Żmijowe Gody

Żmij Popielowy

Na zamku Leszka odbywa się huczne weselisko Źródło: Witold Jabłoński

 

Na zamku Leszka odbywa się huczne weselisko, nawiedzone przez licznych znamienitych gości:

Koło Leszka żwawego żona jego śliczna

Marzanna siadła, rada z miłosnej pieszczoty;

Zresztą izby są pełne weselnej ochoty.

Leśnicy grają, tańczą rusałki ochoczo,

Wkoło bracia Leszkowi korowody toczą

Skoczne, z sobą porwali Zoreńkę rozumną

I strojną w błyskawice złote żonę dumną

Piasta, Rzepychę. Żywa młodym klaszcze w dłonie.

I Wanda tu przybyła, opuściła tonie

Morskie na chwilę, aby się cieszyć godami,

Przybył Czech stary, który włada nad wodami

Morskimi i przybyła tu królowa Rosa,

Żona Czechowa, pani morza pięknowłosa.

Ciągła w zamku hulanka i wieczne wesele,

Tylko Kupało taki smutny jak w kościele

Dziad, co przeszłość wspomina i tylko Zabawy

Nie ma na zamku, w chacie Piasta myje ławy,

By się pięknie świeciły, kiedy gospodarze

Wrócą, bo dotąd jeszcze tej słonecznej parze

Nie sądzono, by znała szczęście; smutek syna

To także dla Kolędy jest troski przyczyna,

Przeto milcząc wśród gędźby koło syna siadła

I tylko pocałunki na czoło mu kładła…

Zjawia się także Piast w ludzkiej postaci. Z zadowoleniem opowiada zebranym, jak udało mu się przechytrzyć i pokonać złą Welindę. Nie szczędzi przy tym makabrycznych szczegółów kaźni, aż wrażliwej Marzannie robi się w głębi duszy nieswojo:

Marzanna z tchem zapartym koło Piasta stała

I całą tę opowieść uchem połykała

Łakomie. Dziwnie jakoś uczucia w jej łonie

Się kłóciły: wiedziała bowiem, że na tronie

Swoim Welinda była jako zmora sroga,

Która naród dusiła swój gorsza od wroga

Postronnego, wiedziała, że matką jej była

Narzuconą i złą, co jej duszę dławiła

Poduszkami złotymi wypchanymi pychą,

Wiedziała, że nienawiść ukrywała licho

Swoją do niej i że ją nareszcie wygnała

Na to, aby się pastwą głodnych wilków stała.

A jednak jakoś dziwnie jej się wydawało,

Że to jej samej ciężkie nieszczęście się stało,

Gdy Welindę zabito. Od dzieciństwa strzegły

Jej oczy Welindy i gdy lata jej biegły

Młode gdzieś na Wawelu, Welinda tam była

Także i na nią wzrokiem rozkazu patrzyła,

Zatem serce przywykło i do udręczenia

Którym Welinda dręczy. Nie mogła westchnienia

Przeto stłumić Marzanna. Dziś szczęśliwa była

Z Leszkiem, a wiedziała, że jeśli by żyła

Jeszcze Welinda, rada zdusiłaby szczęście

I nienawiścią srogą kłóciła zamęście,

A Marzanna Welindy przecież żałowała.

Królewna wychodzi z zamku na łąkę, by się uspokoić i odetchnąć świeżym powietrzem. Wybiega za nią pan młody, zaniepokojony zachowaniem oblubienicy. W tym momencie jasne letnie niebo zakrywa czarna chmura. Przybył złowrogi, nieproszony gość: pan mroźnej Północy, Popiel na grzbiecie siedmiogłowego Żmija, co spija słoneczną moc na pożytek świata ciemności. Czarny mag nie ma jednak odwagi zaatakować twierdzy strzeżonej przez czarodziejskiego Miecza Samosiecza i pozornie odlatuje, kryjąc się wśród koron leśnych drzew. Małżonkowie, pewni swego bezpieczeństwa, rozpoczynają beztroską gonitwę po okolicznych polach. Nie wiedzą, że mroczny władca skrywa w zanadrzu jeszcze jeden atut: wrednego karła Dziwo z nieodłączną czapką niewidką. Kiedy więc królewna zapędza się niebacznie na skraj lasu, znika natychmiast z oczu małżonka, ten zaś pada jak rażony gromem.

Porwanie Marzanny przez Czarnoboga/Popiela kończy czas letnich godów. Zaczyna się pora chłodu głodu i nieubłaganej walki o przetrwanie. Zarazem nadchodzi ostatni etap walki Światła z Ciemnością. Opowiemy o tym następnym razem.

.

Tekst poematu opracował i komentarzem opatrzył

Witold Jabłoński

Komentarze