– Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga bezbożnych zaginie! – wyrwał się jeden z młodszych zapaleńców, co mówca nagrodził pobłażliwym, przychylnym uśmiechem.

Reszta siedziała na razie cicho, wpatrzona w kantora jak w epifanię, zasłuchana niczym w anielskie pienia.

W tych dniach ostatnich pełni są Rzymianie wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości

– W tych dniach ostatnich pełni są Rzymianie wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości – wyliczał Paulus z lubością, upojony własną wymową. – Zuchwali, pyszni, chełpliwi, choć dobrze znają wyrok boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią. Albowiem zapłatą za grzech jest tylko śmierć! – osądził surowo.

– Sprawiedliwe są twe wyroki, Panie – z entuzjazmem odrzekli wierni.

– Mnie pomsta, ja oddam, rzekł Pan… Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni – szeptał siedzący na uboczu najstarszy Petrus, trzęsąc siwą głową z dezaprobatą, ale nikt nie zwracał na niego uwagi.

– Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam? – wołał mówca w retorycznym uniesieniu. – Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jakież to prześladowania zniosłem, a ze wszystkich wyrwał mnie Pan! Dlatego zniosę wszystko i dzisiaj przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż w pierwszych dniach, gdyśmy zawierzyli Panu. Sądny dzień się zbliża.  Widzieliście czerwoną gwiazdę na niebie, znak Antychrysta? Gniew boży wisi nad tym diabelskim grodem. Syn wszeteczeństwa chwieje się na tronie – ocenił bezlitośnie. – Bestia uciekła do Antium, obmyślać nowe bezecności i zbrodnie. Ciemności gromadzą się nad stolicą, która morduje sprawiedliwych. Bóg zetrze wkrótce szatana pod waszymi stopami. Odrzućmy więc uczynki ciemności i przyobleczmy się w zbroję światła. Łaska pana naszego, Jezusa Chrystusa, niech zawsze będzie z wami!

– I z duchem twoim – zaszemrali wyznawcy.

– Nawołujesz do walki? Do zemsty? – zaoponował Petrus skrzypiącym, łamiącym się głosem. – Nie takie zwycięstwo obiecywał Chrystus. Powinniśmy z łagodnością pouczać wrogo nastawionych, aż wreszcie oprzytomnieją, wyrwą się z diabelskich sideł i Bóg da im kiedyś nawrócenie do poznania prawdy. Pan nasz kazał przebaczać błądzącym. Błogosławił słabych i niewinnych za to, że są pokorni i ubodzy duchem…

– Masz się za bardzo ważnego, Petrusie, bo widziałeś raz Pana i słuchałeś jego kazania na górze – odparł szyderczo Paulus. – Wysłuchałeś, lecz niczego nie zrozumiałeś. Nie pokój przynoszę, lecz miecz, powiedział swoim wybranym. Dziś słabi wzrośli w siłę, a niewiniątka stały się mężami. Przemawia przeze mnie ten, o którym przepowiedziano, że przyjdzie i pokona dumnych!

– Na wieki wieków. Amen – poparli go impulsywnie wyznawcy.

– Skąd wiesz, że przemawia przez ciebie Pan? – zarzucił gniewnie Petrus. – Jakim prawem głosisz swoje przekonania w jego imieniu?

– Niech przemówi za mną świadek ostatnich dni Syna Bożego na ziemi – odparł spokojnie Paulus. – Posyła nam zwiastuna dobrej nowiny – oznajmił, wskazując milczącą dotychczas, zakapturzoną postać, stojącą od jakiegoś czasu za plecami wybranych.
.

Komentarze