Coś z niczego

Źródło: www.polskieradio.pl

Źródło: www.polskieradio.pl

Zawężony dostęp do produktów spożywczych w dobie PRL-u nie ograniczał wyobraźni gospodyń domowych, wręcz przeciwnie – pobudzał kreatywność.  Tanie, proste w przygotowaniu potrawy z tamtych czasów są nadal żywą inspiracją dla współczesnych, zapracowanych pań. Sklepowe półki świeciły pustkami i octem. Produkty luksusowe (mięso, wędliny, czekolada, owoce cytrusowe) były na wagę złota. Nie zapominajmy jednak, że „Polak potrafi”  a niesprzyjające warunki stają się bodźcem do działania. Polska Kuchnia Ludowa rozwinęła do perfekcji umiejętność zastępowania  składowych przepisu. W książce kucharskiej z 1986 roku zatytułowanej „Przepisy kulinarne dla oszczędnej gospodyni” znajdziemy szereg praktycznych wskazówek czym zamienić brakujący bądź niedostępny składnik przepisu.

Tanio, prosto i sycąco

Źródło: kuchniaprl.blox.pl

Źródło: kuchniaprl.blox.pl

Renesans przeżywały ziemniaki – przygotowywane pod każdą postacią, królowały podczas dania obiadowego. Bazę stanowił kotlet schabowy, klasycznie smażony na głębokim tłuszczu bądź pieczony kurczak. Dodatek warzywny pojawiał się pod postacią: sałatki  zatopionej w morzu majonezu, pikli w occie, kapusty kiszonej, zielonej sałaty w śmietanie lub smażonych buraczków. Podczas przyjęć, imprez imieninowych na stole nie brakowało kiełbas, wędlin czy pasztetów – najczęściej domowej produkcji. Niestety mięso było towarem luksusowym – stąd rozsmakowano się w wyrobach mącznych – pierogach, kluskach, kopytkach, pyzach. Drugie danie stanowiła zupa – obowiązkowo pomidorówka na bazie koncentratu z ryżem.
 A co ze słodyczami? Któż by nie pamiętał waniliowych lodów calypso, murzynków (ciepłych lodów), oranżady w woreczku, kruchych ciasteczek z cukrem, lizaków z kwiatem, gumy do żucia Donald czy batonów prince polo? Wysoko przetworzone, bogate w cukry proste, potępiane przez dietetyków – w czasach PRL stanowiły rarytas, dawały poczucie luksusu, stanowiły urozmaicenie monotonnej diety.

Ekonomia z przymusu

Źródło: www.ugotuj.to.pl

Źródło: www.ugotuj.to.pl

Niestety codzienne menu Polaka ucierpiało na różnorodności, a smaki uległy spłyceniu – pole manewru było ograniczone. Wykorzystywano produkty, które były aktualnie dostępne w sklepie. Ratunkiem często stawała się rodzina mieszkająca na wsi bądź posiadająca spółdzielcze ogródki działkowe. Dzięki temu można było przemycić swojskie warzywa, owoce, orzechy – bez chemii i pestycydów. Dodatkowo kwitło domowe przetwórstwo – dżemy, marmolady, konfitury, marynaty z ogórków, dyni czy śliwek, stanowiące zabezpieczenie na „gorsze dni”.  W myśl zasady „ nic nie może się zmarnować” w piwnicznym zaciszu bądź wydzielonej części kuchni nastawiano domowe wina i nalewki (modląc się, aby sąsiad uprzejmie nie doniósł). Trunki hojnie umilały towarzyskie spotkanie.

Kuchnia PRL choć uboga pod względem różnorodności produktów, bogata w tłuszcz, ostre przyprawy, zanurzona w morzu majonezu i daleka od ideału – pobudziła kulinarną kreatywność, z której czerpiemy do dnia dzisiejszego. 

Monika Gackowska

Komentarze