoś. Jeżeli następuje jakaś zmiana scenografii – na sytuację lub tekst –  to na ogół daję znaki obsłudze technicznej i oni wiedzą, co mają zmienić. Nie mówię tu o zmianach świateł i muzyce, ponieważ panowie elektryk i akustyk odpowiadają za to ze swojej strony.

.

Czyli jest to tak naprawdę praca zespołowa

Zdecydowanie tak, zarówno za kulisami, jak i na scenie. Dzisiaj mieliśmy na przykład taki spektakl, gdzie na przerwie okazało się, że jakiś bezpiecznik wyskoczył i musimy chwilkę poczekać, aż elektrycy rozwiążą problem. Gdyby okazało się, że nie da się tego naprawić, bo i takie sytuacje się zdarzają, to kontynuuje się przedstawienie, a oświetleniowcy czy akustycy kombinują.

..

Czy jest to zauważalne z widowni?

Jeżeli ktoś ogląda spektakl po raz pierwszy, to na pewno nie. Jeżeli ktoś jest jednak fanem przedstawienia i przychodzi na nie dwudziesty ósmy raz, to od razu zauważy taką rzecz.

.

Co pani zdaniem jest najważniejsze w pracy inspicjenta?

Zaufanie do siebie nawzajem.

.

Komu pani musi ufać?

Muszę ufać elektrykom, akustykom i panom technicznym, z którymi ściśle współpracuję, rekwizytorowi, paniom garderobianym. Muszę im ufać, że zrobią to, co muszą zrobić w danym momencie. Ja się już o to nie martwię, oczywiście, mogę przypomnieć, ale nie sprawdzam wszystkiego bez przerwy przed spektaklem. Przychodzę na spektakl wcześniej, sprawdzam rekwizyty, czasem zdarzyło się, że zabrakło jakiegoś drobiazgu podczas przedstawienia, to potem wszyscy o tym drobiazgu pamiętają, nauczeni doświadczeniem.

.

A kto ufa pani?

Ważne jest zaufanie aktorów do mnie. Ja  nie mam wpływu na  sztukę jako taką, bo to, co powiedzą i jak zagrają, to jest ich sprawa i sprawa reżysera. Jednak oni muszą wiedzieć, że zostaną w odpowiednim czasie zawołani, że scena będzie właściwie przygotowana, że będą mieć komfort grania na scenie. To jest dla mnie najważniejsza sprawa.

.

Jednak wydaje się być pani bardzo spokojna. Może  to kwestia tego, że jest już pani po spektaklu? Zastanawiam się czy pani praca jest stresująca?

Jest stresująca, owszem. Czasem sama się dziwię, że jestem taka odporna na stres, a przynajmniej go nie okazuję. To jednak nie ja wychodzę na scenę, a aktorzy, nie mogę ich zarażać moim stresem. Kiedy zbliża się premiera i wszyscy są lekko zdenerwowani, bo nie wiadomo, jak to wszystko wyjdzie, to nie mogę jeszcze ja panikować i stresować wszystkich dookoła.

.

Jakie są narzędzia pani pracy, co znajduje się w kąciku inspicjenta?

Najważniejszy jest egzemplarz spektaklu, o którym już wspominałam. Oczywiście mogłabym spróbować bez niego poprowadzić spektakl, ale wolałabym nie ryzykować. Mam egzemplarz przed sobą i nawet na niego nie spoglądam, a patrzę na scenę i słyszę słowo, na które reaguję, wiem, że muszę w tej chwili wykonać daną czynność. Kolejna rzecz to pulpit, na którym znajduje się mikrofon –  dzięki niemu mam możliwość kontaktu z kabinami akustyka i oświetleniowca, są jeszcze znaki stałe i dodatkowe, sygnalizujące akcje. Nie krzyczę do kogoś, że jedzie ściana, tylko zapalam światełko i technicy wiedzą już, co mają zrobić. Niestety jest to tylko technika i jeśli coś się zepsuje, to trzeba biegać i informować każdego, co teraz. Zdarzyło mi się, że nie było wołania, coś się zepsuło. Wtedy informuję aktorów, że muszą być czujni, bo mnie nie słychać.

.

Czy tę pracę można pokochać i zostać już na stałe w teatrze?

Myślę, że jak ktoś złapie tego bakcyla, to tak. Ja go złapałam i kiedy nie pracowałam tu przez 16 lat, wracając czasem do domu, widziałam pięknie oświetloną fasadę teatru i myślałam sobie wtedy: „Dlaczego mnie tam nie ma?”.

 .

Czy ma pani swoje rytuały przed przedstawieniem?

Nie, chyba nie mam. Przygotowuję sobie jedynie egzemplarz i wypisuję raport ze spektaklu. To taka „lista obecności” dla zespołu artystycznego. Dla własnej przyjemności wklejam sobie do egzemplarza zdjęcia ze spektaklu, które znajdują się w miesięcznym rozkładzie jazdy, aby mieć je na pamiątkę.

 .

A czy ten egzemplarze zabiera pani ze sobą?

Tak, ale tylko z  przedstawień schodzących już ze sceny.

.

Zadam może już wyświechtane pytanie, na które jednak bardzo chciałabym znać odpowiedź. Czy zdarzały się jakieś zabawne sceny, anegdoty w pani pracy?

Muszę powiedzieć, że akurat na to pytanie byłam przygotowana. Pamiętam taką sytuację. Kiedyś na próbie wznowieniowej do spektaklu „Przyjęcia dla głupca”, w pewnej chwili w kulisy wpada aktor i krzyczy do mnie „Jak ma na imię moja żona!?”. Oczywiście, powiedziałam mu od razu, jak ma na imię jego żona – ta sceniczna, nie ta właściwa. Dzisiaj zdarzyła się również taka sytuacja, że podczas przedstawienia Michał Kocurek odbiera telefon i przedstawia się jako hauptman „jakiś tam”. No i dzisiaj przedstawił się jako „hauptman Kujawiak”. Zdarza się, że właśnie podczas zielonego przedstawienia takie numery aktorzy sobie nawzajem robią.

.

Uwielbiam atmosferę teatru, ten zapach, jednak nigdy nie wiedziałam, co dzieje się za kulisami…

Obecny dyrektor teatru, Piotr Kruszczyński [przyp. red.], jest bardzo otwarty na widzów. Pokazuje bardzo wiele z tego, czego normalnie nie było widać. Był nawet taki spektakl zatytułowany „Czego nie widać”, gdzie były pokazane właśnie kulisy teatru. Prowadziłam również spektakl „PeepShow”, w którym elektryk, akustyk i  ja siedzieliśmy w pierwszym rzędzie. Cała widownia była wtedy właściwie za kulisami i był to dla mnie bardzo duży stres. Tam, gdzie normalnie siedzę podczas spektaklu, nie widać mnie, inspicjent jest od takiej niewidocznej pracy. A dyrektor wymyślił, że na koniec spektaklu trzeba wejść na scenę i się ukłonić. Przez półtorej godziny, bo tyle trwał spektakl, myślałam sobie: ”Rany boskie, trzeba wyjść się ukłonić, a ja nie umiem się kłaniać!”.

.

Dlatego chce pani być anonimowa?

Tak, to jest moje założenie. Widzowie przychodzą do teatru dla aktorów, a nie dla akustyka czy inspicjenta.

.

Ale gdyby nie pani, nie byłoby ich…

Ale gdyby nie było aktorów, to ja nie miałabym pracy.

Z Hanną Kujawiak inspicjentką Teatru Nowego w Poznaniu rozmawiała Katarzyna Zarówna

 

 

 

Komentarze