W ostatnich 50 latach światowy system żywnościowy uzależnił się od tanich surowców, chemii i leków. Wzrasta kontrola nad nim przez wielkie przedsiębiorstwa międzynarodowe. Wpływ na stosunki społeczne jest przerażający: małorolni chłopi na całym świecie muszą opuszczać swoją ziemię, spowszechniały zarówno otyłość, jak i niedożywienie, a podatnicy i obywatele są zmuszeni do pokrywania kosztów kolejnych kryzysów żywnościowych. W łańcuchu żywnościowym kontrolowanym przez wielkie korporacje, zysk stawia się przed ludźmi i planetą – pisze Przemysław Wielgosz w nowym wydaniu Magazynu Globalnej Odpowiedzialności.

Sprawa jest poważna. W Polsce przeciwko umowie o wolnym handlu między USA a UE protestuje aż 67 organizacji. Wśród nich znajduje się choćby Fundacja „Panoptykon”, Partia Zielonych oraz Instytut Spraw Obywatelskich. Całą listę można zobaczyć na stronie www.uwagattip.pl gdzie znajdują się również podstawowe informacje dotyczące umowy. Wspomniana Lista zawiera podpisy 67 polskich organizacji: 52 organizacji pozarządowych, 5 koalicji organizacji pozarządowych, 6 organizacji nieformalnych, trzech partii i jednego związku zawodowego.

.

Czym jest TTIP?

Transatlantic Trade and Investment Partnership, czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, to porozumienie aktualnie negocjowane między Komisją Europejską, która robi to w imieniu wszystkich państw członkowskich Unii, a rządem Stanów Zjednoczonych. Oficjalnie mówi się, że wymienione podmioty negocjują jedynie stworzenie strefy wolnego handlu, ale nie jest to cała prawda. Umowa, oprócz zniesienia (i tak już niskich) ceł, dotyczy również wprowadzenia różnorakich regulacji, uprawnień oraz „gwarancji inwestycyjnych” a część z nich dotyczy właśnie rynku żywności.

Strony umowy twierdzą, że celem TTIP jest „zachęcenie do inwestycji bezpośrednich i eliminowanie zbędnych biurokratycznych przeszkód w dostępie do rynków z korzyścią dla przedsiębiorstw po obydwu stronach Atlantyku.”

.

protest przeciwko umowie TTIP

Strony umowy twierdzą, że celem TTIP jest „zachęcenie do inwestycji bezpośrednich i eliminowanie zbędnych biurokratycznych przeszkód w dostępie do rynków z korzyścią dla przedsiębiorstw po obydwu stronach Atlantyku.” Źródło: wikimedia.org

 .

W tworzeniu umowy udział biorą również kręgi przemysłowe i gospodarcze, którym zarzuca się, że pod płaszczykiem tworzenia strefy wolnego handlu dążą do deregulacji, ochrony monopoli (choćby tych opartych na prawach własności intelektualnej oraz wzmocnienia (i tak już silnych) „gwarancji inwestycyjnych” jakie państwa udzielają prywatnym, międzynarodowym przedsiębiorstwom. Według przeciwników TTIP istnieje zagrożenie, że korporacje uzyskają tak silną pozycję, że będą w stanie szantażować rządy i wymuszać na nich korzystne dla siebie decyzje w sferze tworzenia prawa.

Czy za TTIP zapłacimy wszyscy? Trudno powiedzieć, ale na przywołanej powyżej stronie czytamy, że „Zapowiadane, ale bardzo wątpliwe, korzyści gospodarcze nie będą odczuwalne dla społeczeństwa jako całości – nawet w przypadku realizacji najbardziej optymistycznych scenariuszy. Wszystko dowodzi, że osiągnięcie celów TTIP zagraża wywalczonym na przestrzeni wieków kluczowym prawom demokratycznym, a także społecznym interesom mieszkanek i mieszkańców UE, USA i reszty świata.”

Na czym polega problem przy tworzeniu umowy? Choćby na tym, że negocjacje odbywają się za zamkniętymi drzwiami, a do mediów przedostają się zaledwie szczątkowe informacje odnośnie ustalanego prawa. Brak przejrzystości nie dotyczy oczywiście lobby korporacyjnego, które uczestniczy w obradach i ma konkretny oraz wymierny, jak alarmują organizacje pozarządowe, wpływ na tworzenie TTIP.

.

Co nas niepokoi? Tworzenie nowych antydemokratycznych struktur zarządzania i procedur mających na celu „zharmonizowanie regulacji”, takich jak Rada Współpracy Regulacyjnej. Te struktury zmieniłyby TTIP w ruchomy cel, „żywe porozumienie”, w dalszym ciągu w ukryciu rozwijane przez urzędników nieposiadających legitymacji płynącej z demokratycznych wyborów oraz przez przedstawicieli wielkiego kapitału. Te niedemokratyczne struktury grozą obniżeniem znaczących norm i zasad, które zostały stworzone dla ochrony interesu publicznego. Mogą też uniemożliwić poprawę tych norm i zasad w przyszłości, niezależenie od tego czy pojawi się taka potrzeba i wola. Jesteśmy również zaniepokojeni zamiarami umocnienia ochrony i egzekwowania „własności intelektualnej”, co może osłabić nasze prawa do zdrowia, kultury, edukacji i wolności wypowiedzi – głosi wspólne stanowisko europejskich organizacji społeczeństwa obywatelskiego ostrzegające przed traktatem o wolnym handlu TTIP.

.

Trudno podejrzewać korporacje, do których należy choćby Monsanto, światowy lider w dziedzinie uprawy organizmów genetycznie modyfikowanych, o zgłaszanie postulatów korzystnych z punktu widzenia producentów zdrowej żywności. Umowie nie towarzyszą konsultacje społeczne, parlamenty państw członkowskich nie są powiadamiane o ustaleniach i o stanowisku Komisji Europejskiej, ani o konkretnych ustaleniach zainteresowanych stron. Cała wiedza, która przedostaje się do mediów pochodzi z przecieków, a strony umowy wielokrotnie ignorowały prośby organizacji pozarządowych, jak choćby polskiego „Panoptykonu”, o dostęp do informacji.

Zaniepokojenie opinii publicznej, protesty odbywające się w krajach członkowskich UE (Belgia, Grecja, Niemcy) oraz budowanie koalicji anty-TTIP wydają się być uzasadnione.

.

 

Komentarze