– Na razie dosięgnie cię rzymski miecz – rzekł srogo Neron. – Nigdy nie zrozumiem Żydów. Mogliście cieszyć się w spokoju zdobyczami naszej cywilizacji, ale woleliście poświęcić życie i mienie dla swego plemiennego bożka…

– Wyrwał mnie z paszczy lwa i wybawił od wszelkiego złego czynu, abym dostąpił królestwa niebieskiego! – plótł dalej więzień, jakby w ogóle nie słuchając cesarza.

– Szkoda, że nie wybawił twych współwyznawców – podjął z drwiną monarcha. – Tylu was zginęło, on zaś nawet palcem nie kiwnął w waszej obronie. Widocznie wcale o was nie dba… Naprawdę sądziliście, że możecie targnąć się na Imperium w samym jego sercu i ujdzie wam to płazem? Że wasz bóg objawi się w chwale nad areną, zrzuci mnie z tronu w przepaść Tartaru, po czym zacznie sądzić żywych i umarłych? Jak widzisz, nic się takiego nie stało. Nadal jestem cezarem, a twój los zależy tylko ode mnie. Z uwagi na twoją wcześniejszą lojalną współpracę, gotów jestem wybaczyć ci zdradę…

Vade retro, Domine!

– Szkoda, że nie wybawił twych współwyznawców – podjął z drwiną monarcha.

– Zbrodniarz chce komuś wybaczać? – wtrącił niespodziewanie skazaniec, po raz pierwszy reagując na słowa władcy.

– Jeśli zdołasz uczynić cud – ciągnął niezrażony imperator. – Słyszałem, że wasz ukrzyżowany prorok wskrzeszał zmarłych i jak twierdzicie, sam z martwych powstał. Jeśli wstawisz się u niego, by przywrócił do życia moją Sabinę, przestanę prześladować jego wyznawców i postawię mu w całym państwie najwspanialsze świątynie – obiecał całkiem poważnie.

Drgnęłam, słysząc te nieprzemyślane słowa. Chaotyczna, emocjonalna, niespokojna natura artysty zaczęła się nam ostatnio wymykać z rąk. Sabina Poppea zmarła niedawno, rodząc martwe dziecko. Szeptana pokątnie stugębna plotka głosiła, że cesarz skatował ją i skopał w brzuch, gdy ośmieliła się wytknąć mu drobne potknięcie podczas publicznego występu. Tajemniczy zgon pozostał jednak sekretem cesarskiej alkowy, brak bowiem było wiarygodnych świadków owego zdarzenia. Opowieści niewolników niewiele są  warte bez tortur.

Paulus pierwszy raz uniósł nieco głowę i spojrzał imperatorowi prosto w oczy, jakby szukając potwierdzenia złożonej przed chwilą obietnicy. Potem jego wychudłe, zarośnięte oblicze wykrzywiło się w paskudnym grymasie ni to triumfu, ni to złośliwej uciechy.

– Więc i ty cierpisz z woli Pana – skonstatował. – Sam siebie najboleśniej zraniłeś. Po tym, co uczyniłeś, ile krwi niewinnej przelałeś, spodziewasz się cudu przebaczenia?!… Nie taka jest wola boża. Pan nasz wybacza tylko tym, co szczerze żałują i pokutują za grzechy. Nie kieruje tobą skrucha, lecz nienasycona zachłanność… Tak jak wszystkimi Rzymianami. Dlatego czeka was marny koniec! – zawył nienawistnie. – Z tobą na czele, bestio! Opuszczony przez swoich będziesz tarzał się w krwawym łajnie, nie mając odwagi przerwać swego nędznego żywota. Zabije cię zwykły sługa! – objawił w profetycznym widzeniu.

– Raczej ciebie – zripostował po chwili Neron, ochłonąwszy po tej złowieszczej diatrybie i uczyniwszy gest odpędzający klątwy. – Skoro odmawiasz współpracy, skazuję cię na śmierć z ręki prostego żołnierza.
.

Komentarze