Festiwal mówi językiem wolności  filmu, muzyki, teatru i debaty. Podczas kilkinastu dni widzowie mogli zobaczyć nie tylko filmy, ale również spektakle teatralne czy koncerty. All About Freedom Festival to wyjątkowe wydarzenie którego ideą jest pojęcie wolności. Wartość tę ukazujemy na różnych poziomach w odmiennych kształtach – mówią organizatorzy. AAFF powstał z myśli o wolności i z chęci spojrzenia na jej istotę przez pryzmat artystyczny, nieszablonowy, wyzwolony. W festiwalu wzięły udział Aleksandra Szczepańska oraz Katarzyna Szuchiewicz, które piszą na naszym portalu o filmach i filmoznawstwie. Zapraszamy do przeczytania recenzji najnowszego filmu Xaviera Dolana – Mama.

 

Podczas tegorocznej odsłony festiwalu All About Freedom miała miejsce polska premiera najnowszego filmu Xaviera Dolana Mama. Obraz ten spotkał się już ze wcześniejszym uznaniem krytyków filmowych, czego najlepszym dowodem jest zdobyta przez niego nagroda jury na festiwalu w Cannes. Nic zatem dziwnego, że sala mieszcząca ponad 400 widzów wprost pękała w szwach, a bilety na film Kanadyjczyka zostały wyprzedane z dużym wyprzedzeniem. To ogromne zainteresowanie świadczy jedynie o rosnącej popularności tego zdolnego reżysera, który będąc naszym rówieśnikiem, zdążył tak wiele osiągnąć. Już poprzedni film Dolana – Tom – zapowiadał ewolucję stylu reżysera. Z pięknych ujęć, które górowały nad głównym przesłaniem filmu, przeszedł do gęstego klimatu kina grozy. Sam przyznawał, że odrobił swoją filmową pracę domową i zapoznał się z obrazami poprzedników, a inspiracji do tej historii szukał u Alfreda Hitchcocka. Chociaż nie osiągnął tak stężonej i przepełnionej niepewnością atmosfery, co genialny Brytyjczyk, to jego obraz stał się poruszającą opowieścią o wewnętrznym dramacie człowieka, który traci kogoś bliskiego i szuka sposobów na poradzenie sobie z tą stratą. Jedną z możliwości okazuje się znalezienie substytutu ukochanejosoby, nawet za cenę własnej wolności i godności.

Natomiast widzom, którzy znają poprzednią twórczość młodego twórcy film Mama z pewnością nasuwa na myśl natychmiastowe skojarzenia z pierwszym wyreżyserowanym przez niego obrazem Zabiłem moją matkę. Myślimy również, że nie bez powodu organizatorzy zdecydowali się na to, aby obydwa te filmy zostały zaprezentowane w ramach AAFF dzień po dniu. Na ich przykładzie widać bowiem najlepiej niesamowitą ewolucję reżysera, która dokonała się na przestrzeni lat dzielących te dwa dzieła. Wydaje nam się, że można dostrzec wzajemny dialog między debiutem Kanadyjczyka a jego ostatnim obrazem. Najnowszy film Dolana byłby wtedy pewnego rodzaju rozrachunkiem z jego pierwszym dziełem. Oba filmy poruszają tematykę patologicznej i trudnej relacji matki z synem, jednak czynią to w znacznie odmienny sposób. Zabiłem moją matkę to częściowo autobioograficzna próba uporania się reżysera z gniewem odczuwanym wobec matki. O ile w pierwszym dziele Dolan w sposób bezlitosny rozprawia się z własną relacją z matką, obarczając ją całą winą za wszelkie swoje niedostatki, to w Mamie  przyjmuje znacznie pokorniejszą postawę. Pozwala swojej bohaterce zachować się odpowiednio, wziąć odpowiedzialność za wychowanie syna na siebie, zrobić wszystko to, czego nie udało się osiągnąć  Chantale z Zabiłem moją matkę.

1511592_10152699375971998_361324111690033777_n

fot. Grzegorz Mehring

Warto zwrócić uwagę, że Mama oprócz genialnie zastosowanych zabiegów estetyzujących oraz pełniącej olbrzymią rolę świetnie dobranej muzyki urzeka przede wszystkim jako głęboka opowieść o trudnej miłości między matką a dorastającym synem. Obraz porywa swoją uniwersalną wymową, będąc jednocześnie głosem całego pokolenia reżysera. Coraz częściej wzajemna relacja rodziców i ich dorastających dzieci oparta jest na ślepej miłości, w której jednej i drugiej stronie trudno jest znaleźć miejsce na poszanowanie granic drugiej osoby. Rodzice są przekonani, że wiedzą lepiej, co jest dobre dla ich dzieci i siłą narzucają swoje zdanie, ignorując prawo do autonomii swoich potomków. Z kolei dzieci nie potrafią i nie chcą porozumieć się ze swoimi opiekunami, wierząc, że jedynym rozwiązaniem ich problemów jest agresja.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Mamie. Cała historia  przedstawiona w tm obrazie dzieje się w niedalekiej przyszłości, w Kanadzie, gdzie rząd przyjął uchwałę, na mocy której każdy rodzic ma prawo oddać dziecko sprawiające problemy, do szpitala psychiatrycznego, nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji. W obliczu własnej bezradności i samotności, „Die” staje przed nie lada dylematem. Poznajemy tu Steve’a, nastolatka cierpiącego na ADHD, który większą część swojego krótkiego życia spędził w zakładach resocjalizacyjnych. Spotykamy go w momencie, kiedy po kolejnym wybuchu agresji, zostaje wydalony z ośrodka i musi wrócić do matki – „Die”, głośnej, lubiącej imprezować, niedojrzałej kobiety. Chociaż oboje darzą się miłością, nie potrafią ze sobą żyć. W końcu w ich toksyczną relację wkracza zmagająca się z problemami psychicznymi sąsiadka Kyla, która zgadza się uczyć chłopaka w jego domu.

10359238_10152699375366998_6527468110178293295_n

fot. Grzegorz Mehring

Kyla jest jest jedną z najbardziej intrygujących bohaterek tego obrazu. Widz zastanawia się, czemu kobieta tak bardzo zaangażowała się w życie nowych przyjaciół. W przelotnym ujęciu, na ułamek sekundy, ukazuje się nam zdjęcie nieznanego chłopca na jej szafce nocnej. Czy to syn kobiety? Czy w Steve’ie widzi swoje dziecko? Może chłopcu ze zdjęcia nie potrafiła pomóc, a w synu swojej sąsiadki szuka możliwości zbawienia. Na te pytania każdy widz musi odpowiedzieć sobie sam. Należy jednak przyznać, że pogmatwanych relacji, które bardzo zastanawiają, w tym filmie nie brakuje.

Nie bez znaczenia pozostaje tu także kompleks Edypa, pokazany w sposób nienachalny, ale pobudzający do snucia dalszych interpretacji. Miłość, którą czują do siebie bohaterowie, ma podłoże erotyczne. Syn za wszelką cenę próbuje zastąpić matce ojca. Kiedy widzi ją z mężczyzną, który próbuje ją poderwać, wpada w szał i wszczyna awanturę. Kobieta natomiast nie protestuje, kiedy Steve zachowuje się wobec niej jak kochanek. Widać to zwłaszcza w scenie tańca do najpopularniejszych przebojów lat 90., kiedy to chłopak dotyka kobietę w dwuznaczny sposób, a matka bagatelizuje tę sytuację i obraca wszystko w żart.

Olbrzymią rolę w filmie pełni również świetnie dobrana muzyka, która genialne współgra z obrazem świata ukazanym przez artystę. Reżyser ze sporym wdziękiem ogrywa znane utwory, jak zwykle balansując na granicy kiczu. W doborze ścieżki dźwiękowej, jak i nietypowego formatu obrazu bodaj najlepiej widać dojrzałość twórczą Kanadyjczyka. Zabiegi, z których skorzystał, nie służą bowiem już tylko uwodzeniu widza. Nie przysłaniają nadrzędnej idei, która przyświecała twórcy.

 

Chwyty formalne nie odwracają tu uwagi od poważnego tematu. Wykorzystanie zwężonego formatu obrazu sprawia, że mamy okazję przyjrzeć się z bliska aktorom, emocjom, które w fenomenalny sposób odgrywają. Reżyser w końcu dopuszcza do głosu także ich brzydotę. Sprawia, że czujemy autentyczność i szczerość przeżywanych uczuć. W końcu, użycie tego typu obrazu służy mu, po to, aby w odpowiedniej chwili można było go przełamać, ale o tym pozwolimy przekonać się widzom na własne oczy. Podsumowując, najnowszy obraz Xaviera Dolana to bodaj jego najlepsze i najdojrzalsze dzieło. Widzowie wychodzili z seansu zachwyceni, nie mogąc uwierzyć, że tak genialny obraz mógł wyjść spod ręki tak młodego reżysera. Nagroda w Cannes nie była przypadkowa i można śmiało powiedzieć, że Dolan jest jednym z najzdolniejszych reżyserów swojego pokolenia. Należy zachować nadzieję, że tylko odgraża się, iż zawiesi na czas nieokreślony karierę i czekać na jego kolejne, coraz doskonalsze dzieła.

.

Aleksandra Szczepańska

Katarzyna Szuchiewicz

Komentarze