Kanibalistyczne uczty i rytuały

Witold Hensel o ofiarach z ludzi pisze tak: „W szczególnych okolicznościach odbywały się uczty kanibalistyczne lub ofiary z młodzieniaszków. Odkryta w nasypie wału obronnego w Kruszwicy czaszka jest może pozostałością takiej ofiary, złożonej przy budowie tamtejszych wałów obronnych. Natomiast z praktykami religijnymi łączyły się odkryte w tejże Kruszwicy na tzw. Przygórku w jednej z jam o głębokości 50 cm, okrągłej w rzucie poziomym, dwa niekompletne szkielety ludzkie pokryte warstwą muszli małży”. To znalezisko opisał również Dzieduszycki w swoim dziele z roku 1975 roku.

Human_skull_-_black_and_white

Ani kanibalizm, ani ofiary z ludzi, nie powinny nikogo dziwić. Była to powszechna w owym czasie praktyka na terenie całej Europy .

Te praktyki, przynajmniej w pewnym stopniu, łączy się również z kultem płodności, który jak widać, był bardzo istotny dla kultury łużyckiej. Ani kanibalizm, ani ofiary z ludzi, nie powinny nikogo dziwić. Była to powszechna w owym czasie praktyka na terenie całej Europy – stosowali ją przodkowie Celtów, plemiona nordyckie i germańskie. U współczesnych „łużyczanom” ludów, była to najzwyklejsza rzecz. Również późniejsze plemiona, na podobnym stopniu rozwoju, przechodziły przez tę fazę. 

Co ciekawe, w różnych formach, trwał on także u kultur o wiele bardziej rozwiniętych, niż opisywani tutaj „łużyczanie”. Takimi kulturami byli choćby Grecy czy Rzymianie. Niemal do II wieku n.e. Zeusowi składano regularnie ofiary z ludzi, a w Atenach jeszcze do V wieku p.n.e. składano w maju ofiarę z mężczyzny i kobiety, która zresztą (podobnie jak w kulturze łużyckiej) związana była z płodnością i miała zapewnić wysokie oraz dorodne plony. Warto przypomnieć, że w tym samym czasie, V wieku p.n.e., kultura łużycka już odchodziła z kart historii, by zrobić miejsce dla „nowocześniejszych” plemion słowiańskich, które nie praktykowały podobnych ofiar i kanibalizmu.

Zresztą wśród samych „łużyczan” te praktyki dość szybko odeszły w zapomnienie i zastąpiły je obiaty ze zwierząt. Pozostaje również pytanie, na ile zwyczaj ten wywodził się z kultury słowiańskiej, a na ile został importowany? Hensel pisze o tym tak: „Obcy im [„łużyczanom”] na ogół jednak zwyczaj masowych uśmierceń, tak dobrze znanych z praktyk niektórych ludów koczowniczych, a zwłaszcza Scytów. Możliwe, iż obyczaj zabijania większej liczby osobników przy pewnych okazjach, m.in. podczas uroczystości pogrzebowych znaczniejszych naczelników plemiennych, przejęto od ludów koczowniczych. Nie zapominajmy równocześnie, że podobne praktyki znane były współcześnie u wielu ludów m.in. u południowych sąsiadów plemion „łużyckich” w Słowacji”.

Ludzkie kości, które nosiły ślady „zjadania” odkryto m.in. w Biskupinie, Kruszwicy, Słupcy, Smuszewie czy Jeziorku. Pochodzą one ze styp, słowiańskich pogrzebów, odprawianych w związku ze śmiercią wodzów plemion. Ich, stosunkowo, nieduża liczba może mieć kilka powodów. Po pierwsze: zabijano stosunkowo niewielu ludzi, niezależnie czy niemowląt, czy starców, bardziej symbolizując odejście przywódcy, niż rzeczywiście oddając mu hołd poprzez masowe i rytualne mordy. Po drugie: same stypy odbywały się zaledwie kilka razy w historii funkcjonowania całych osad. 

Nie wolno zapomnieć również o tym, że w trakcie niepokojów (wojen, plag, epidemii) kanibalizm był częściej praktykowany. 

Pozostaje również pytanie czy w ten sam sposób należy tłumaczyć pożeranie dzieci, młodzieńców, dorosłych oraz osób starszych? W kulturach pierwotnych bardzo często pojawia się praktyka pożerania jednostek o wyjątkowych zdolnościach, aby „wchłonąć” lub „przejąć” ich moce. To nie tłumaczy jednak zjadania dzieci i młodzieńców. Pragmatyzm ludów pierwotnych, choć w tym przypadku zdecydowanie „obniżony” raczej nakazywał wpierw przeżyć życie jednostce wybitnej, a dopiero potem zostać ewentualnie pożartej. W odwrotnej sytuacji jednostka albo nie miałaby czasu pokazać swoich unikalnych zdolności, albo społeczność nie miała szansy właściwie z nich korzystać. 

James_Ward_-_A_Human_Skeleton_-_Google_Art_Project_(7AGTtabLSC-gdw)

Trudno również powiedzieć kogo pożerano. Czy byli to członkowie plemiona? A może ktoś z innego plemiona lub nawet etnicznie obcy dla „łużyczan”? W Biskupinie odnaleziono czaszkę osobnika typu północno-zachodniego, a zatem związanego z plemionami nordyckimi. Podobne cechy wykazywali również „łużyczanie”, jednak jeśli przyjrzymy się stopniu ich zaawansowania, dojdziemy do wniosku, że mamy do czynienia raczej z „obcokrajowcem”. Powstaje pytanie: czy był to autochton, który po prostu umarł w grodzie, czy może obcokrajowiec, którego pożarto? 

„Wyjaśnienie tej kwestii miałoby doniosłe znaczenie – pisze W. Hensel. – Dawałoby łącznie z innymi danymi klucz do rozwiązania zagadki: przy jakich okazjach „łużyczanie” uprawiali kanibalizm?”

Niestety póki co tego nie wiemy, zatem pozostaje nam opierać się na powyższych informacjach. Biorąc pod uwagę porównania z innymi ludami ówczesnej Europy, zwłaszcza tymi o tym samym lub bardzo podobnym poziomie rozwoju, można przyjąć, że kanibalizm oraz ofiary z ludzi, były czymś wyjątkowym. Stosowano je tylko w pewnych okolicznościach, jak śmierć wodza (w bardzo ograniczonym zakresie), ofiara dla bóstw (w świętych gajach często odnajdywano szkielety niemowląt, trudno jednak określić czy zostały one zabite i złożone w ofierze, czy składano je po ich śmierci, źródła nie wspominają charakterystycznych dla „łużyczan” sposobów okaleczania ofiary) oraz w okresach wojen i plag.

Czy podczas tych ostatnich składano w ofierze ludzi lub ich zjadano, aby wyprosić pokój u bogów? Trudno mi powiedzieć. A czy Wy macie jakieś informacje na ten temat?

.

Jakub Napoleon Gajdziński

Źródło: Polska Starożytna, Witold Hensel

Komentarze