Autor? Autor?!…

Pracowicie odtworzony, lecz zachowany tylko częściowo tekst musiał czekać wiele lat na publikację. Po wojnie Mirolubow wyemigrował do USA i przekazał swoje materiały Muzeum Rosyjskiemu w San Francisco. Tam odnalazł je w 1953 roku były generał armii carskiej Aleksandr Kurenkow, monarchista i miłośnik starożytności, uważający się za „asyrologa”, piszący pod pseudonimem „A. Kur” w wydawanym przez siebie czasopiśmie „Żar Ptak”. Wspólnie z Mirolubowem opublikowali na tychże łamach fragmenty Księgi z zachowanych kopii.

Ostatecznej redakcji przetłumaczonego tekstu dokonał Siergiej Paramonow, biolog na uniwesytecie w Canberra (Australia), publikujący pod pseudonimem Siergiej Lesnoj amatorskie prace z zakresu historii Rusi. On to właśnie nazwał Leonid_Pasternak_001dotychczas bezimienny zbiór Księgą Welesa od imienia słowiańskiego boga występującego na jednej z początkowych tabliczek (Deseczka 3a).

Lesnoj przesłał w 1963 roku jedyną zachowaną fotografię Komitetowi Słowianoznawstwa Akademii Nauk ZSRR. Zanalizowała ją paleograf i filolog Żukowskaja, dokonując druzgoczącej krytyki. Księga Welesa była także tematem V Międzynarodowego Zjadu Slawistów w Sofii w 1963 roku. Paramonow/Lesnoj nie skorzystał z zaproszenia i nie przyjechał na konferencję.

Od tego momentu nieufne stanowisko oficjalnej, nie tylko rosyjskiej nauki wobec sensacyjnego znaleziska można by scharakteryzować słowami Przemysława Urbańczyka: „każdorazowo powtarzają się podobne okoliczności: wszystkich „odkryć” dokonali amatorzy; nikt poza nimi nie widział oryginałów, które zaginęły w zagadkowych okolicznościach; głosy zdrowego rozsądku zagłuszano propagandą patriotyczno-nacjonalistyczną” (P. Urbańczyk, Vlesova Kniga – oszustwo niedoskonałe, 2003). Zdawałoby się, ostateczny, miażdżący osąd wydał w 1990 roku rosyjski tekstolog Oleg Tworogow, stwierdzając kategorycznie, że Księga Welesa „to na pewno nie bezcenne źródło historyczne, lecz niedawno sporządzona mistyfikacja”, zauważając przy tym, że mamy do czynienia ze „sztucznym i skrajnie nieumiejętnie sporządzonym językiem, którego twórca najwyraźniej kierował się tylko jedną zasadą – im więcej będzie w tekście niedorzeczności, tym archaiczniej będzie wyglądał”.

Mimo tak zdecydowanie negatywnej oceny większości naukowców, popularność Księgi Welesa w Rosji i na Ukrainie bynajmniej nie zmalała, przeciwnie, dla licznych tamtejszych rodzimowierców stała się świętą księgą Słowian, a zaczerpnięte z niej teksty znalazły się nawet w ukraińskich podręcznikach szkolnych! Ukraiński publicysta Serhij Hrab w paryskim „Courier International” stwierdza równie kategorycznie: „Księga Welesa jest wyjątkowym zabytkiem starożytnego piśmiennictwa Słowian i jedyną świętą księgą Europy, która przetrwała sprzed chrześcijaństwa” (2001).

Uczeni kwestionujący autentyczność Księgi nie są bowiem w stanie odpowiedzieć na proste pytania: Komu zależałoby na sporządzeniu takiego falsyfikatu? Kto byłby do tego zdolny? Któż zadałby sobie tyle trudu, by wydrapywać rylcem na 38 (co najmniej, ich liczba też nie jest pewna) deszczułkach skomplikowane teksty w sztucznie stworzonym języku wymyślonym przez siebie alfabetem? I w jakim celu miałby ktoś sfabrykować twór wymagający mrówczej, iście benedyktyńskiej pracy, a przy tym sporej znajomości historii dawnej Rusi? Dla zysku? Ani pułkownik Izenbek, ani Mirolubow nie zyskali zbyt wiele na owym odkryciu, a jego rekonstruktor Lesnoj osiągnął wprawdzie pewną popularność, połączoną wszakże z wątpliwą sławą, jaka zwykle dotyka hochsztaplerów. A zatem pora poruszyć kwestię zasadniczą dla każdego dobrego śledztwa: Qui prodest? Czyja korzyść? Pytanie pozostanie w próżni, dopóki nie odnajdziemy twórcy tajemniczego dzieła.

Raczej nie mógł nim być Mirolubow, gdyż zarówno jego wiedza, jak i literackie talenty wydają się tu niedostateczne. Chyba istotnie tylko pracowicie przepisywał i tłumaczył filologicznie tekst, o którego autentyczności był przekonany. Jeśli jednak zaginione tabliczki rzeczywiście istniały, kto i kiedy mógł je sporządzić? Entuzjaści Księgi co rusz tworzą na ten temat rozmaite, mniej lub bardziej fantastyczne teorie. Oto jedna z nich, przedstawiona w 1994 roku przez A. Azowa: tabliczki miały być wykonane w Nowogrodzie, w czasach kniazia Ruryka; ostatni kapłan pogański Bogomił przekazał je Grekowi Joachimowi, późniejszemu biskupowi nowogrodzkiemu; ponownie wypłynęły w XIX wieku jako część kolekcji znanego zbieracza starożytności Aleksandra Sułakadzewa (1771 – 1830); po jego śmierci przejęła je rodzina Niechludow, z której pochodziła księżna Doniec-Zacharewskaja, zamordowana w 1919 roku przez bolszewików we dworze Wielikij Burłuk, gdzie właśnie odnalazł je pułkownik Izenbek. Jakim cudem tak sensacyjne znalezisko pozostało przez tyle wieków kompletnie nieznane rosyjskim uczonym carskiej Akademii? Na to pytanie nie znajdujemy satysfakcjonującej odpowiedzi. Pewne światło na nasze dociekania rzuca jednak właśnie postać wspomnianego Sułakadzewa. Był on z pochodzenia Gruzinem, miłośnikiem „starożytnych” ksiąg i zabytków, które zarówno zbierał, jak i sam podrabiał, toteż jego kolekcja była mieszanką autentyków i fałszerstw. Jak podaje źródło z epoki w owych zbiorach znajdowała się też „na czterdziestu pięciu bukowych deskach księga Jagipa, smarda z IX wieku”. Mistyfikacja byłaby jak najbardziej w stylu owych czasów. Przypomnijmy, iż Romantyzm lubował się w tego rodzaju niezwykłych, „cudem odnalezionych” apokryfach, by wspomnieć tylko najbardziej znane, jak Pieśni Osjana (1760) stworzone przez szkockiego poetę Jamesa Macphersona czy Rękopis królodworski  (1817) autorstwa czeskich patriotów, Vaclava Hanki i Josefa Lindy.

Wszystko wskazuje więc, iż tabliczki wykonano około 1800 roku na zlecenie Sułakadzewa, który jednak nie odważył się ich ogłosić drukiem, być może z obawy przed prawosławną cenzurą, skoro zawierały szereg „nieprawomyślnych”, pogańskich treści lub też lękając się zdemaskowania przez świat naukowy. Zapewne te właśnie deseczki odnalazł we dworze na Charkowszczyźnie białogwardyjski oficer, na nie też nabrał się Mirolubow, a wraz z nim szereg entuzjastycznie nastawionych słowianofilów. Byłoby to zatem późnym zwycięstwem zza grobu gruzińskiego mistyfikatora.

.

Komentarze