Śmierć tyrana

Inspirowany przez Piasta Kupało zwołuje rycerstwo, po czym udaje się nad brzeg morza, wciąż zniewolonego mroźną pokrywą. Dmie w złoty róg, a wtedy, jakby powiedział inny poeta, „pryskają nieczułe lody i przesądy światło ćmiące”. Z dna mórz powstają Czech i Wanda wraz ze swoimi wojskami, gotowi do walki z mocami ciemności. Tymczasem Leszek zbiera swoich Leśników i obstawia las na północy, by odciąć Popielowi drogę ucieczki. W borze natrafiają na olbrzymiego Tura na czele zwierzęcego dzikiego gonu. Wielkolud ostrzega bohaterów przed niepokonaną watahą myszy, wzbudzając zrozumiały popłoch.

11106279_790437741042717_2026350779_nZimę złamał Kupało, ale myszy roje

Zagryzą w okamgnieniu wszystkie wasze woje,

Chociaż ktoś myszy tysiąc po sto razy zgniecie,

Tłumowi ich ulegnie, przeto wy zginiecie

Już dzisiaj, bo zastępy myszy niezliczone

Tej nocy już nadejdą w waszą tutaj stronę.

Zginiecie, jeśli ja was dzisiaj nie obronie,

Przyszedłem was ratować, myszy precz odgonię,

A potem w lasy wrócę, aby polowanie

Me dalej przeprowadzać, póki życia stanie.

Zgodnie z obietnicą duch boru przekonuje wodza mysich zastępów, że Popiel jest wrogiem zwierząt i wykorzystał gryzonie dla utrwalenia swej władzy. Sprawia, że rozgniewane stworzonka zawracają do Kruszwicy. Za nimi postępują armie ludzi, leśnych demonów i morskich stworów. Wszystkie siły znieważonej natury występują przeciwko srożącej się nad nimi mrocznej tyranii.

Popiel i Jaga śpią spokojnie w nadgoplańskiej twierdzy, ufni w swoją potęgę. Wysługująca się dla nich sroka  informuje ich jednak o nadciągających siłach buntowników. Gdy tyran dowiaduje się o zdradzie myszy, wpada naturalnie we wściekłość, ale ogarnia go przy tym złowroga determinacja, wzywa więc do walki oddziały żywych trupów, rogatych biesów i jadowitych gadzin.

Jasnych witeziów czeka teraz ciężki bój z mocami ciemności. Choć dokonują cudów odwagi, zwycięstwo zdaje się przechylać na stronę Popiela, zwłaszcza, gdy do akcji włącza się siedmiogłowy Żmij.

Ledwo jeszcze Kupało z Czechem opór stawią,

Na koniach się bronią wśród poczwar brzydkich toni.

Już wiatr wyrwał Czechowi oręż z mocnej dłoni,

Na głowę Czarnolotka zleciał kruk złowrogi

Trzepiąc skrzydłami. Wszędzie słychać jęki trwogi

I śmierci, a Żmij leci prosto na Kupałę,

Wnet zginie hetman i z nim wojsko całe!

Wśród wichru, co zastępy jakby plewy zmiata,

Popiel z żoną swą, Jagą Babą, groźnie lata

I Popiel raz jeszcze z świata całego się śmieje,

Świat powalony przed nim raz jeszcze truchleje.

Raptem zbladł Popiel, zbladła Baba Jaga, Żmija

Lot ustał. Wyprężona każda jego szyja

W jedną stronę zwrócona, w jedno patrzą oczy,

A wojsko Popielowe całe wstecz się toczy.

Zgodnie z pradawną przepowiednią, przeciwko mocy Żmija staje teraz wojownicza Wanda, by pokonać go czystą dziewiczą siłą:

Zastęp Popiela Wandy widokiem rażony,

Patrzył niemocny w oczy pięknej Samożony.

Żmij zasyczał, a oczyma, zda się, piękność pije

Wandy, jakby jad jakiś mocny. Żmij się wije

W powietrzu, skrzydłem trzepie, raptem się obróci

I jakby w szał wprawiony na siebie się rzuci

Samego, siebie kąsa, potem ukąszony

Ryknął i padł do Gopła. Ture Samożony

Pieśń wielką zaśpiewały chwaląc moce pani,

Co samym wzrokiem swoim tak śmiertelnie rani,

A wojsko Popielowe strachem przemożone

Wraz z królem swym uciekło gdzieś w północną stronę…

Mając odcięty odwrót, Popiel i Jaga usiłują zbiec drogą napowietrzną, lecz spada na nich z niebios Piast/Perun i razi z góry gromami. Ostatnią ostoją zbrodniczej pary staje się więc niezdobyta Rzymska Wieża na wyspie pośrodku Gopła.

Do Rzymskiej Wieży wpadli płomienistą plagą

Piorunów wysmagani. Rzymska Wieża stała

Na wyspie wśród jeziora jak samotna skała,

Mchem i trawą obrosła. Wojsko Popielowe

Całe już wyginęło, a pioruny głowę

Jemu i żonie jego, Jadze, poorały.

Ostatnim dlań schronieniem był mur wieży biały

I tutaj wpadła jęcząc ta wszechmocna para,

Co Polsce zaciążyła jak najgorsza kara

I jak klątwa straszliwa. Myszy, które stały

Ponad brzegami Gopła, raptem zastęp cały

Swój i drobny, i mnogi do wody cisnęły,

I zwarłszy swe szeregi tłumem popłynęły,

I jedna czarna ława przykrywała falę.

Wojska patrzyły na to, a myszy wytrwale

Bez ustanku płynęły. Wreszcie lądowały

Na wyspie, gdzie się wznosił mur wieżycy biały,

Chwilę mur od nich czerniał, potem myszy wpadły

Do wieży. Jęk słyszano. Tłumy ludzkie zgadły,

Co się wśród wieży stało, a nazajutrz rano

Czarnego wojska myszy więcej nie widziano

I król Popiel przepadł, i wraz z nim jego żona,

Jaga Baba jak wędka we dwoje skulona;

Że ich myszy pojadły, wiedziały narody.

.

Komentarze