A jak pan w ogóle odnosi się do sformułowań, że „Polska pojawiła się w 966 r., wraz z tzw. chrztem Polski”? Czy tak rozbudowany twór państwowy mógł pojawić się na ówczesnej arenie politycznej z dnia na dzień? No i co było najpierw – kraj, który dla świata chrześcijańskiego okazał się już na tyle atrakcyjny i okrzepnięty, by go do siebie próbować dołączyć, czy też chrześcijaństwo stało się głównym katalizatorem zmian i procesów państwowotwórczych nad Wisłą?

mieszko

Przed Mieszkiem przez kilka dziesięcioleci jego nieznani z imion domniemani przodkowie krok po kroku na drodze wojen budowali swoje władztwo.

Jak już mówiłem, przed Mieszkiem przez kilka dziesięcioleci jego nieznani z imion (a może Gall Anonim przekazał ich prawdziwe imiona?) domniemani przodkowie krok po kroku na drodze wojen budowali swoje władztwo. Za czasów Mieszka mamy do czynienia z okrzepniętym tworem państwowym, którego monarcha był w stanie pokonać koalicję bardzo silnych Wieletów i Wolinian, potem dwukrotnie pognębić Czechów (i odebrać im Małopolskę oraz Śląsk), prowadzić politykę rozszerzania własnych wpływów na środkowym Połabiu, w końcu zaś rozgromić wojska niemieckie pod wodzą samego cesarza Ottona w roku 979. Państwo Mieszka było na tyle mocne, że zaangażowało się też w sprawy skandynawskie – małżeństwo córki gnieźnieńskiego księcia najpierw z królem Szwecji, a potem Danii było tylko jednym z przejawów polityki nadbałtyckiej, którą prowadził pierwszy historyczny władca Polan.

Wniosek jest jasny: Mieszko musiał odziedziczyć państwo silne, bogate i zmilitaryzowane, inaczej nie zdołałby dokonać aż tak wiele. Co więcej, na polu międzynarodowym zdobył pozycję równą władcom Danii czy Rusi, a ustępującą tylko cesarskiej. Zatem należy docenić domniemanych przodków Mieszka, którzy zostawili mu władztwo przygotowane strukturalnie, społecznie i militarnie do walk, podbojów i dalszego rozwoju.

Chrzest Mieszka i jego otoczenia nie był kulminacją działań księcia, ale jednym z zaplanowanych przez tego świetnego polityka kroków prowadzących do poprawienia pozycji swego władztwa na arenie międzypaństwowej. Mieszko konsekwentnie przeprowadzał swoje zamysły, dzięki czemu w chwili jego śmierci Polska stanowiła lokalną – i już uznawaną za chrześcijańską – potęgę, z którą wszyscy musieli się liczyć, nawet cesarze niemiecko-rzymscy.

Powiedziałem „chrzest Mieszka i jego otoczenia”, a nie „chrzest Polski”. Dlaczego? Gdyż oczywiście nie był to „chrzest Polski” (abstrahując już od tego, że dopiero albo pod koniec rządów Mieszka, albo za Chrobrego została odgórnie wymyślona – w celach propagandowych i po to, by zapoczątkować proces spajania tożsamości mieszkańców państwa – nazwa „Polanie”, a wtórnie wobec niej powstało na przełomie X i XI wieku, też zapewne ustalone odgórnie, „Polonia/Polska”), gdyż prawdziwa akcja chrystianizacyjna w Polsce przebiegła – podobnie jak w Szwecji czy na Węgrzech – dopiero w XIII wieku, kiedy powstała sieć parafialna. Tylko dzięki niej można było doprowadzić do głębszego zapoznania z chrześcijaństwem mieszkańców wsi, gdyż za czasów Mieszka czy Chrobrego szerszt dostęp do nowej religii mieli jedynie wielmoża oraz mieszkańcy grodów i podgrodzi. Zatem w 966 roku została zaledwie zapoczątkowana wielowiekowa akcja chrystianizacyjna ziem polskich. Inną kwestią jest, że decyzję Mieszka należy pojmować jako polityczną. Na pewno nie wynikała z nagłego „objawienia” religijnego księcia. Mieszko I był władcą wybitnym i doskonale wiedział, co zyska, włączając się do grona ochrzczonych władców europejskich – i należy stwierdzić, że wykorzystał wszystkie profity wynikające z tego faktu. Można też spojrzeć na jego decyzję z punktu widzenia poganina decydującego się na konwersję: przyjął „silniejszego” Boga Niemców, by ten podzielił się z nim swoją mocą, zaś odrzucił „słabszych” bogów słowiańskich. Dokonał prawidłowego pod względem politycznym wyboru, nie znamy jednak kosztów społecznych (rozruchy? walki stronnictw?), jakie poniosło jego państwo w związku z tą decyzją.

.

Jest Pan również autorem serii „Wierzenia Germanów”. Nie kusi Pana, by w równie przystępny sposób przybliżyć polskim odbiorcom rodzimą słowiańską mitologię?

Jasne, od dawna kusi, aby zebrać zachowane strzępy (bo przetrwały właśnie zaledwie „strzępy”) słowiańskiej mitologii i postarać się je poskładać w miarę logiczną i zrozumiałą całość, ale… wracamy do mojej wypowiedzi o powieściach z gatunku fantasy historycznej czy kryminałach: brak mi czasu, abym robił wszystko, co bym chciał. Niestety, doba składa się tylko z 24 godzin, z których i tak przynajmniej 12 spędzam przy pracy. Ale pozwoli Pan, że polecę czytelnikom prawdziwie wartą uwagi książkę z dziedziny wierzeń słowiańskich. Około dziesięciu lat temu ukazało się nowatorskie, łamiące schematy, bardzo ciekawe, a do tego przystępnie napisane opracowanie Religia Słowian krakowskiego religioznawcy, doktora Andrzeja Szyjewskiego (Wyd. WAM, Kraków 2003). Książka ta jest jednym z niewielu przykładów, że polski naukowiec chce i umie pisać dla szerokiego odbiorcy. A w dodatku robi to w sposób przeciwstawiający się najbardziej zachowawczym, „betonowym” polskim badaczom religii, którzy do dziś myślą kategoriami nauki peerelowskiej, kiedy to na akademicki ostracyzm skazywano tych, którzy ośmielali się pisać, że w religii Słowian są wyraźne ślady szamanizmu. Szyjewski zaś pisze o szamanizmie otwarcie – choć być może po prostu wie z pierwszej ręki (w końcu jest czynnym naukowcem uniwersyteckim), że większość jego starszych betonowych kolegów już wymarła.

.

Gdyby miał Pan podsumować dzieje dawnych Słowian, zwłaszcza tych plemion, które z czasem „stworzyły” Polskę, to co pierwsze przychodzi Panu do głowy?

Mieli talent i szczęście.

Talent, bo bez niego z lokalnego władztwa wokół Gniezna nie zdołaliby stworzyć potężnego państwa, które trwa już więcej niż tysiąc lat.

Szczęście, że panowali nad nimi tak uzdolnieni władcy (chodzi mi o pierwszych Piastów, także tych domniemanych przodków Mieszka), którzy byli w stanie wykorzystać wszelkie sprzyjające czynniki, aby zbudować silne państwo. A na dodatek umieli wziąć w karby z natury anarchicznych Słowian i zapoczątkować proces, który po wiekach doprowadził do powstania posiadającego własną świadomość narodu.

 .

Rozmawiali Ratomir Wilkowski i Jakub Napoleon Gajdziński.

 

Komentarze