W naszej historii pamiętamy o wielu bohaterach, staramy się ich upamiętnić, jednakże wiele ich czynów nie funkcjonuje w świadomości narodu. Świetnym przykładem jest wyprawa duńska Stefana Czarnieckiego. Większość z nas nie ma nawet świadomości, że śpiewając słowa hymnu: „Jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim zaborze, Dla ojczyzny ratowania wrócim się przez morze”, wspomina właśnie wyprawę Stefana Czarnieckiego do Danii przeciwko Szwedom – mówił Jarosław Godlewski z Muzeum Wojska Polskiego podczas wykładu „350. rocznica wyprawy Stefana Czarnieckiego do Danii”. Był to kolejny wolny wykład w Muzeum Pałacu w Wilanowie.

Jak zauważa Jarosław Godlewski, stosunki polsko-duńskie na przestrzeni wieków, aż do wyprawy Stefana Czarnieckiego może nie były ożywione, jednakże oba państwa współpracowały ze sobą. Polska w 966 roku dołączyła do państw chrześcijańskich, kiedy to Mieszko I przyjął w Gnieźnie chrzest z rąk Czechów. Właśnie temu księciu, państwa skandynawskie zawdzięczają swoich wielkich monarchów z początku XI wieku.

1024px-Battle_of_Warka_1656

Stefan Czarniecki, bitwa pod Warką, 1656 rok.

Jego córka Świętosława, zwana w krajach skandynawskich Sygrydą, wyszła za mąż za króla szwedzkiego Eryka VIII. Po jego śmierci księżniczka polska poślubiła króla duńskiego Svena Dwubrodego.

„Śmiało można nazwać ją matką królów państw skandynawskich, gdyż jej syn z pierwszego małżeństwa, Olaf, został królem Szwecji, natomiast dwaj synowie z drugiego małżeństwa zasiadali na tronie duńskim, Harald II i Knud I Wielki, który ponadto objął tron Anglii okazując się jednym z największych władców ówczesnej Europy” – mówi Godlewski.

W kolejnych wiekach nawiązano stosunki dyplomatyczne w celu powstrzymania ekspansji wspólnego przeciwnika jakim był Zakon Krzyżacki. Od momentu rozpadu unii kalmarskiej i powstania niezależnego państwa szwedzkiego, wspólnym przeciwnikiem stali się Szwedzi. W 1419 r. zawarto porozumienie między państwami unii kalmarskiej i unii polsko-litewskiej skierowane przeciwko Brandenburgii oraz Zakonowi Krzyżackiemu. W 1516 r. król polski zawarł sojusz z monarchą duńskim wymierzony przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu. Traktat ten był jedną z pierwszych prób nawiązania stosunków handlowych umożliwiający swobodny handel.

Dużo wcześniej były podejmowane rozmowy w sprawie wspólnego działania obu państw przeciw dość agresywnie prowadzącej swoją politykę zagraniczną Szwecji. Jednakże wzajemna nieufność wobec siebie spowodowała brak współpracy. Do przystąpienia do wojny przeciwko Szwecji Duńczyków skłoniło dopiero rozbicie najazdu Jerzego II Rakoczego z przełomu 1656/ 1657 i zawarcie traktatu z władcą Polski – mówi Jarosław Godlewski. – Karol X zareagował szybko przerzucając znaczne siły do Danii, zaskakując tym samym Fryderyka III. 9 marca 1658 roku w Roskilde zmusił do zawarcia pokoju Duńczyków. Wydarzenia te wywarły wpływ na politykę dworów w Warszawie, Wiedniu jak i Berlinie, gdzie podjęto decyzję o interwencji na rzecz Danii”.

Karol X pokonawszy Duńczyków przejął inicjatywę w toczącej się wojnie. Teraz to dowódcy sprzymierzonych armii zastanawiali się jaki będzie następny ruch króla szwedzkiego. W maju 1658 roku pod Poznaniem odbyli konferencję. W sierpniu 1658 roku monarcha szwedzki ponownie zaatakował Danię, licząc na opanowanie cieśnin i odcięcie Morza Bałtyckiego. Tym razem sprzymierzeńcy zadziałali błyskawicznie. Zarówno elektor brandenburski, jak i dowódca wojsk cesarskich Rajmund Montecuccoli postanowili wysłać swoje wojska na pomoc Fryderykowi III. Jan Kazimierz także zgłosił akces do wyprawy, wyznaczając do tego zadania dywizję Stefana Czarnieckiego. Polskie siły, które wyruszyły na północ to trzy pułki: królewski dowodzony przez samego Stefana Czarnieckiego, pułk Piotra Opalińskiego i pułk Krzysztofa Legockiego.

W sumie wyruszyły 3 chorągwie husarskie, 28 kozackich vel pancernych, 2 tatarskie, 2 wołoskie, 1 semenów, 1 dragońska i 1 regiment dragonów. Przy boku regimentarz miał również doświadczonych żołnierzy takich jak: Piotr Opaliński, Gabriel Woyniłłowicz, Władysław Skoraszewski, Hieronim Pągowski, Paweł Bożęcki, Piotr Mężyński i Mikołaj Skrzetuski.

Jak zauważa Jarosław Godlewski, organizacja wojska Rzeczpospolitej, w przeciwieństwie do innych krajów była w tym czasie mocno zdecentralizowana. „Pomimo, że król nominalnie sprawował funkcję najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych, nie miał prawa zaciągać wojska, utracił również znaczną część prerogatyw administracyjnych i sądowniczych na rzecz hetmanów. Wobec tego monarcha przewodził radzie wojennej jednakże faktycznie armią kierowali hetmani, których mianował, ale którzy działali od niego niezależnie” – dodaje Godlewski.

Każde z członów Rzeczypospolitej, zarówno Wielkie Księstwo Litewskie, jak i Królestwo Polskie dysponowało oddzielnym skarbem wojskowym oraz oddzielnymi siłami zbrojnymi. Armia Rzeczypospolitej dzieliła się na dwa podstawowe modele, czyli wojska autoramentu narodowego zaciągane sposobem towarzyskim oraz wojska autoramentu cudzoziemskiego zaciągane z wolnego bębna, to znaczy każdy wolny człowiek mógł wstąpić w szeregi armii. W skład formacji zaciągu narodowego wchodziły husaria, arkebuzerja, pancerni, chorągwie lekkie i piechota polsko-węgierska. Do zaciągu cudzoziemskiego należały formacje rajtarskie, piechota wzoru niemieckiego, gwardia królewska oraz artyleria.

Stefan Czarniecki na czele 4500 żołnierzy przeprawił się przez Odrę pod Kostrzynem. 12 października znalazł się pod Hamburgiem, a 16 października dotarł pod Szlezwik. Przechodząc przez ziemie sojuszników utrzymywał w swoich jednostkach żelazną dyscyplinę. Król duński wyraził wielkie zadowolenie w swoim liście do Czarnieckiego, iż to właśnie on został wyznaczony do działań w Danii. Sprzymierzeńcy dysponowali wojskami w sile blisko 30 000 żołnierzy, gdy ich oponent po stronie szwedzkiej, Filip Sulzbach, miał pod swoimi rozkazami 8000 żołnierzy.

Jak zauważa Godlewski, Dania, do której dotarli Polacy, wywarła na nich niesamowite wrażenie. Żołnierze z państwa słynącego ze znakomitej jazdy zetknęli się z odmiennością państwa morskiego w zwyczajach, sposobie żywienia, budownictwie oraz położeniu geograficznym” – mówi.

„Wkład żołnierzy polskich w wyzwalanie Danii spod szwedzkiej okupacji był znaczący – zauważa Godlewski. – Pomimo, że polski kontyngent był najmniejszy spośród sił sprzymierzonych”. W listopadzie chorągwie polskie rozlokowano w okolicach Frederiksodde oraz Koldyngi. Czarniecki obrał za główną kwaterę miejscowość Haderslev. Stąd wódz polski rozpoczął chlubną dla oręża polskiego kampanię, której fragment upamiętniono w polskim hymnie słowami „wracał się przez morze”, co odnosi się do przeprawy na wyspę Als i zdobycia Sonderborga.

Pamiętnikarz pisał: „Mieliśmy jeszcze na przeszkodzie insułę Alsen, która że nam, w tyle zostawała, dlatego też nam na wielkiej była przeszkodzie: i czeladź nam na czatach, porywano, i zdobycz odbierano, bo tam praesidium było wielkie. Przeszło tedy koło niej wojsko brandoburskie i z armatą, i z piechotami, a po staremu uderzyć na nie nie chcieli czyli też nie śmieli, jak to powiadają: „Kruk krukowi oka nie wykole.” Wojewoda raz pojechał na rekognoscencyją w trzysta koni, quidem na przejazdkę; nic nie mówiąc kazał otrąbić, żeby nazajutrz gotowość była wszelka i wsiadać na koń. Jużeśmy tedy nie zapomnieli o lepszym porządku, bo się kazało i w sakwy czeladzi nabrać ad victum , i tak jechali. W pewnym miejscu odcieni lód siekierami, co było morze jeszcze z brzega nie puściło, lubo było nie bardzo zimno i pogody były piękne; toż z drugą stronę dragonija także uczynili; a stało się to w lot, że nie wiedzieli praesidiarii , ażeśmy już aa drugim lądzie byli, bo sobie siedzieli w mieście i po wsiach. Było pływać jako na Pragę z Warszawy, ale w pośrodku tej odnogi było miejsce takie, gdzie koń zgruntował i mógł odpocząć, bo było takiego miejsca z pół stajania. Sam tedy, przeżegnawszy się, Wojewoda wprzód w wodę, pułki za nim, bo jeno trzy były, nie całe wojsko, kożdy za kołnierz zatchnąwszy pistolety, a ładownicę uwiązawszy u szyje. Skoro przypłynął na środek, stanął i kazał każdej chorągwi odpocząć, a potem dalej. Konie już były do pływania próbowane; który źle pływał, to go między dwóch dobrych mieszano, nie dali mu tonąć. Dzień na to szczęście był cichy, ciepły i bez mrozu; już była trochę i rezolucyja poczęła następować, ale zaś potem zima tęgo ujęła. Żadna tedy chorągiew nie była jeszcze u lądu, kiedy Szwedzi przypadli. Strzelać tedy poczęli; chorągiew też, która wyszła z wody, to zaraz na nieprzyjaciela skoczy”.

„Wówczas to polska kawaleria w grudniowy mroźny dzień rzuciła się w morze oddzielające wyspę od stałego lądu i pokonawszy je wpław rozbiła oczekujących ich na brzegu Szwedów. Za niesienie pomocy duńskiemu narodowi Stefan Czarniecki doczekał się uznania od króla duńskiego, Fryderyka III , który w liście z 24 grudnia 1658 roku wychwalał jego odwagę, waleczność i kawaleryjską fantazję” – mówi Jarosław Godlewski.

Po zajęciu wyspy Als Polacy poszli za ciosem zdobywając silny zamek w Koldyndze, a następnie zajęli się oczyszczaniem północnej części półwyspu jutlandzkiego ze szwedzkich garnizonów, pozostawiając w ręku skandynawskiego przeciwnika jedynie twierdze Frederiksodde. Ostatecznie zdobyto ją nocnym szturmem z 26 na 27 maja 1659 roku. Tu po raz kolejny wyróżniły się polskie chorągwie. Pasmo sukcesów przerwała niemożność zdobycia wyspy Fionii.

Sytuacja w Rzeczypospolitej wymusiła wycofanie większości sił polskich i pozostawienie w Danii jedynie kilku jednostek. Ostatecznie Stefan Czarniecki opuścił ziemię duńską 31 sierpnia 1659 r., pozostawiając po sobie dobre wspomnienia.

 .

PAP – Nauka w Polsce, Elżbieta Zielińska

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Komentarze