3. Na miejsce przybywamy w czwartek rano. Wita nas niezdecydowana pogoda: trochę słońca, trochę deszczu. Na trawniku przed internatem, w którym nas zakwaterowano, pan Grzegorz z Bartkiem ustawiają tzw. berła – metalowe pręty zakończone drewnianymi półkulami, których płaskie części oklejono włochatym plastikiem. Teraz ptaki też są zakwaterowane.

Kiedy wracamy ze spaceru po mieście, ptaków i bereł przybyło. Wokół internatu ruch, powoli zjeżdżają się uczestnicy łowów, wszyscy witają się ze wszystkimi, bo wszyscy wszystkich znają.

Rozpoczynają się dyskusje o łowach i ptakach – pilnie nadstawiając ucha zapoznaję się z podstawami sokolniczej terminologii. Pies Bodek ugania z paroma innymi wyżłami, uszczęśliwiony, że ma wreszcie towarzystwo.

4. W piątek o siódmej rano na korytarzach internatu rozlega się głos myśliwskich rogów. ˜Śniadanie, pan Grzegorz uzbraja „elektronikę” czyli aparat namiarowy, pozwalający zlokalizować posiadającego mikronadajnik ptaka nawet z odległości parunastu kilometrów. Wychodzimy. 

Znów grają rogi i w Parku Zdrojowym następuje oficjalne otwarcie Łowów. Po nim – msza sokolnicza, różniąca się od zwykłej tym, że uczestniczą w niej także ptaki i psy, zaś oprawę muzyczną stanowią wspomniane już rogi. Kto nie widział i nie słyszał, niech żałuje.

5. Technika łowów z sokołem jest, ogólnie rzecz biorąc, następująca: pies tropi i wystawia (wskazuje miejsce, w którym ona jest) zwierzynę (kuropatwę, bażanta). Sokolnik wypuszcza ptaka w powietrze i stara się wypłoszyć to, co wystawił pies. Potem wszystko zależy już tylko od ptaka, od jego kondycji, szybkości, zwinności, odwagi, ułożenia. No i od dobrych chęci, tj. od tego, czy w danej chwili w ogóle chce mu się latać i gonić, czy też nie – i zamiast za zdobyczą, poleci na drzewo czy słup.

Sokoły są ptakami tzw. górnego lotu. W locie poziomym ich prędkość jest stosunkowo niewielka, polują więc z lotu nurkowego, w którym mogą rozpędzić się nawet ponad 300 kilometrów na godzinę!  

6. Obwód łowiecki, do którego nas skierowano, nie wygląda zbyt zachęcająco. W sumie kawał szczerego pola z małym jeziorkiem i paroma kępami krzaków. Tam może coś być!

Ale psy nic nie czują. Pan Grzegorz zaczyna się denerwować, że szczere pole, że co to za łowisko, że nawet śladów żadnych nie ma… Deszcz, który dotychczas był kapuśniaczkiem, zaczyna zacinać coraz mocniej.

Wreszcie w pobliżu jeziorka psy płoszą bażanta. Nagle ogarnia nas łowiecka gorączka, zapominamy o zniechęceniu, deszczu, błocie. 

Niestety: nic z tego. Ptak, wypuszczony przez będącego z nami drugiego sokolnika leci hen na słup, zaś bażant gdzieś znika.

Nasz przewodnik proponuje wreszcie przeniesienie się do innego rejonu. Wracamy do samochodów.

.

raróg

Sokoły są ptakami tzw. górnego lotu. W locie poziomym ich prędkość jest stosunkowo niewielka, polują więc z lotu nurkowego, w którym mogą rozpędzić się nawet ponad 300 kilometrów na godzinę! Źródło: wikipedia.org

 

 

Komentarze