Zgodnie z najnowszymi badaniami genetycznymi, wbrew opinii części archeologów, Słowianie nie musieli zasiedlić Europy dopiero we wczesnym średniowieczu. Niektórzy przodkowie Słowian – jak sądzą naukowcy z Bydgoszczy, którzy badają zróżnicowanie DNA Słowian – mogli mieszkać w Europie już 3 – 4 tys. lat temu. Czy to świadczy o pewnej ciągłości kulturowej, która mogła mieć wpływ na wykształcenie się tzw. etnosu Słowiańskiego?

Odpowiada Artur Szrejter: Te badania genetyczne, wbrew pozorom, nie są zaprzeczeniem teorii allochtonistycznej na temat pochodzenia Słowian, nie są też jednak potwierdzeniem autochtonistycznej. Jak już mówiłem, według allochtonistów Słowianie powstali z ludów starszych, które wcześniej zasiedlały obszary Wschodniej, Środkowej i Północnej Europy. Germanowie ukształtowali się na terenach południowej Skandynawii (w tym Danii) i północnych Niemiec prawdopodobnie już w II tysiącleciu pn.e. (środkowe fazy kultury nordyjskiej), Bałtowie zapewne mniej więcej w tym samym czasie na ogromnych obszarach na wschód od Bałtyku, zaś ludy fińskie oraz laponoidalne żyły w strefie leśnej Europie Wschodniej i północnej Skandynawii od czasów jeszcze znacznie wcześniejszych. A że przypuszczalnie na skutek zmieszania niektórych odłamów tych wszystkich ludów (plus Sarmatów) doszło do uformowania się Słowian, więc nie może dziwić, iż w słowiańskich genach są ślady ludności żyjącej w Europie kilka tysięcy lat temu. Jeśli pod tym kątem patrzeć na ciągłość, to owszem, Słowianie są kontynuatorami „linii krwi i genów” dawnych ludów Europy. Natomiast co do ciągłości kulturowej – z tym jest problem, gdyż z pierwszych przekazów pisanych na temat Słowian i ze śladów archeologicznych najwcześniejszego osadnictwa słowiańskiego wynika, iż różnice społeczne i kulturowe między nimi a Germanami czy mieszkańcami terenów naddunajskich były porażające. Tak wielkie, że można mówić o „szoku kulturowym”, jaki przeżywali mieszkańcy kraju Franków czy Bizancjum podczas kontaktów ze Słowianami (zapewne dlatego, że pod względem kultury materialnej, a pewnie też duchowej, u Słowian obserwuje się szereg cech właściwych dla ludów tak wschodniej strefy leśnej, jak i koczowników, a właśnie te ludy były przez grecko-łacińsko-germańską Europę uważane za nadzwyczaj prymitywne). Ten temat jest jednak tak złożony, że aby go zrozumiale wytłumaczyć pod względem historycznym i archeologicznym potrzebowałbym serii artykułów, gdyż musiałbym omówić znaleziska i ustalenia naukowe dotyczące nie tylko wczesnego średniowieczna, ale też późnej starożytności całej Europy Wschodniej oraz częściowo Środkowej i Północnej. Już pomijam fakt, że obecnie trudno jest na poważnie mówić o „ustaleniach naukowych” na temat starożytności i wczesnego średniowiecza Europy Wschodniej, czyli terenów najpierw ZSRR, a obecnie Rosji i Białorusi, gdyż archeologia (tak pod względem badań, jak obiektywnego opracowania zabytków) tych krajów (na Ukrainie w ostatnich latach było trochę lepiej) nie spełnia prawie żadnych naukowych standardów europejskich. Jest to efektem zarówno chronicznego braku środków finansowych, jak i – niestety – celowej polityki władz, które odgórnie ustalają „przebieg historii” nawet dla tak odległych okresów jak wczesne średniowiecze czy późna starożytność. Kiedy dowiaduję się z pierwszej ręki (od bywających w Rosji na konferencjach archeologicznych polskich naukowców), co się tam dzieje pod względem „centralnego sterowania” z Kremla historią i archeologią, włos jeży się na głowie. I to też jest, niestety, temat-rzeka, czyli nie na ten wywiad…

.

Nie mniej kontrowersji wzbudza pochodzenie Mieszka. Podważając rodzimy rodowód piastowskiej dynastii, lansuje się a to wikińskie, a to wandalskie, a to morawskie jej pochodzenie. A jaka jest Pańska opinia w tej materii?

waregowie

Basileus Bizancjum miał gwardię złożoną z Waregów

O skandynawskim pochodzeniu Mieszka rozprawia się od XIX wieku. Co jakiś czas powracają do tego tematu kolejni normaniści, czyli zwolennicy koncepcji wikińskich korzeni Mieszka. Ciekawe jednak, że przez ostatnie 150 lat wałkowano zazwyczaj tylko jeden poważniejszy argument: że domniemane imię Dago z dokumentu Dagome iudex to prawdziwe (skandynawskie) imię Mieszka. Kwestia ta już tysiąc razy została omówiona i nic nowego na jej temat się nie wymyśli. Dopiero w ostatnich latach normaniści podają – jako argumenty – przykłady coraz liczniej odkrywanych na terenach dzisiejszej Polski śladów po Skandynawach. Ale czy jest to naprawdę silny argument na pochodzenie dynastii Piastów z Północy? Jak już mówiłem w odpowiedzi na poprzednie pytania, wikingowie całkiem licznie przybywali na tereny Pomorza i Polski, by osiedlać się tam w charakterze najemników oraz kupców. Nie znaczy to jednak, że Piastowie byli wikingami. Idąc takim tropem rozumowania, bardzo liczne ślady Słowian w różnych częściach Danii i środkowej Szwecji można by interpretować jako efekt inwazji, która doprowadziła do przewrotów na tamtejszych tronach i wprowadzenia na nie wodzów słowiańskich. Należy więc oddzielić to, co naprawdę można wywnioskować ze źródeł archeologicznych i pisanych, od tego, co jest zwykłym wymysłem. Z faktu, że basileus Bizancjum miał gwardię złożoną z Waregów, nie oznaczało, że sam był Waregiem. Tak samo z faktu, że Mieszko miał w swojej drużynie wielu wikingów, nie wynika, że sam był Skandynawem (bądź potomkiem osiadłych w Gnieźnie wodzów wikińskich).

Wielu archeologów jest otwartych na nowe teorie, ale wymagają jednego – jeśli już nie dowodów, to przynajmniej dość pewnych przesłanek. Odkryjmy szczątki domniemanego ojca czy dziada Mieszka i dowiedźmy na podstawie jego wyposażenia grobowego (albo genetycznie, albo fizyko-chemicznie), że był Skandynawem. Ale wśród tego wyposażenia nie możemy brać pod uwagę broni (bo najlepszą broń sprowadzano wtedy właśnie ze Skandynawii albo znad Renu, więc nie jest ona dowodem na przynależność etniczną pochowanej osoby), a jedynie zabytki charakterystyczne, które mógł posiadać tylko przybysz z Północy: komplet do gry planszowej hnefatafl lub biżuterię męską typu królewskiego pochodzącą z pracowni w środkowej Szwecji, lub przedmioty osobiste oznaczone napisami runicznymi chroniącymi właściciela. Wtedy będzie można zacząć rozmawiać o przybyciu Piastów z Północy. I zaznaczam dla jasności: nie jestem ani antynormanistą, ani normanistą – jestem otwarty na wszelkie nowe odkrycia archeologiczne, historyczne czy religioznawcze. I dlatego z ciekawością śledzę doniesienia i hipotezy na temat związanych ze Skandynawami znalezisk z terenów Polski. Spośród nich tylko jedna teoria – sformułowana dosłownie kilka lat temu przez doktora Michała Karę, a potem doktora Sławomira Moździocha – zwraca moją uwagę jako ta, która może odwrócić losy sporu na korzyść normanistów. Otóż po analizie „fal” ukrywania skarbów srebrnych na terenach Wielkopolski w połowie X wieku, uwidacznia się jakby „walka” dwóch kierunków napływu owych skarbów: jednego ze wschodu, z Rusi, a drugiego ze Skandynawii poprzez Pomorze Zachodnie. Jako że niektórzy badacze interpretują je jako ofiary składane przez przybywające z tych dwóch kierunków duże drużyny wikińskie, a w efekcie jako ślady postępów owych drużyn w „zdobywaniu” Wielkopolski, wniosek z wywodów Kary i Moździocha (wywodów zresztą bardzo ostrożnych, nie stawiających sprawy jednoznacznie) wypływa taki: na teren Wielkopolski – która od końca IX wieku była stopniowo jednoczona w trakcie (uchwytnych archeologicznie) podbojów miejscowej „dynastii” z ośrodka gnieźnieńskiego – przybyły w połowie X wieku dwie grupy Skandynawów, po czym doszło między nimi do rywalizacji i walki. Zwyciężyła grupa z Rusi, po czym oparła się na strukturach państwa stworzonego przez wspomnianych już wcześniejszych (słowiańskich z Gniezna) jednoczycieli ziem wielkopolskich, po czym zbudowała własne państwo, też z siedzibą w Gnieźnie. A zatem – rozwijając tok rozumowania wspomnianych naukowców – Mieszko z pochodzenia powinien być wikingiem (ruskim, czyli Waregiem), zatem jego słowiańscy poprzednicy na tronie gnieźnieńskim, którzy scalali tereny wielkopolskie od końca IX wieku, nie mogli być jego przodkami, nie byli więc także Piastami, skoro dopiero przybysz Mieszko założył „piastowski ród”. Wywód ten należy jednak opatrzyć komentarzem, że jest tylko bardzo daleko idącą hipotezą, na dodatek nadbudowaną na pierwszej hipotezie (tej mówiącej, iż skarby srebrne z X wieku są śladem przybycia dwóch dużych oddziałów wikińskich), a w rezultacie mającą niską wartość dowodową.

Z kolei pochodzenie morawskie rodu Mieszka wydaje mi się mało prawdopodobne, gdyż początki scalania państwa Polan przez „dynastię” gnieźnieńską sięgają ostatnich dziesięcioleci IX wieku, kiedy Wielkie Morawy najpierw stały u szczytu potęgi, a potem szybko upadły. W związku z tym w okresie potęgi nie wsparłyby powstającego u swych północnych granic nowego silnego państwa. Z kolei w okresie upadku nie miałyby sił na żadną działalność poza własnymi granicami. Chyba że przyjmiemy, iż któryś z przodków Mieszka był książęcym uciekinierem z upadających Moraw, który najpierw zdobył władzę w Gnieźnie, a potem założył ród, który zjednoczył ziemie Wielkopolski. Ale także w przypadku tej teorii poproszę o coś, o czym już mówiłem: o dowody, a chociażby wiarygodne przesłanki.

mieszko

Pochodzenie morawskie rodu Mieszka wydaje mi się mało prawdopodobne,

No a co do wandalskiego pochodzenia Piastów… Owszem, germańscy Wandalowie żyli na terenach dzisiejszej Polski, tworząc (zapewne z kilkoma innymi germańskimi plemionami oraz – w początkowym okresie – z paroma ugrupowaniami Celtów) kulturę przeworską, rozwijającą się od III wieku p.n.e. do V wieku n.e., kiedy większość Wandalów odeszła w poszukiwaniu łupów na obszary upadającego cesarstwa. Wprawdzie archeologia rejestruje pozostanie na ziemiach polskich „wysp” rozproszonego osadnictwa przeworskiego, ale już od drugiej połowy V stulecia tereny te zostają stopniowo zajęte przez Słowian. Wtedy ostatnie ślady po pozostałych na miejscu Germanach znikają, czyli owi Wandalowie zapewne przyłączyli się do przybyszów, po czym się „zeslawizowali”. W takiej sytuacji na cud by zakrawało, gdyby gdzieś na ziemiach Wielkopolski przetrwała grupa Wandalów, którzy przez czterysta lat zachowali świadomość własnej odrębności, po czym ich ród książęcy przejął władzę nad okolicznymi Słowianami, a w którymś tam pokoleniu wydał ze swego grona sławetnego Mieszka. Ten scenariusz jest mało prawdopodobny.

 .

Czy możliwe jest, że Mieszko, będąc rodzimego słowiańskiego pochodzenia, został za młodu oddany (jako zabezpieczenie zawartego sojuszu dwóch ówczesnych władców – co we wczesnym średniowieczu było stosunkowo często spotykaną praktyką) na wychowanie na obcy dwór, gdzie – w zależności od koncepcji, czy to u wikingów, czy na Morawach – zdobył stosowną wiedzę, która w późniejszym okresie umożliwiła mu sprawniejsze zarządzanie państwem?

Teoretycznie jest to możliwe, ale dopóki nie mamy żadnych danych na ten temat, domysły takie są jak wróżenie z fusów. Biorąc pod uwagę, że domniemani przodkowie Mieszka agresywnie (i krwawo, i brutalnie, co potwierdzają odkrycia archeologiczne identyfikowane z rozszerzaniem państwa przez „dynastię gnieźnieńską” od ostatnich dziesięcioleci IX do połowy X wieku) zabrali się za budowanie swojego władztwa, zapewne też starali się nawiązywać kontakty zewnętrzne. Wątpliwe są jednak powiązania z Morawami, bo te pod koniec IX wieku zaczęły upadać, a potem na ziemiach morawsko-słowacko-czeskich zaczął się taki mętlik, że nie sądzę, aby któryś z poprzedników (czy też domniemanych przodków) Mieszka szukał sojuszy tam, gdzie wszyscy tłukli się ze wszystkimi, a do tego szaleli Węgrzy. Jeśli już z kimś miałby szukać sojuszu na południu, to właśnie z koczowniczymi Węgrami, którzy z dnia na dzień stali się największą siłą tamtego rejonu. Także w czasach dzieciństwa Mieszka (ok. 935–950) Morawy, należące wówczas do Czech, nie były najprzyjaźniejszym terenem dla innych władców słowiańskich, gdyż książęta Czech szykowali się do objęcia pozycji hegemona w naszej części Europy (i przejściowo ją osiągnęli w połowie X wieku), więc raczej byli nastawieni na zwalczanie słowiańskich rywali z terenów przyszłej Polski, a nie na sprzymierzanie się z nimi.

Nie zachowały się też żadne ślady utrzymywania kontaktów przodków Mieszka z Niemcami, a należy przypuszczać, że gdyby jakiś pogański władca z tak dalekich stron jak dzisiejsza Wielkopolska, chciał nawiązać stosunki ze Wschodnimi Frankami albo później Niemcami (dodajmy od razu: byłby to stosunek zależności od zachodniego sąsiada, inny w tamtym czasie nie wchodziłby w grę przy takiej dysproporcji sił), na pewno o tak „egzotycznym” wydarzeniu zostałby ślad w którejś z kronik frankijskich lub niemieckich. Ale takich zapisków nie ma ani z końca IX, ani z pierwszej połowy X wieku.

Z kolei na wschodzie państwo domniemanych przodków Mieszka dotarło co najwyżej do środkowego Mazowsza, a więc nie widzę wielkich możliwości, aby utrzymywało z Rusią bliższe kontakty „dyplomatyczne”. Należy też pamiętać, że jedyna część dzisiejszej Polski, która wówczas graniczyła z Rusią, czyli Małopolska, stała się po upadku Wielkich Moraw niezależna, ale już w połowie X wieku przeszła pod władanie czeskie – dzięki czemu właśnie przeżywający okres potęgi Czesi, a nie siedzący w Wielkopolsce poprzednicy Mieszka mieli bezpośredni kontakt z Rusią.

Czyli zostaje Skandynawia jako obszar kontaktów dynastii Piastów przed Mieszkiem. Ale tutaj znów trzeba by założyć, że któryś z przodków tego księcia zdobył Pomorze Wschodnie, bo tylko tamtędy mógłby wysłać Mieszka „na wychowanie” do Skandynawii. Najprawdopodobniej jednak dopiero Mieszko zajął ziemie wschodniopomorskie, a więc już byłby za duży, by wysłać samego siebie na fosteraż („wychowanie”) do Skandynawii. Zwróćmy też uwagę, że ślady obecności większej ilości Skandynawów z VIII i pierwszej połowy IX wieku zawężają się do terenów Słowiańszczyzny nadmorskiej – północnego Połabia i Pomorza Zachodniego (i to też tylko do tamtejszych bogatszych ośrodków handlowych). Na obszarach państwa Piastów większa ilość tak najemników i kupców skandynawskich, jak też importów ze Skandynawii (głównie broni) zaczyna się pojawiać dopiero za Mieszka I i trwa do czasów jego wnuka Mieszka II. Czyli mamy do czynienia z prowadzoną przez pierwszych trzech historycznych Piastów polityką sprowadzania najemników oraz broni wysokiej jakości. Zatem początki związków państwa Piastów ze Skandynawią należałoby ustalić dopiero na okres rządów Mieszka I, czyli na drugą połowę X wieku, a nie na czasy jego domniemanych przodków.

Istniał jednakże jeszcze jeden kierunek powiązań (w świetle nowych odkryć archeologicznych były to powiązania i handlowe, i polityczne) poprzedników Mieszka, w którym mały książę mógł zostać wysłany na „wychowanie”. Był to kierunek pruski, gdzie istniał duży ośrodek handlowy Truso. Nie mogę jednak rozwijać tego tematu, gdyż stanowi on część dopiero przygotowywanej do druku (bardzo ciekawej!) autorskiej koncepcji doktora Wojciecha Wróblewskiego na temat związków Polan z Prusami i Skandynawami z Truso.

 

Komentarze