Skąd ta atmosfera?
Jestem przekonany, że wynika ona z panującej ideologii. Państwo we współpracy z Kościołem zbudowało model, który jest niezwykle, jak na współczesne standardy, hierarchiczny. Bardzo często Polak jest przekonany, że skoro ktoś urodził się w bogatej rodzinie ma prawo odziedziczyć pozycję po swoich rodzicach, po prostu mu się to należy. Jeśli ktoś urodził się biedny, powinien pozostać biedny w tym sensie, że jeśli nie uda mu się zapracować na wyjście ze swojego statusu, to sam jest sobie winny.
Proszę zobaczyć co się dzieje. W Polsce buduje się dziesiątki zamkniętych osiedli dla bogatych. Oni nie korzystają z publicznej szkoły, opieki medycznej czy transportu. Powoli podnoszą się głosy, że skoro nie korzystają z tego wszystkiego, to dlaczego muszą za to płacić? I te głosy spotykają się z pewnym zrozumieniem oraz uzasadnieniem. Wie Pan jak to się nazywa?
.
Apartheid?
Dokładnie. Dołóżmy do tego wymienione przez OECD sfery życia Polaków i ich oceny. Dodajmy szczyptę demografii, która jest dla Polski bezlitosna. Nie zapomnijmy o zamkniętej elicie politycznej, świetnie uprawiającej spektakl za nasze pieniądze, ale tak naprawdę równie głupiej co bezradnej.
Jeśli przypomnimy sobie w jaki sposób państwo traktuje Polaków, z całą podejrzliwością, złością, prześladowaniem, wszystkie te kontrole i arogancja administracji państwowej, wtedy możemy zrozumieć, że Polska weszła w samonapędzające się koło, którym ochoczo pędzi ku przepaści. Naprawdę, ten kraj pędzi z uśmiechem na twarzy ku własnej zagładzie.
O nadchodzących kryzysach mieszkaniowych oraz energetycznych porozmawiamy innym razem. Teraz warto wspomnieć, że życie, które prowadzi wielu Polaków, zwłaszcza młodych, oparte na ciężkiej pracy za wynagrodzenie, które gwarantuje jako takie wyżywienie i zamieszkanie, ale nic poza tym. To żadne życie. To nowoczesna forma niewolnictwa. Tylko tyle i aż tyle.
Trudno oczekiwać od Polaków, żeby w tej atmosferze potrafili tworzyć innowacyjne biznesy, które wyjdą z Polski i będą w stanie konkurować z największymi. Nie sposób też oczekiwać zbyt wielkiej otwartości czy wzajemnego zaufania: dóbr jest zbyt mało, by wszyscy się nimi podzielili. Leszek Balcerowicz i inni agenci zagranicznego kapitału, gdy wyprzedawali Polskę za groszę, krzewili tę ideologię konkurencji ponad wszystko. To miało uczynić nas lepszymi. Nie uczyniło. Kto wie, czy nie wbiło nam gwoździa do trumny, ale o tym przekonamy się za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat.
.
Transformacja też ma swoich beneficjentów…
Owszem, rzeczywiście ma. Głównie tych, którzy ją przeprowadzali oraz tych, którzy się na niej dorobili. Do tego grona należy zaliczyć również elity uniwersyteckie, co przyznaję ze smutkiem. Gdyby ktoś miał ochotę i czas powinien poczytać prace socjologów, politologów czy ekonomistów z czasów przełomu. Konformizm i koniunkturalizm o których, aż strach pomyśleć.
Proszę spojrzeć na to z mojej perspektywy: jaką Polskę zostawiamy młodemu pokoleniu? Jakie wybory daliśmy młodym Polakom? Wykształcone bezrobocie, tania siła robocza w obcym kraju? Brak perspektyw i zadłużenie kraju, które nie zostało spożytkowane na inwestycje? Prawda jest taka, że powinniśmy się wstydzić za to co zrobiliśmy. To myśmy chodzili głosować, naiwnie wierząc, że ma to jakiś wpływ na los naszego kraju. To moje pokolenia w pocie czoła zapracowało na obecny kształt Polski.
Może to trochę sentymentalne podejście, ale prawda jest taka, że wyszliśmy od hasła „solidarność” a zrobiliśmy coś dokładnie odwrotnego. Stworzyliśmy mała, skarlałą, kończącą się Polskę i nie ma się co dziwić, że gniew społeczny narasta. Pomińmy na chwilę te wszystkie waśnie między Polakami, bo za chwilę nie będzie się już o co kłócić. Można nawet uczciwie postawić pytanie: czy jest jeszcze o co i po co się kłócić?
Pamięta Pan przykład tego doktora, który chciał wysadzić Sejm? Dorobiliśmy się nawet własnego Guy’a Fawkesa. Przecież to był człowiek wykształcony i to lepiej niż znaczna część społeczeństwa. Może zamiast uznawać go za wariata, co jest najprostszym wyjściem, ale niewiele rozwiązuje, powinniśmy się nad tą sytuacją zastanowić?
Kto wie czy w tym całym szaleństwie w pewnym momencie, ktoś po prostu nie wytrzyma i zrobi coś, czego nie będzie można już odwrócić?
.
Nie dramatyzuje Pan trochę?
Nie, myślę, że nie. Sytuacja jest potencjalnie wybuchowa. Opisany przeze mnie scenariusz nie jest realizowany tylko w Polsce. To główny trend światowego kapitalizmu, na którego obrzeżach przyszło nam żyć.
Kto ponosi koszty tzw. „kryzysu” jak świat długi i szeroki? Podobnie jak w Indiach, my też mamy swoje święte krowy. Jest to międzynarodowy kapitał, silniejszy od państwa, a zatem również od jego obywateli. We współczesnym świecie wyrobił on sobie tak silną pozycję, że jest właściwie nietykalny. Jeśli przyjrzymy się modelowi społeczeństwa feudalnego, a właściwie nadbudowy ideologicznej, odkryjemy, że właściwie żyjemy w epoce neofeudalizmu.
Jak mówi Barber: kapitalizm stał się religią. W pewnym sensie ponadnarodowy kapitał zajął miejsce Boga, a wolny rynek wyroczni. Podobnie jak kwestia Boga, pozostaje on nierozstrzygalny w tym sensie, że nikt z zarządzających kapitałem nie jest odpowiedzialny za jego działanie. Na tym polega struktura potężnych korporacji.
W pewnym sensie jest to machina, która nie dosyć, że sama się napędza to jeszcze sama wyznacza sobie kierunek. Wystarczy spojrzeć na przyczyny i efekt kryzysu finansowego w USA oraz to w jaki sposób rząd amerykański zarządza tymże kryzysem.
To wszystko dzieje się na naszych oczach i to jest chyba najbardziej niewiarygodne. Przecież my to wszyscy obserwujemy, my – czyli to mityczne 99% społeczeństwa, ale prawda jest taka, że niewiele możemy z tym zrobić. Jesteśmy na tyle rozbici, skłóceni i pogubieni we współczesnym świecie, że nie jesteśmy nawet pewni czy powinniśmy coś z tym robić. Ideologiczne aparaty państwa, a czasami również represyjne, tak nas wychowują, że uznajemy rolę potulnego obserwatora za naturalną.
Jestem przekonany, że ta sytuacja w końcu doprowadzi do wybuchu społecznego niezadowolenia i to na ogromną, ponadnarodową skalę. W końcu przecież historia się powtarza, raz jako tragedia potem jako farsa.
.
Rozmawiał Jakub N. Gajdziński



