Jarosław Grzędowicz zasługuje na uznanie za swoją działalność literacką, zwłaszcza za powieść „Pan Lodowego Ogrodu”. Jestem fanką połączenia, które pod piórem Grzędowicza wyszło znakomicie: historia i science-fiction to jest to! Pierwszy raz spotkałam się z tym oglądając serial „Stargate” i od razu się zakochałam. Naukowcy i piloci w nowoczesnych statkach kosmicznych na tropie starożytnych cywilizacji i zapomnianych bogów? Czego chcieć więcej?!

Głównym bohaterem jest Vuko Drakkainen, pół Polak i pół Fin, wychowany w Chorwacji. Niespokojny duch i samotnik, 302226_10150411983418774_17606384_nktóry robił w życiu chyba wszystko. Mieszka na Ziemi w niedalekiej przyszłości – trochę ciężko mi to umiejscowić w czasie, ale kojarząc używaną przez niego technologię oraz spokój opisywanych wydarzeń z Chorwacji tak by się właśnie wydawało.

Vuko zostaje wybrany by wziąć udział w jednoosobowej ekspedycji, której celem jest planeta Midgaard – pierwsza odkryta planeta na której istnieje podobne do ludzkiego życie. Jego zadaniem jest zbadanie dlaczego nie ma kontaktu ze stacją badawczą i pracującymi w niej naukowcami. Bohater zostaje wybrany z uwagi na jego pochodzenie „szok kulturowy to dla niego norma” jak mówi szef zespołu. 

Na Midgaardzie panują warunki podobne do tych na ziemi, jeśli nie takie same. Jedyne różnice to fauna i flora, która wyewoluowała zgoła inaczej niż na Ziemi. Dla przykładu: konie na których jeżdżą midgaardczycy są bardziej podobne do ziemskich jeleni, niż do naszych koni. Kolejną różnicą są ludzie: podobni właściwie we wszystkim poza oczami. Ich są całkowicie czarne, zatem ziemian określają jako niewidomych („białe bielmo”). I co najważniejsze, rozwój Midgaardu zatrzymał się w epoce naszego wczesnego średniowiecza.

.

Wojna bogów

Bohater zabiera na wyprawę swoje super sprzęty – czyli zbroję, miecz oraz wiele innych najnowszych wynalazków, które przywiózł z Ziemi. Jego miecz został wykuty ze specjalnego, nam jeszcze nieznanego, metalu i jest tak twardy, że przecina właściwie wszystko a miecze przeciwników rozbija jednym ciosem.

374588_10150411874648774_1357440660_nNajwiększą mocą jaką dysponuje Drakkainen jest cyfral, czyli element biotechnologii, który aktywuje w jego ciele hiperadrenalinę. W trybie bojowym Vuko jest właściwie niezniszczalny, walczy jak szalony, jest szybszy niż niejedna bestia z którą przyjdzie się mu mierzyć i bardziej wyczulony niż najczulsze stwory. Potrafi również analizować skład chemiczny pożywienia, unikać trucizn i szybciej od zwykłego człowieka się regenerować. Jednak używania cyfrala jest bardzo męczące i wymaga odpoczynku.

Vuko ląduje niedaleko ośrodka badawczego, a gdy tam dociera zastaje naprawdę niecodzienny widok. Wokół budynku leży pełno trupów wszelkiej maści, krew leje się strumieniami a co najciekawsze: stacja badawcza została opuszczona. I to w pośpiechu. W środku odkrywa… skamieniałego naukowca, a właściwie jego połowę. Zbiera co może zabrać i zastanawia się, gdzie ruszyć dalej. Nie zapominajcie, że nie ma żadnej możliwości kontaktu z Ziemią. 

Ale prawdziwa zabawa jest na zewnątrz. Tu się okazuje, że drugi naukowiec jest… drzewem. Tak, drzewem. Nie może się ruszać, a jego nogi i ręce zamieniły się w pień i konary. Jedyne co może zrobić to wybijanie gałęzią wiadomości w alfabecie Morsa pt. „zabij mnie”.

Drakkainen mocno zaskoczony nie wie co począć i wtedy po raz pierwszy atakuje go „bestia z mgły”. Piekielnie silna i szybka, nawet jak dla cyfrala. Vuko wychodzi poraniony z tej potyczki i ociężały rusza przed siebie, w głąb średniowiecznego Midgaardu, by odnaleźć i uratować resztę naukowców.

Dopiero gdy dotrze do pierwszej ludzkiej osady dowie się, że miejscowi są przerażeni. Nadeszła wojna bogów, na uroczyskach pojawiają się „czyniący”, którzy znają „pieśni bogów” i manipulują magią wykorzystując ją do realizacji swoich celów. Nocami nadchodzi złowieszcza mgła, a z niej wychodzą okropności o których nikomu się nigdy nie śniło. Trup ściele się gęsto, a o ziemskich naukowcach nikt nie słyszał. 

Przekleństw w języku chorwackim nie ma końca! :)

.

Vuko Drakkainen

Sam bohater jest naprawdę fajnie stworzony. Bliżej mu do Wiedźmina niż Aragorna i za to trzeba pochwalić (bez obrazy dla fanów LOTR, do których i ja się zaliczam). Po prostu myślę, że wątpliwości, które przeżywa, trudności, którym stawia box_potyczkaczoło, ironia i sarkazm, które aż biją z jego postaci, są mi bliższe, niż niemalże niezachwiana postawa Aragorna, który z wątpliwościami radzi sobie szybciej niż by na to wskazywała logika.

Vuko ma również ciekawe, czasami wręcz czarne, poczucie humoru. Nie boi się kontaktów z płcią przeciwną, picia alkoholu i zdarzają mu się nie tylko błędy, ale i poważne głupoty. Często pluje sobie w brodę i jest niezadowolony ze swego zachowania, ale pod maską zimnego drania nosi typowo polskie, waleczne i szlachetne serce. Ciekawy charakter z którym przyjemnie spędza się czas.

Drakkainen za wojną bogów i całym zamieszaniem z tym związanym raczej nie przepada. Przybył do Midgaardu z konkretną misją i stara się zrobić wszystko by ją wykonać. Jednak wciąż mu się coś przydarza, kogoś spotyka w efekcie czego jego droga wciąż się wydłuża. Ale jego przygody są naprawdę ciekawe stąd trudno mieć jakiekolwiek pretensje. 

Książkę czytałam z zapartym tchem. Pierwszy tom właściwie połknęłam. Powieść zainteresowała mnie tak bardzo, że po następne ruszyłam niemalże biegiem. Jedyne co może irytować to fakt, że tajemnica pt. „o co tu właściwie chodzi” rozwija się powoli a główny nurt książki rozbija się co chwila na dziesiątki pobocznych. Takie rzeczy trzeba lubić, ale dla mnie nie było to jakoś specjalnie denerwujące.

.

Książkę polecam z całego serca. Jest dobrze napisana, fabuła (choć trochę się rozchodzi) jest świetnie skomponowana. Bohater nie jest supermanem, tylko człowiekiem z krwi i kości z którym można się identyfikować. Przychodzi mu podejmować ciężkie wybory, nie brakuje mu ironii i czarnego humoru. A tajemnica Wojny Bogów wciąga jak szalona!

.

Klaudia Bąk

P.S. No i przepis na przekąskę z Midgaardu 

Komentarze