W okolicy Annowa rozciąga się wspaniały las. Osobliwością w nim jest ogromny głaz. Przed wielu, wielu laty stał w tym miejscu zameczek, w którym mieszkał samotny czarownik. Najgorszą jego cechą było to, że nie lubił dzieci. Całymi dniami wysiadywał w oknie zabłąkanych w otaczającym lesie dzieci.

W innym miejscu także niezbyt oddalonym od Annowa mieszkała uboga rodzina kowala: ojciec, matka i trzej synowie. Najstarszego wołano Kazik, drugiego Przemek, a najmłodszego Miłek. Pewnego dnia Kazik poprosił matkę, aby pozwoliła mu pójść do lasu na jagody. -Dobrze – rzekła- możesz pójść, ale strzeż się złego samotnego czarownika, unikaj jego zgubnej mocy – uważaj, abyś nie zabłądził w okolicę jego zamku. Usłyszawszy to Miłek, najmłodszy z braci, przestraszony, jął prosić najstarszego brata:

– Kaziu nie idź do lasu, lepiej zostań z nami. Starszy brat uspokajał go, obiecując powrócić bezpiecznie z lasu z pełnym koszykiem smacznych jagód. Miłka to jednak nie uspokoiło, pochwycił nawet Kazika za połę kurtki ponawiając swoje prośby. Wówczas Kazik szarpnął, wyrywając siłą, rozerwał kurtkę, której część została w ręku Miłka, i popędził do lasu. 

Pałuki

Zameczek znajdował się na małej polance, zaledwie kilkadziesiąt kroków od niego, a z otwartego okna kiwał na niego mały człowieczek.

W poszukiwaniu jagód Kazik zapuszczał się lekkomyślnie w las coraz dalej – niepomny przestróg matki i próśb najmłodszego brata. Oddalił się już mocno od swego rodzinnego domu i znużony poszukiwaniem jagód postanowił odpocząć nieco pod rozłożystym dębem gdy zauważył piękny nieduży zameczek. Zameczek znajdował się na małej polance, zaledwie kilkadziesiąt kroków od niego, a z otwartego okna kiwał na niego mały człowieczek, aby się zbliżył. W pierwszej chwili zawahał się, przypominając sobie ostrzeżenie matki. Jednak zaraz pomyślał: to nie może być ów zły czarownik, bo z całą pewnością by się tak miło do niego nie uśmiechał – i raźnie, zaciekawiony, ruszył w kierunku zameczku. Wówczas uśmiechający się cały czas człowieczek przemówił – Z pewnością jesteś bardzo zmęczony i głodny. Wstąp do mnie na chwilę. Najesz się, napijesz i nieco wypoczniesz. Kazik po takim uprzejmym zaproszeniu zupełnie zapomniał o przestrogach matki. Wszedł beztrosko do zameczku, w którym czekał już na niego stół z wybornymi potrawami. Ucieszony i zgłodniały zaraz usiadł do jedzenia. 

Gospodarz przyglądał mu się w milczeniu i czekał aż chłopiec naje się do sytości. Dopiero wtedy odezwał się do niego:

– Chłopcze czy mógłbyś mi pomóc? Stary już jestem i słabe mam nogi, trudno mi wchodzić po schodach. Jesteś młody i tobie chodzenie po nich nie sprawi trudu. Wejdź na najwyższe piętro do małego pokoiku, w którym na okrągłym stole stoi złota szkatułka – przynieś mi ją. Tylko pamiętaj, szkatułki tek otwierać tobie nie wolno!

Kazik choć nieco ociężały po obfitym jedzeniu, ochoczo pobiegł na najwyższe piętro gdzie w małym pokoiku na okrągłym stole rzeczywiście stała mała, piękna złota szkatułka. Na lśniącym jej wieczku wyryty był napis: ” Kto podniesie moje wieko ujrzy dziwy niesłychane, pozna moce osobliwe, tajemne zwierciadlane”.

Legenda

Kto podniesie moje wieko ujrzy dziwy niesłychane, pozna moce osobliwe, tajemne zwierciadlane

Kazik przeczytał napis raz, drugi i zawahał się – ponieważ z natury, jak to chłopiec, był bardzo ciekawy tych niesłychanych i tajemniczych dziwów, pokusa przemogła i otworzył wieczko szkatułki. Zdziwił się jednak wielce, gdy zamiast zapowiedzianych dziwów, ujrzał jedynie zwykłe szklane zwierciadełka. Zawiedziony pośpiesznie zamknął wieczko szkatułki, ale wtedy spostrzegł, że błyszczące jeszcze przed chwilą wieczko zmatowiało. Przerażony jął przecierać je rękawem kurtki. Bezskutecznie jednak, wieczko nie odzyskiwało swojego blasku. Ze strachem zniósł szkatułkę gospodarzowi. Ten zobaczywszy ją zaśmiał się złowieszczo.

– Złapałem cię! Szkatułka zmatowiała więc zwyciężyła cię ciekawość i zajrzałeś do środka.

I przeniknąwszy go na wylot spojrzeniem syknął:

– Za karę zamienię cię w martwy głaz!

Ledwie wypowiedział ostatnie słowo – a już chłopca nie było. Na jego miejscu stała martwa, kamienna figura. Zły czarownik, bo nim to właśnie był ów tak mile uśmiechający się człowieczek, zabrał kamienny posąg chłopca i zaniósł go do przylegającej sali. W niej stały już dziesiątki podobnych figur dzieci, zamienionych przez czarownika w kamień.

Komentarze