Cieszący się długo uznaniem na dworze arbiter elegantiarum popadł ostatnio w niełaskę, zbyt śmiało krytykując jeden z wierszy dostojnego protektora. Zawsze przytłaczał Nerona erudycją, nie rozumiejąc przy tym, co typowe dla intelektualistów, jaki popełnia błąd, deprymując przeczulonego na swym punkcie tyrana. Na dodatek po Rzymie krążyła od miesiąca satyra, w której dopatrywano się aluzji do imperatora, a jej autorstwo wrogowie przypisali właśnie Petroniuszowi. Zdaje się, że sfabrykowała ją tajna kancelaria Tygellina, który szczerze nienawidził cesarskiego ulubieńca i wciąż z nim rywalizował o względy władcy. Jeśli dobrze pamiętam, zaczynała się od słów:

Sam Jowisz mi niestraszny więcej,

Minerwa sama z siebie drwi…

– Mniejsza zresztą o tego nadętego mądralę – rzucił Neron, machnąwszy ręką. – Przekonajmy się, czy tym razem nie zawiódł go wrodzony popęd. Zbliż się, dziecię Koryntu – zachęcił chłopca, który stał niepewnie u wejścia, przebierając nogami jak niecierpliwy jelonek.

 Vade retro, Domine!

– Mniejsza zresztą o tego nadętego mądralę – rzucił Neron, machnąwszy ręką.

Imperator miał rację, mówiąc, że wiem, czego mu trzeba. Przed laty dorastający, rozhukany młodzik, ufny w protekcję przybranego ojca, Klaudiusza, włóczył się nocami po mieście z bandą podobnych mu gagatków z najlepszych rodzin, bez żenady zaspokajając swe żądze w specjalnych lupanarach. O tych nocnych wyprawach plotkowano w całej stolicy. Odkąd jednak założył męską togę, ożenił się i ozdobił skronie złotym wieńcem, kamuflował i tłumił greckie namiętności, upierając się uosabiać rzymską virtus. Na szczęście rzymskie prawo nie wnikało, co robi dominus w czterech ścianach własnego domu z niewolnikami obu płci. Miał wiele kobiet i stały się dla niego zbyt łatwe, zbyt oczywiste, toteż nadeszła pora, by zaczął znów penetrować bardziej dziewicze, niezbadane jeszcze do końca terytoria.

Eunicos wszedł do wanny. Brodząc po kolana w ciepłej wodzie, podszedł szparko do zastygłego w oczekiwaniu klienta. Ukląkł i zanurzywszy usta, ukąsił lekko czubek imperatorskiego berła, potem otoczył wargami i ssał tak długo, aż penis nabiegł czerwienią, wyprężył się i rozkwitł pod powierzchnią niczym koral ozdobiony sporym kopulastym kielichem. Chcąc ułatwić zadanie chłopcu, Neron podniósł się i przysiadł na brzegu wanny. Młodzik zaczął wtedy okrywać całego członka pocałunkami, wciąż pracując wytrwale ruchliwym, ostrym jak u kota języczkiem, od czasu do czasu nadgryzając po bokach karminowy pąk i dziarsko sterczącą łodygę.

– Świetnie – mruczał zadowolony władca. – Znakomity początek. Jest zręczny i pilny niczym rybka tego starego łajdaka Tyberiusza. Co za inspiracja!… Ufam, że sprawi się właściwie i nie zepsuje finału? – syknął nagle niespokojnie, zerkając na mnie spod oka.

– Połknie, ręczę za to – zapewniłam. – Petroniusz go wypróbował. Zna swoją powinność.

– Jego szczęście, bo nie puściłbym płazem takiego uchybienia – oznajmił twardo cesarz. – W tych sprawach nie znam litości. Wychłostałbym go do krwi – mamrotał lubieżnie, coraz bardziej podekscytowany.

– Może oddalisz podręcznych – zasugerowałam, wskazując na chłopców czekających w gotowości z ręcznikami i pachnidłami. – Nie będą ci już potrzebni.

– Przeciwnie, niech się przypatrują i uczą – zripostował z obleśnym uśmieszkiem.

.

Komentarze