– Któż to taki? – spytał nieufnie.

– Niejaki Paulus, Żyd z Cylicji, którego swoi zwą Szawłem z Tarsu – wyjaśniłam. – Był za młodu faryzeuszem i najsroższym prześladowcą nowej sekty. W sile wieku spadł jednak z konia w drodze do Damaszku i mocno uderzył się w głowę. Odtąd stał się gorliwym wyznawcą Nazarejczyka. Wygadywał w świątyni jerozolimskiej takie bluźnierstwa, że właśni rodacy chcieli go ukamienować. Krzyczał, że jest obywatelem rzymskim, więc wasi strażnicy wyrwali go z rąk fanatycznego tłumu i wywieźli do Cezarei. Namiestnik Festus zawiadomił o całej sprawie Tygellina, ten zaś kazał przywieźć więźnia do Rzymu. Od pięciu lat trzyma go tutaj w łagodnym areszcie domowym, pozwalając przyjmować gości, prowadzić korespondencję, a nawet czasem spotykać się z przyjaciółmi na mieście, również tymi, co się gnieżdżą w podziemiach. Oczywiście zawsze z cieniem za plecami. Jest może trochę niespełna rozumu, lecz wcale niezły z niego mówca. Nader udatnie odgrywa rolę podżegacza, znajdując posłuch zwłaszcza wśród młodych wyznawców…

Vade retro, Domine!

-No, dobrze – przerwał moją relację Neron – chcę mieć szczegółowe raporty z jego działań.

– No, dobrze – przerwał moją relację Neron – chcę mieć szczegółowe raporty z jego działań. Dość o tym teraz. Obiecuję, że wszystko przemyślę… później. Tam czeka na nas zastawiony stół – rzekł, wskazując przyległy do łaźni taras wychodzący na morze. – Posil się, droga przyjaciółko – polecił dobrodusznie. – Ja i ten złoty chłopiec jeszcze trochę zamarudzimy – dokończył, rozciągając zgłoski leniwie i pieszczotliwie.

Z radością skorzystałam z zaproszenia, wygłoszona bowiem przed chwilą tyrada kosztowała mnie sporo wysiłku, a przy tym konałam z głodu, bo w przeciwieństwie do Eunicosa od rana nie miałam niczego w ustach.

Chcąc zadać szyku imperator kazał podać pieczone cypryjskie gołąbki, pawie języki, ostrygi z wód przylądka Pylos, raki z Minturna, ryby z Hellespontu, fenickie daktyle,  migdały z Naksos i wiele innych wyszukanych przysmaków. Stary sługa zakomunikował to wszystko z nabożnym skupieniem, nalewając do kosztownych, bogato zdobionych pucharów dwa gatunki wina, pachnący jabłkami nektar z Tasos i ambrozję z Cypru, roztaczającą woń fiołków, róż i hiacyntów, prawdziwe napoje bogów. Cały ten pretensjonalny zbytek nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia, na dworach wschodnich satrapów widziałam już bowiem nie takie uczty, lecz doceniałam starania gospodarza. Łapczywie pochłaniałam smakołyki, kątem oka obserwując łaziebne igraszki. Eunicos radził sobie wciąż doskonale, przynosząc chlubę swojej profesji.

Zabiłam najwyraźniej ćwieka Neronowi moją namiętną przemową, skoro po chwili odezwał się zduszonym, gorączkowym półszeptem:

– A czy ten… Paulus… to człek aby pewny? Nie odezwie się w nim instynkt jego rasy? Nie zmieni nagle frontu? Żydzi to urodzeni szachraje i naciągacze. Mają zdradę we krwi – wystękał, krzywiąc się sardonicznie.

– Bez obaw, imperatorze – uspokoiłam czym prędzej władcę, omal się przy tym nie krztusząc ostrygą. – Apollonios trzyma swoje pieski na krótkiej smyczy. Ma nad nim całkowitą kontrolę…

– I wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności – grzmiał rozogniony Paulus, nie bacząc, że echa odbijające się od niskich sklepień komór grobowych zakłócają spokój umarłym. – Kobiety przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i ponosząc zapłatę należną za zboczenie. Ponieważ nie uznali prawdziwego Boga, wydał ich Pan na pastwę na nic niezdatnego rozumu…
.

Komentarze