Zanim zajmiemy się prezentacją wczesnośredniowiecznych urządzeń, za pomocą których surowce spożywcze poddawane były w trakcie przygotowywania pożywienia „obróbce termicznej” – czyli działaniu wysokiej temperatury, niezbędnej przy większości zabiegów kulinarnych – zatrzymajmy się na chwilę przy czynniku, który temperaturę tę wywołał, czyli przy ogniu.

Długo – wszak historia tego procesu może być liczona w milionach lat – można by opowiadać o tym, jak człowiek ujarzmił ów żywioł i nauczył się wykorzystywać jego właściwości przy przygotowywaniu jadła oraz zabiegach konserwujących łatwo psujące się produkty spożywcze.

Najprawdopodobniej nasi słowiańscy przodkowie nie znali tej historii, ale bez wątpienia umieli posługiwać się ogniem i doskonale wiedzieli, do czego może być im przydatny. Choć wcale nie oznacza to, że podchodzili do tego potężnego przecież żywiołu w sposób wyłącznie racjonalny.

Nawet my, członkowie społeczeństwa XXI wieku, używając w swych ultranowoczesnych kuchniach urządzeń indukcyjnych generujących „ciepło zimne w dotyku”, w momencie, gdy usiądziemy przy zapalonym ogniusku, zaczynamy odczuwać – głęboko w nas ukrytą i zapewne uśpioną – magię płomienia, pozwalającą z jednej strony uświadomić sobie jego niszczycielską moc, z drugiej zaś docenić jego siłę sprawczą, która właśnie w procesie przygotowywania pożywienia objawia się najczęściej i najwymowniej.

Nic dziwnego, że ogień w życiu naszych słowiańskich przodków – i to zarówno tych sprzed ponad tysiąca lat, jak i tych z początku wieku XX – stanowił element otaczany czcią, a nawet kultem. Opisując ten aspekt życia słowiańskich narodów, K. Moszyński określa stosunek ludu do ognia jako: „silne i szczere przywiązanie, połączone z głęboką, poważną czcią, ugruntowaną w bojaźni”. Łatwo sobie wyobrazić, że każdorazowe rozpalanie ognia w domostwach wczesnośredniowiecznych Słowian było momentem podniosłym, któremu towarzyszyły jakieś zaklęcia lub modlitwy – dziś, niestety, prawie niemożliwe do odtworzenia! – skoro etnografowie odnotowali, że na ziemi żywieckiej modlono się do rozpalanego ognia: „Ogniu święty, skarbicku Boży, nie dajże nas też nigdy zubożyć”.

Ognia nie wolno było znieważać – pluć w ognisko, zalewać ognia pomyjami czy oddawać doń moczu. Należało też obchodzić się z nim ostrożnie, żeby – jak podaje J. Kostrzewski – „mu głowy nie skaleczyć pogrzebaczem”. Ta cześć i szacunek do ognia, towarzyszące Słowianom w życiu codziennym, miały również swoje odbicie w wierzeniach i kulcie, co potwierdza m.in. relacja arabskiego pisarza ibn Rosteha, jednak wdawanie się w chwili obecnej w prezentację tego zagadnienia i skomplikowane relacje między ogniem „boskim” a domowym ogniskiem, szczegółowo omawiane m.in. przez Aleksandra Brucknera, zbytnio oddaliłyby nas od tematu. Wróćmy do aspektów użytkowych ognia, zastanówmy się, jak go pozyskiwano, czyli w jaki sposób go rozpalano.

DSC07918

Komentarze