Sylwia Zawiślak od dzieciństwa stykała się z magicznym światem słowiańskich demonów i zjaw. W jej domu opowiadano historię, które odcisnęły piętno na tym, czym dziś się zajmuje.

– Ogromnym przeżyciem był czas nadchodzenia burzy, kiedy niebo pokrywało się niebezpiecznie granatem a tato palił w oknie gromnice, która miała nasz dom uchronić przed piorunami – wspomina. Niedawno jej grafiki można było obejrzeć na wystawie pt. „Polskie demony ludowe” oraz „Klechdy”.  W tym roku we współpracy z fundacją Patrimonium Europae pojawi się album z jej grafikami z dwóch cyklów „Polskie demony ludowe” oraz „Klechdy” wraz z jej komentarzami do każdej z prac.

Ze mną rozmawia na temat tego jak bardzo kultura ludowa wkradła się w jej życie w  jaki sposób tworzy grafiki jedną z najstarszych i dziś niemal zapomnianych technik – linorytem. 

 

Czym jest grafika ludowa i linoryt, bo chyba niewielu ludzi w Polsce się tym interesuje?

Linoryt to jedna z wielu technik graficznych. W związku z jego technologią należy do grupy technik wypukłych – a więc takich, w których to co ma zostać wydrukowane jest wypukłe, a to co chcę aby zostało białe musi zostać wyżłobione dłutem. Dziś technika ta znana i kultywowana jest chyba jedynie w szkołach i uczelniach artystycznych, zdarza się też że technikę tę poznają uczestnicy jakichś dodatkowych zajęć plastycznych. Jeśli zaś chodzi o grafikę ludową była wykonywana w technice podobnej do linorytu – w drzeworycie langowym. I tu zainteresowanie jest raczej większe, bo oprócz studentów grafiki, którzy z musu lub przypadkowo trafią na ten temat, znajdą się etnografowie, antropolodzy, historycy itd.

.

Skąd u Ciebie zainteresowanie tą tematyką?

Wynajdywanie ciekawych „kąsków” w naszej tradycji i przetwarzanie ich przez własną wrażliwość było dla mnie tak oczywiste jak poranne słońce. Wychowałam się na wsi, w otoczeniu ludowej mądrości, morałów, płynących z ludowych opowieści, gdzie chłop zawsze zdołał przechytrzyć diabelskie moce. Mój tato, a później również ja uczestniczyliśmy w amatorskim teatrze przy miejscowym domu kultury. Tam właśnie wystawialiśmy przepiękne sztuki, oparte m.in. na dziełach Gustawa Morcinka. Wszystko to było dla mnie codziennością, dlatego teraz, po przeprowadzkach i innych turbulencjach ważne jest dla mnie kultywowanie tej „codzienności”.

.

O jakich wierzeniach i tajemniczych historiach słyszałaś w swoim rodzinnym domu?

Ciężko mi odtworzyć słowami tą niezwykłą aurę iście mickiewiczowskiej tajemnicy i grozy, jaka często towarzyszyła mi w dzieciństwie. Ogromnym przeżyciem był czas nadchodzenia burzy, kiedy niebo pokrywało się niebezpiecznie granatem a tato palił w oknie gromnice, która miała nasz dom uchronić przed piorunami. Niektóre miejsca omijało się szerokim łukiem, gdyż tam siedziało „złe” i jako dzieci znałyśmy osoby, które według nas bez wątpienia w tych miejscach były! Często podczas rozmów dorosłych podsłuchiwało się, kto na wsi uroki rzucił na czyjeś plony albo kury i tą osobę również się omijało. Oczywiście jako dzieci, wszelkie sprawy wyolbrzymialiśmy, niekiedy zapewne nawet krzywdząco. Pochodzę zaś z maleńkiej lecz malowniczej wsi – Olimpów, na Podkarpaciu, na drodze pomiędzy Sędziszowem Małopolskim a kantorowskim Wielopolem Skrzyńskim.

.

linoryt dżuma

„Dżuma”, grafika z cyklu „Klechdy”, linoryt, 2012 Źródło: Sylwia Zawiślak

.

Na naszym portalu czytelnicy mogą przeczytać o słowiańskich demonach i bestiach. Jakie Ciebie najbardziej fascynują, inspirują?

Fascynująca jest postać wiły, która to rodzi się gdy pada deszcz i świeci słońce. Nocą, czeka na zagubionych mężczyzn, wabi ich i kusi swą nagością by w chwilę później torturować ich tańcem lub łaskotkami tak długo, dopóki nie skonają. To tylko jedna z wielu „twarzy” tego demona. Zachwycający jest również latawiec, który to jako gwiazda, obserwuje z niebios gdzie jest jakaś wyróżniająca się urodą kobieta. Gdy ją już znajdzie, wędruje na ziemię, a podczas tej wędrówki przemienia się w przystojnego mężczyznę, któremu nie sposób się oprzeć. Uwodził on różne kobiety, bez względu na wiek i stan cywilny. One zaś zauroczone porzucały rodziny, dzieci, całe dotychczasowe życie by związać się z latawcem na stałe i wtedy docierała do nich okrutna prawda – mężczyzna ich marzeń znikał. Kobiety umierały z tęsknoty za miłosnymi uniesieniami, jakich im dostarczył.

.

Polskie przysłowia

Kto karczme minie, ten noge wywinie Źródło: Sylwia Zawiślak

.

Piszesz o kogucie jako o częstym bohaterze grafik ludowych. Jakie jeszcze postaci i zwierzęta inspirowały naszych przodków? Jakie historie się z nimi wiążą.

W moich pracach często pojawia się pies, jako wierny kompan człowieka, stara się ostrzec go przed różnymi niebezpieczeństwami. I tak w „Błędnych ognikach”, przy zagubionym chłopie jest pies, w „Odpędzaniu burzy” obok mężczyzny dzwoniącego dzwonkiem, czuwa wierny przyjaciel. Zaś w „Dżumie” to właśnie sfora psów ostrzega wieś przed zarazą. Jednak jest również i ciemna strona tego zwierzęcia. W orszaku południcy, która dusiła zasypiających w polu ludzi, było 7 psów. Ćma w jednej z prac to zmora, która przyleciała do człowieka, by go udusić, zaś kozia głowa to zawsze diabeł.

.

Jak powstają Twoje grafiki, jak wygląda Twoja praca, jakich materiałów używasz?

Najważniejsza część grafiki powstaje w głowie, to jest najtrudniejszy i najmozolniejszy etap pracy. Wyszukując różne morały i życiowe porady w tradycji ludowej, staram się je później tak przetworzyć by były zrozumiałe i uniwersalne. Aktualnie pracuję nad cyklem „Przysłowia ludowe”, a ten najtrudniejszy etap mojej pracy staram się systematycznie dokumentować i dokładnie opisywać na blogu. Po wykonaniu rysunku, należy go przenieść na linoleum, by dłutem wyciąć to co chcę aby pozostało białe. Później już wykonuję przy pomocy prasy drukarskiej odbitkę. Cały ten proces został przedstawiony w krótkim filmie „Pracownia Sylwii”.

Sylwia Zawiślak pracuje nad odbitka

Praca nad odbitką graficzną Źródło: Sylwia Zawiślak

.

Zainteresowały mnie również staropolskie przysłowia. Jak je odkrywasz i jakie prawdy ze sobą niosą?

Twierdzę, że z biegiem lat prawdy życiowe się nie zmieniły, zmienił się jedynie sposób ich przedstawiania. Przysłowie „Ja waść, ty waść a któż będzie świnie paść” opisywało biedną szlachtę zagrodową, która mimo swego tytułu wykonywała te same obowiązki co chłopstwo. Ilustracją tego zabawnego kontrastu jest anegdota, którą znalazłam w „Mądrej głowie dość dwie słowie” Krzyżanowskiego, gdzie chłopiec zapytany gdzie jest jego ojciec odpowiada: „pan ojciec pojechał z gnojem w pole a pani matka krowy doi”. W dzisiejszych czasach również możemy znaleźć przypadki, w których wygórowane oczekiwania życiowe nie idą w parze w rzeczywistością. Jednak nie sposób opisać każdego przysłowia w tak krótkim wywiadzie. 

.

Dziś zaczynamy wreszcie powracać do swoich korzeni, a jak Ty patrzysz na ludową sztukę, czym ona dla Ciebie jest?

Dla wielu artystów sztuka ludowa to prymityw i naiwność. Pojawia się więc pytanie, od wieków zadawane i posiadające liczne odpowiedzi – czym jest sztuka? Myślę, że do każdego procesu twórczego, potrzebna jest pewnego rodzaju wrażliwość i poczucie misji, a tego nie brakowało artystom ludowym. Co więcej, myślę, że większość ludzi tym samym mianem prymitywu i naiwności, może określić dzieła abstrakcjonistów. Dla mnie samej, grafika ludowa to rzetelny zapis codzienności danego artysty. To co było dla niego ważne uwieczniał na drzeworytniczym klocku i pokazywał następnie ludziom. To niczym nie nadmuchane wymysły, czysta prawda, nieskażona żadnymi teoriami sztuki i trendami.

.

Twoje prace stały się również tematem wystawy „Polskie demony ludowe” i „Klechdy”. Jakie było zainteresowanie tą tematyką i czy zwiedzający wiedzieli cokolwiek o dawnych słowiańskich wierzeniach?

Podczas wernisaży pojawiają się ludzie w bardzo różnych grupach wiekowych. Starsi sami zagadują, że za młodu takie czy inne strachy napotykali, potwierdzają to co widzą na grafikach. Co więcej, niektórzy znają samą technikę – linoryt (co może oznaczać, że dawien system edukacji plastycznej był jednak lepszy). Wśród młodszych znajdują się zapaleńcy, którzy chętnie dyskutują i tacy którzy na dany temat nie wiedzą wiele, ale chętnie pytają. Kiedyś przeprowadzałam lekcję biblioteczną wśród bardzo żywych uczniów 6 klasy. Jednak gdy opowiadałam o każdym z 15 demonów, które zilustrowałam siedzieli bardzo cicho a oczy otwierały się szeroko z ciekawości.

.

Rozmawiała Katarzyna Zarówna

Komentarze