Usługiwało cesarzowi w kąpieli kilku różnej maści chłopaczków, zabawiających swego pana rozmaitymi figlami i błazeństwami. Z satysfakcją stwierdziłam, że chociaż byli dosyć ładni, żaden nie dorównywał urodą temu, którego wczoraj przemyciłam do pałacu w przebraniu niewolnicy, z twarzą zasłoniętą gęstym welonem. Czekał teraz na mój znak, zaszyty w najciemniejszym kącie pobliskiego westybulu.

– Salve, nieodgadniona Sybillo! – powitał mnie cesarz imieniem, jakie przybrałam w Rzymie. – Opromieniasz każde miejsce, gdziekolwiek się zjawisz.

– Ave imperator! – odrzekłam z namaszczeniem i kornym pokłonem. – Niech Apollo i jego Muzy zsyłają ci zawsze natchnienie – zrewanżowałam się za komplement, przechodząc na grekę.

– Jak pięknie brzmi w moich uszach mowa artystów i myślicieli! – zawołał zachwycony, odpowiadając w mym ojczystym języku.

Władał całkiem nieźle mową Hellenów, chociaż w jego wydaniu przypominała gwarę podmiejskiego prostaka. Gdy z woli Kaliguli spędzał smutne i samotne dzieciństwo na wiejskim wygnaniu, zaniedbanym chłopakiem zajmowali się dwaj greccy niewolnicy, fryzjer i tancerz. Rzecz oczywista, że tacy wychowawcy nie mogli przekazać niczego wartościowego. Kładli do młodej główki same błahostki i szkolili malca w sprośnych psotach, nim jego umysł i ciało do nich dojrzały. Dobrze chociaż, że jeden z nich wyuczył go pięknie grać na lirze. Intelektualną edukację pogłębił dopiero Seneka, choć pojawił się trochę zbyt późno, by odpowiednio uformować dorastającego podopiecznego. Wdzięczny uczeń bardzo się jednak starał, usiłując w swych pismach bezowocnie dorównać naszym poetom.

– Niezrównany jest ten twój soczysty ateński akcent – zauważył, pozując na znawcę. – Dawno go nie słyszałem… Wiesz, czego mi trzeba – ocenił, mile ujęty. – Jesteś nie tylko piękna, ale i mądra. Zauważyłem to podczas wczorajszej biesiady. Zechcesz zażyć ze mną kąpieli? – zaproponował niby od niechcenia. – A może też czegoś więcej? Odrobinę rozkoszy? – uściślił bez owijania w bawełnę.

Vade retro, Domine!

– Niezrównany jest ten twój soczysty ateński akcent –

W początkach mej życiowej kariery nieraz musiałam cierpieć gorzej wyglądających możnych klientów. Jednak w czasach, o których mówimy, miałam już tego dosyć, zebrawszy przez wszystkie te lata na swoim koncie pokaźną kolekcję wyśmienitych, uroczych kochanków, z którymi sypiałam dla czystej przyjemności. Nie miałam więcej ochoty przymykać oczu i marzyć o Adonisie, gdy obściskiwał mnie jakiś obmierzły Sylen. Mężczyzna nie musi być piękny, powtarzały niemądrze za swoimi rodzicielkami nieszczęśliwe, sfrustrowane mężatki. Nie musi także być brzydki, odpowiadałam z ironią. Łatwo mi było to mówić, skoro nigdy nie byłam zamężna. Jako cudzoziemka i kapłanka tajemniczej zamorskiej bogini sprawiałam wrażenie odpornej na zakusy nieatrakcyjnych samców, choćby nawet jeden z nich był hegemonem największego w świecie mocarstwa.

– Zaszczycasz mnie, panie – odparłam trochę sztywno – lecz to zbyt wiele dla skromnej świątynnej służki. Dla plebsu jesteś bogiem, możesz mieć cały świat, ale nie musisz mieć mnie – zakończyłam z naciskiem.

– Daj spokój – powiedział z odcieniem zawodu. – Dobrze wiem, że kapłanki Izydy nie przypominają naszych westalek. Nie musicie żyć w całkowitej cnocie, macie ponoć jakieś swoje wyrafinowane misteria…

– Dostępne tylko dla wtajemniczonych kobiet – wtrąciłam bystro.

– Przypuszczam, że świątyńka Isis Campensis na Polu Marsowym skrywa niejedną tajemnicę – ciągnął niezrażony, świdrując mnie uważnym spojrzeniem spod przymrużonych powiek. – Gotów  jestem złożyć hojny dar dla twojej bogini, a w razie potrzeby nawet ustroić się w szatę niewieścią – stwierdził pół żartem.

– Tutejsza świątynia jest mniejsza chociażby od aleksandryjskiej – przyznałam, spuszczając głowę i umykając wzrokiem. – Będziemy wdzięczni za każde wsparcie. Co zaś się tyczy twego udziału w sekretnych obrzędach… muszę naradzić się w tej sprawie z arcykapłanem Apolloniosem – oświadczyłam stanowczo, składając jakby przy tym mglistą obietnicę.
.

Komentarze