– Ależ… – wykrztusił po długiej kontemplacji – to żywy portret mojej Sabinki! Taka była, gdy ją poznałem – dorzucił z krzywym uśmieszkiem.

– Przyznaję, łudzące podobieństwo – potaknęłam zadowolona, że niespodzianka się udała i sprawiła cesarzowi radość. – Petroniusz od razu je zauważył, dlatego wykupił chłopca.

– Petroniusz zna się na rzeczy – ocenił wzruszony władca. – Przekaż mu, że ma się pojawić na najbliższym nocnym czytaniu poezji – zarządził wspaniałomyślnie. – Oczywiście ty i Apoloniusz także jesteście zaproszeni – dodał zaraz życzliwie.

– Cóż za boska dobroć – mruknęłam, pochylając głowę, by imperator nie zauważył wyrazu mej twarzy, zaproszenie oznaczało bowiem całą noc nudnych recytatorskich popisów i męczących dyskusji literackich.

Neron legł tymczasem na pobliskim łożu. Eunicos przycupnął u jego stóp i jadł daktyle z ręki nowego pana.

Vade retro, Domine!

– Wraz z Apoloniuszem wielce zasłużyliście się Republice –

– Uczynię go swoim podczaszym – snuł plany Neron, wolną dłonią gładząc złotawe pukle faworyta. – Musi być stale przy mnie. Przestanie być jednak niewolnikiem. Wyzwolę go i nadam rzymskie obywatelstwo. By łatwiej wymazał z pamięci przeszłość i pochodzenie – naginał słowami rzeczywistość wedle własnej zachcianki, przy czym najwyraźniej zaczęła ponosić go wyobraźnia – dostanie nowe, italskie imię. Nazwę go Sporus Sabinus… Jaka szkoda, że nie jest dziewczyną! – zawołał nagle z prawdziwym żalem.

– Och, cezarze – zaoponowałam frywolnie – to chyba nie jest zasadnicza przeszkoda.

– Zapewne masz rację – zgodził się, zagadkowo uśmiechnięty. – Zrobił wszystko lepiej niż jakakolwiek kobieta. Bez urazy, Sybillo.

Sądziłam wtedy, iż pozbędzie się wreszcie niemądrych rzymskich zahamowań i stanie się nowym Jupiterem dla swego Ganimeda. Mówiąc wprost, liczyłam, że skusi go słodka chłopięca dupcia. Dzięki temu zyskałabym wielki wpływ na decyzje i zamierzenia władcy. Nie doceniłam wszakże jego weny twórczej, która zawiodła go na całkiem nieprzewidziane manowce. Cóż, było w tym trochę i mojej winy. Nie przemyślałam do końca sprawy. Mogłam wybrać dla chłopca maskę Hiacynta, zamiast sięgać po fantom Hermafrodyty.

– Wraz z Apoloniuszem wielce zasłużyliście się Republice – powiedział po chwili, tknięty nową myślą – i zostaniecie wynagrodzeni. Wdzięczny jestem za ostrzeżenie przed tak zaciekłymi wrogami naszego państwa. Jeśli jednak Rzym rzeczywiście spłonie, podpalony przez tych szaleńców, cóż wtedy poczniemy? – zapytał, spoglądając na mnie z nadzieją, jakbym znała odpowiedzi na wszystkie pytania.

Byłam przecież Sybillą, a to zobowiązywało.

– Ukarzesz świętokradców – odparowałam – i przebudujesz miasto tak jak od dawna pragnąłeś. Twój geniusz daje ci niebywałą okazję dokonania nadludzkiego dzieła… Stań się tym, kim zawsze chciałeś być: świadomym twórcą nowego świata! – szepnęłam sugestywnie.

– Idolem Rzymu? – podjął z namysłem. – Ciekawa, lecz niebezpieczna idea. Paru moim poprzednikom nie wyszła na dobre – zauważył z goryczą. – Spotkał ich żałosny koniec w chwili największego triumfu.

.

Komentarze