Osada jest tym bardziej tajemnicza, że otaczają ją wystające z podłoża wyspy czarne kłody, do złudzenia przypominające resztki zatopionych domów. Wyjątkowo liczne i dobrze zachowane ślady w torfiastej ziemi wskazują, że przed 2700 laty był tu wspaniały gród prasłowian, który po wielu dziesiątkach lat istnienia z niewiadomych przyczyn szybko opustoszał. Archeologowie i historycy różnie tłumaczą powód jego upadku. A może było to tak, jak mówi legenda?

Bardzo dawno temu grupa koczowniczych prasłowian, podążając na północ za umykającą dziką zwierzyną, dotarła nad dzisiejsze Jezioro Biskupińskie. Prastara puszcza, rosnąca tu na dobrych glebach, zasobna była w różnorodną zwierzynę łowną. Również jeziora mogły dostarczyć dodatkowych środków utrzymania. Postanowiono więc zatrzymać się tu na dłuższy czas. Kiedy po kilku latach okazało się, że tereny dzisiejszych Pałuk ciągle jeszcze obfitowały w zwierzynę, a i okolica bogata była w użyteczne rośliny, zdecydowano osiedlić się tu na stałe i pobudować trwały gród. Na miejsce przyszłej osady wybrano wyspę o powierzchni dwóch hektarów usytuowaną na Jeziorze Biskupińskim, około 120 m od jego południowych brzegów. To naturalnie obronne miejsce po otoczeniu wałami mogło zabezpieczać, jak sądzono, zarówno przed dzikimi zwierzętami, jak i atakami innych grup myśliwskich. Z zapałem przystąpiono więc do budowy grodu. Z upływem lat wydłużały się rzędy domów przy licznych równoległych ulicach wytyczonych w osadzie, a całą wyspę otoczył wał ziemno-drewniany, wzdłuż którego od wewnątrz przebiegała najdłuższa ulica – Okrężna. Szczytem kunsztu budowlanego była wspaniała brama prowadząca z osiedla na most, który łączył wyspę ze stałym lądem. Mijały lata. Biskupinski gród rozwijał się i umacniał. Dzięki handlowym szlakom, które przebiegały przez te tereny, osada stała się znana nie tylko na Pałukach, ale daleko poza ich granicami. Do biskupińskiego grodu przyjeżdżali kupcy z różnych stron Europy.

Biskupin

Bardzo dawno temu grupa koczowniczych prasłowian, podążając na północ za umykającą dziką zwierzyną, dotarła nad dzisiejsze Jezioro Biskupińskie.

.

Osadą mądrze rządziła rada starszych, a sprawiedliwość i rzetelna praca dla całej wspólnoty były tutaj najwyżej cenione. Nie zapominano też o wdzięczności bogom/ a w szczególności bogu Słońce, którego darzono najwyższą czcią i jemu składano należne ofiary ze zwierząt. Największym jego świętem był dzień przesilenia letniego (22 czerwca). W tym czasie noc jest najkrótsza a dzień najdłuższy. W podziękowaniu za światło i ciepło lata, obwożono uroczyście znak słońca na specjalnym wozie naokoło osady, aby potem zawieść go do ofiarnego ołtarza znajdującego się na niewielkim wzniesieniu na przeciwległym brzegu jeziora. Tam, przy świętym ogniu, trawiącym złożone ofiary obrzędowe, tańce i modlitewne zawodzenia trwały całą noc. Religijnym obrzędom zawsze przewodził szaman–czarownik. Jak wierzono, miał on bliskie kontakty z duchami. Może właśnie dlatego mieszkańcy grodu bali się go i darzyli nawet większym szacunkiem niż seniora rady starszych. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby szaman nie był człowiekiem złym, dążącym do zagarnięcia władzy w osadzie. Zabobonni mieszkańcy grodu ulegali mu, gdy zwiększał ilość świąt i domagał się bardziej krwawych obrzędów ofiarnych. Dawne nastrojowe uroczystości świąteczne i sielskie zabawy, z okazji zmian pór roku, stopniowo przeradzały się w złowieszcze orgie. W osadzie wyczuwało się powszechny strach przed zemstą bogów za bezczeszczenie tych świąt.

I stało się. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiła się w grodzie śmiertelna choroba. Nie oszczędzała ani ludzi, ani zwierząt. Nie trwało długo, a już prawie w każdym domu słychać było całonocne lamenty płaczek, rozpaczających nad ciałem zmarłej osoby. Nie pomagały zaklęcia i magiczne tańce szamana przy ofiarach z coraz to większych zwierząt. Na domiar złego od wiosny tego roku panowała uciążliwa susza. Ginęła roślinność i marniała zwierzyna łowna. Ludzie ze strachem przyglądali się wrzaskliwym obrzędom ofiarnym czarownika. Niestety, nawet ofiara ze świętego zwierzęcia, jakim był koń, nie poprawiła sytuacji. Co odważniejsi zaczęli więc szemrać przeciwko szamanowi i jego obrzędom. Przewrotny czarownik nie myślał jednak zrezygnować. Przeciwnie, zażądał ofiary z ludzi. Na wieść o rym w osadzie zapanowało przerażenie. Dotychczas nikomu nawet przez myśl nie przeszło, aby ludzi składać na ofiarnym ołtarzu. Zabicie człowieka traktowano tu jako największe przestępstwo. Nie wierzono, aby bogowie żądali aż takiej ofiary. Zły szaman nie odstępował jednak od swego żądania i po długim tańcu – rzekomo z duchami – oznajmił kłamliwie, że bogowie domagają się ofiary z pięknej Nuru, córki seniora rady starszych. Złość i oburzenie zapanowały w grodzie, gdy wieść ta rozniosła się po chatach. Nuru była bowiem wyjątkowo miłą i lubianą dziewczyną. Protestowano głośno przeciw tym niecnym poczynaniom czarownika. Kiedy jednak przez następne dni zaraza nie ustawała i ludzie nadal licznie umierali, protesty stawały się jakby łagodniejsze, a niektórzy niepewnie zaczynali wierzyć, że ofiara z niewinnej dziewczyny może uratować gród przed wymarciem. Tymczasem w domu Zana, ojca Nuru, panował głęboki smutek.

Cała rodzina strasznie rozpaczała. Nie mogli zrozumieć, dlaczego właśnie ich dotknął taki okrutny los. Byli pewni, że jest to zemsta szamana, który wykorzystując tragiczną sytuację w osadzie, chce ukarać i upokorzyć seniora rady starszych za to, że nie zawsze wyrażał zgodę na krwawe praktyki czarownika żądnego nieuzasadnionych ofiar. Robili wszystko, aby ocalić Nuru od śmierci. Mieli ciągle nadzieję, że mieszkańcy grodu, mimo bolesnych doświadczeń, opamiętają się i nie dopuszczą do tak makabrycznego obrzędu. Byłoby to pogwałcenie uświęconych obyczajów, zabraniających przelewu ludzkiej krwi. Niestety, z dnia na dzień sytuacja zmieniała się na gorszą. Przewrotny szaman strasząc jeszcze większą karą bogów – jeżeli nie będzie ofiary z dziewczyny – zdobywał coraz więcej posłuchu. Im mniej było nadziei, tym rzewniej Nuru błagała ojca i innych rajców o wstawiennictwo i ocalenie od śmierci. – Czymże zasłużyłam na taki los – szlochała dziewczyna – czy naprawdę wierzycie, że to ja sprowadziłam nieszczęście na naszą osadę? Nie pozwólcie mnie skrzywdzić!

Komentarze