Z grupki stojących przed nią dzieci wystąpił najstarszy chłopiec i wszedł do wnętrza. Zobaczywszy swojego ojca chwiejącego się na nogach, podszedł do niego i powiedział drżącym głosem:

– Ta-tko, chodźmy stąd, dzwony wzywają na pasterkę.

Słowa chłopca padły w próżnię. Jakby nikt go nie słyszał. Chciał drugi raz powtórzyć swoją prośbę, gdy nagle jeden z najbardziej rozbawionych mężczyzn krzyknął pijackim głosem.

Dobrze mówi chłopak! Chodźmy do kościoła, tam jest więcej miejsca.

W karczmie nagle zaległa cisza. Pijak w obawie przed reakcją zebranych chciał się już wycofać, lecz o dziwo, wszyscy jakby nagle opętani ryknęli prawie jednogłośnie:

– Do kościoła, tam jest więcej miejsca! Tylko nie zapominajmy zabrać naszych kufli z piwem i szklanic z winem i miodem!

Potykając się i klnąc, kto mógł utrzymać się jeszcze na nogach, pchał się do wyjścia. Jak złowroga fala ruszył pijacki korowód w stronę kościoła.

Na dworze była mroźna noc. Na niebie migotały gwiazdy. Z pobliskich lasów rozlegały się złowieszcze wycia wilków. Nikt jednak nie zwracał na to uwagi, wszystkim spieszyło się do dalszej hulanki, w przestronnym kościele. Po chwili cały ten pijacki pochód z hałasem przekleństwami i śpiewem wtoczył się do kościoła. Kilka pobożnych osób przybyłych na pasterkę ukryło się w kącie. Ksiądz próbował powstrzymać rozwydrzony tłum . Postąpił kilka zaledwie kroków w ich kierunku, gdy go pochwycono i wciągnięto w sam środek pijackiej hordy, wlewając mu przemocą wino do gardła. Przerażenie jego  i bezsilność były zachętą do dalszych wybryków. Pochwycono pozostałych, ukrytych w kącie i przy sprośnych dowcipach i wybuchach śmiechu zmuszano ich siłą do picia. Już mieli pochwycić ostatniego, gdy nagle cały kościół zatrzeszczał i zaczął się chwiać w posadach. Przerażony tłum zamarł na chwilę, a następnie kto mógł rzucił się w stronę wyjścia. Jednak drzwi, które tak łatwo jeszcze przed chwilą dały się otworzyć, teraz ani drgnęły. Jakby ktoś je zamurował.                 `

– Przez zakrystię! – krzyknął ktoś. Przerażony motłoch rzucił się w przeciwną stronę, w kierunku zakrystii. Za późno. Kościół, z ogromnym trzaskiem i hukiem, zapadł się. Mrożący krew w żyłach krzyk trwogi rozległ się od drzwi do ołtarza. Do wnętrza z bulgotem zaczęła wlewać się woda, zalewając wszystkich. Niektórzy próbowali się ratować, wspinając się na chór i ambonę, lecz po chwili woda dotarła i tu. Dzwony biły po raz ostatni na trwogę i ku przestrodze, w ich głos rozlegał się daleko w tę tajemniczą i tragiczną noc grudniową.

Powoli okrzyki śmiertelnej trwogi zamieniały się w cichy szept modłów, które też w końcu ucichły. Na miejscu kościoła pozostała tylko ciemna tafla jeziora.

Feliks Malinowski

Legendy Pałuckie okolic Żnina, Graf-Bog.

Materiał opublikowany w celach edukacyjnych

Jeśli spodobała Ci się ta legenda zapraszamy Cię do naszego działu folkloru, gdzie przeczytasz więcej legend. 

Komentarze