Słowiańskie wersety

Nastawieni likwidatorsko uczeni nie pozostawili na Księdze Welesa suchej nitki. Ponieważ rzekomy oryginał zaginął, niemożliwe są badania drewna, na którym został spisany. Przeciw oryginalności przemawiać mają też błędy w pisowni liter, ich wygląd i niepoprawne użycie niektórych sformułowań. Wytykano również chaotyczny język tekstu, brak stałej gramatyki, niekonsekwentną pisownię wielu nazw i imion własnych, a także wspomniane już nieistniejące słowa. Przeciw autentyczności przemawiać miały też fantastyczna treść, często niezgodna z faktami historycznymi, sprzeczna ze wszystkimi znanymi tekstami źródłowymi na temat Słowian (m.in. skandynawskimi, arabskimi czy Geografem Bawarskim) oraz brak innych słowiańskich zabytków piśmienniczych z omawianego okresu. Nic to – odpowiadali im PZ 400-006-4214entuzjaści – wszak wczesnośredniowieczne, zachodnioeuropejskie i staroruskie kroniki pełne są oczywistych zmyśleń, motywów legendarnych albo baśniowych, jawnych przeinaczeń faktów, a także pomyłek i błędów popełnionych przez niestarannych kopistów. Pozorne ułomności Księgi mogą zatem równie dobrze świadczyć o jej autentyczności.

Tyle historycy i filolodzy. A co miałby do powiedzenia literaturoznawca?

Odpowiedziałby, że nie ma większego znaczenia czy dany utwór powstał 1000, czy 200 lat temu. Tak czy inaczej dzieło stało się już pisarskim zabytkiem, uszlachetnionym patyną dawności. Nie data powstania się bowiem najbardziej liczy, lecz zawartość merytoryczna i walory literackie utworu. Te zaś są całkiem spore. Piękne poetyckie strofy zwrócone do słowiańskich bogów i porywające opisy pradawnych obrzędów sąsiadują z ciekawymi perypetiami wędrówek plemion słowiańskich z Azji Środkowej po Dunaj i barwnymi obrazami bojów z napotkanymi po drodze ludami Alanów, Awarów, Chazarów, Hunów, Waregów i bizantyjskich Greków. Słowiańska epopeja rozgrywa się na ogromnej przestrzeni czasowej, mniej więcej od IX w. p.n.e. do VIII w. n.e. Jednakże wspomniane wcześniej niekonsekwencje językowe i dziwnie niespójny, niechronologiczny sposób opowiadania z pewnością nie ułatwiają lektury, a tym bardziej przekładu.

Rzekome „tabliczki Izenbeka” miały być tej samej wielkości, 38×22 cm, grubości około 5 mm, o nierównych krawędziach z otworami do mocowania rzemienia, który je spinał. Napisy zostały wyryte ostrym przedmiotem (szydłem?) i powleczone jakimś rodzajem lakieru (żywicą?). Litery często łączyły się ze sobą, między wyrazami nie było przerw, a jeśli dany wyraz kończył się tą samą literą, od jakiej zaczynał się następny, znak runiczny ryto tylko raz. Z pewnością takie zabiegi miały w intencji twórcy poświadczać „autentyczność” i „starożytność” tekstu, w praktyce jednak niezmiernie utrudniły jego właściwe odczytanie. Odkrywcy sami też przyznawali, że deseczki były w złym stanie, częściowo zniszczone i zdekompletowane. Skoro zaś oryginały zaginęły, z konieczności musimy się zadowolić kopią podaną przez nie całkiem kompetentnych interpretatorów. Dysponujemy trzema źródłami: zapisy Mirolubowa, publikacje Kurenkowa w „Żar Ptaku” i książka Lesnoja. Na ich podstawie Księga była co najmniej sześciokrotnie wydawana po rosyjsku i ukraińsku. Ze względu na problemy z odtworzeniem pełnego tekstu, poszczególne redakcje różnią się między sobą w identyfikacji niektórych słów, a nieraz całych zdań.

Wobec różnorodności i sprzeczności rosyjskich adaptacji (Lesnoj, Słatin) polskiemu tłumaczowi nie pozostaje nic innego jak stworzyć własną, kompromisową, wypośrodkowaną wersję. Prezentowana tu propozycja nie jest zatem dosłownym, filologicznym tłumaczeniem, nie rości sobie bowiem pretensji naukowych. Jest przekładem literackim. Oznacza to, że starałem się maksymalnie wygładzić tekst, uczynić go strawnym i zrozumiałym dla dzisiejszego czytelnika, nierzadko kierując się bardziej duchem niż literą oryginału. Miejsca niemożliwe do zrekonstruowania zaznaczyłem wielokropkiem, własne ingerencje w tekst, (zazwyczaj dopowiadające lub wyjaśniające nieścisłości), ująłem w nawias kwadratowy. W numeracji deseczek pozwoliłem sobie zastąpić alfabet rosyjski polskim. Mogę jedynie wyrazić nadzieję, że translatorski trud docenią czytelnicy oraz ewentualny wydawca. Księga Welesa bowiem z pewnością zasługuje na polską edycję jako dzieło niezwykłe i wyjątkowe, stanowiące ważny, niezbywalny element naszej słowiańskiej kultury.

 .

Komentarze