Sezon na jelenia
Orszak weselny zmierza docelowo na wyspę Wideń, jednak Zabawa pragnie odwiedzić także swą siostrę Rzepychę w Kruszwicy. Na trakcie w nadgoplańskim borze dochodzi wszelako do rozdźwięku między małżonkami. Morska boginka nie może zapomnieć Kupale doznanego dawniej upokorzenia, droczy się więc z nim okrutnie, zwodząc go, kokietując, ale nie dopuszczając do siebie. Rozżalony królewicz odjeżdża nagle i przepada w kniei. Zabawa, żałując poniewczasie dziecinnych żartów, bezskutecznie szuka go wraz z dworzanami. W końcu, zabłąkawszy się w lasach i gubiąc swoją świtę, znękana królewna usypia na łące w stogu siana.
Tymczasem Kupało, przemierzając samotnie las, trafia na myśliwską sforę polującej w pobliżu królowej Welindy, oddanej popleczniczki Popiela. W swej młodzieńczej naiwności przedstawia się jej jako syn Kraka i proponuje szczególny układ demonicznej władczyni.
Wnet rycerz w złotej zbroi wśród namiotu staje
I królowej Welindzie korny pokłon daje,
Potem rzecze: „Jam synem jest twojego wroga,
Winienem walczyć wiecznie z mocą Czarnoboga.
Od ojca otrzymałem mego z Raju dary,
Którymi mógłbym zwalczyć wszystkie twoje czary,
Przecież postanowiłem zostać twoim sługą.
Czemu postanowiłem, ty nie pytaj długo!
Postanowiłem, ale dobrej pracy żądam:
Raz pierwszy dzisiaj, pani, twą piękność oglądam,
Ale inni słyszeli i jam słyszał wiele,
Że jest u ciebie dusza harda w pięknym ciele
I chcę, by się na świecie głośno nazywało,
Żem jak szaleniec jakiś ukochał twe ciało.
Nie trzeba, by mówiono, żeśmy się kochali
Wzajemnie, moja miłość już kogoś rozżali
Dość. Ty nie pytaj, pani krajów polskich, kogo.
Chcę spróbować, co wzgarda i co zazdrość mogą.
Ja przez dziewki niestałość już dosyć cierpiałem,
Niechże teraz usłyszy, że się twoim stałem
Sługą!” Tak to Kupało mówił, a słuchała
Go Welinda. Słuchając, dziwnie się zaśmiała
Ustami, a nie głosem i tak mu odrzekła:
„Widzę. Jakaś kochanka przed tobą uciekła,
Tobie żal i dlatego chcesz teraz uchodzić
Za mojego kochanka, by w niej zazdrość zrodzić
Zieloną. Bardzo piękne te twoje zamiary.
Będziesz udawał, że mnie kochasz, ale wiary
Dochowasz swojej pani. Bardzo jest to ładnie
I dla mnie to, Kupało, dziś wypadło składnie.
Niechże się ziści twoja wola, ale za to,
Że zniosę udawaną miłość niech zapłatą
Mnie będzie pocałunek! Wszakże jam na twarzy
Gładka? Gdy pocałujesz niewielkie się zdarzy
Tobie nieszczęście? A to już początkiem będzie
Udawania i zazdrość okropna usiądzie
Na piersi twej bogdanki, gdy ją wieść doleci,
Żeś mnie pocałował”. Mówiąc ogień nieci
W oczach swoich Welinda. Niedługo się silił
Z sobą Kupało, na złość Zabawie pochylił
Postać swoją i całus na usta położył
Welindy. Oby nigdy nie był chwili dożył
Zdrady! Bo mocą czarów to się teraz stało,
Że wnet po pocałunku tym jelenia ciało
Przyoblókł rogatego. Padł na cztery nogi,
Zaryczał i z namiotu uciekł pełen trwogi,
A z tyłu za nim dumnie Welinda się śmiała,
Że niegdyś ojca, syna dziś w sidła złapała.
Do dworzan przemówiła: „Popiel mnie pochwali”.
A dworzanie słuchając oburącz klaskali.
Jak widzimy, za żałosną próbę niewierności Kupało został ukarany na wzór helleńskiego Akteona. Nie igra się z miłością, zwłaszcza mając do czynienia z wiedźmą albo boginią. Niestety, zaślepieni żądzą mężczyźni zbyt często o tym zapominają.
Strach pomyśleć, jaki smutny los spotkałby teraz przemienionego królewicza, gdyby nie koń Złotogrzywek. Wierny rumak doprowadza wypłoszonego rogacza w pobliże uśpionej małżonki, a następnie wzywa na pomoc Piasta, który niezwłocznie przybywa. Doświadczony czarodziej niweczy zaklęcie Welindy, przywracając ludzką postać przyrodniemu bratu, zarazem jednak przeprowadza szybki proces separacji niedojrzałych emocjonalnie małżonków. Kupało musi wrócić do matki i ćwiczyć się pod jej opieką w rycerskim rzemiośle. Zabawa natomiast udaje się wraz ze szwagrem do Kruszwicy, by wieść tam u boku siostry żywot wiejskiej dziewczyny. Ma tak być do czasu, aż oboje dorosną do zadań wyznaczonych przez bogów.
.
.
Każda dobra baśń powinna zawierać morał. Z tej historii można wysnuć aż trzy: pierwszy, że małżeństwo to nie zabawa, nie powinno być zatem zawierane pochopnie; drugi, że rozczarowany mąż nie powinien pocieszać się z pierwszą napotkaną femme fatale, bo niezawodnie zostanie przez nią zrobiony w jelenia… i trzeci, że nawet w największych matrymonialnych kłopotach wspomoże nas wierny druh. Oczywiście zasady owe dotyczą głównie zwykłych śmiertelników, w nieco mniejszym stopniu dotykając półboskich witeziów i boginek.
Wojciech Dzieduszycki doskonale znał i rozumiał zasady tworzenia pierwotnych baśniowych opowieści. Bardzo trafnie ujął je Peter B. Ellis w kontekście druidycznych bardów: „Celtowie uczynili swoich bogów i boginie bohaterami i bohaterkami, a bohaterów i bohaterki bogami i boginiami. (…) Ich intelekt musiał dorównywać fizycznym możliwościom, choć równocześnie byli oni bardzo ludzcy w swych zaletach i wadach. Żaden z siedmiu grzechów śmiertelnych nie był im obcy. Oddawali się wszystkim przyjemnościom życia śmiertelników, ich świat pełen był wyidealizowanej szczęśliwości, umiłowania natury, sztuk, gier, ucztowania, polowania i bohaterskich pojedynków” [„Druidzi”, Warszawa 1998].
Podobnie dzieje się w epopei słowiańskiego bajarza: wybrani praprzodkowie stają się nadludzkimi herosami, by w końcu osiągnąć status bogów i bogiń. Stara baśń, przetworzona przez poetę, staje się heroiczną legendą, a legenda mitem. Jeszcze bardziej uwidoczni się to w ostatnich czterech, końcowych pieśniach poematu.
.
Tekst poematu opracował i komentarzem opatrzył
Witold Jabłoński





