Gdzieś pomiędzy Niebem a Piekłem znajduje się Świat Pomiędzy. To miejsce w którym błąkają się zagubione dusze i okrutne demony. Główny bohater, profesor etnologii, który odkrył w sobie umiejętność wkraczania w Świat Pomiędzy, odprowadza dusze do zaświatów. Nikogo nie powinno zaskoczyć, że nie robi tego za darmo…

Książkę rozpoczyna znana ze zbiory Demony opowieść pt. Obol dla Lilith. Tutaj przedstawiona jest w formie prologu i wprowadza w mroczny klimat Świata Pomiędzy. Przypomnijmy: akcja rozpoczyna się na dworcu, gdzie załamany Michał rozpacza po stracie swojej ukochanej. Tam odnajduje go jego krewny, wspomniany profesor etnologii, który zabiera go do domu i powoli wyciąga z niego informacje na temat tego, co się wydarzyło.

To wtedy okazuje się, że profesorowi przyjdzie walczyć z matką demonów – potężną Lilith. Nie jest przypadkiem, że wcieliła się ona w ciało byłej żony Michała, słodkiej blondyneczki. Czyżby autor pisał o doświadczeniach z własnego życia? Tego nie wiem, ale z pewnością warto zwrócić uwagę na pikantność opisywanych szczegółów, zwłaszcza okresu w którym kobieta znęca się nad Michałem, okłamuje go, zdradza, okrada i ostatecznie porzuca. 

Profesor Środa z pewnością oburzyłaby się tym, że to w kobiecie Grzędowicz umieścił demona, który rujnuje życie i związek biednego Michała. To też znak naszych czasów, czyli powrót do idei femme fatale. Pytanie jest tylko jedno: czy to kobiety są takie straszne, czy faceci to takie „wymoczki”? Zdaje się, że autor podsuwa sugestię na ten temat, a znajdziecie ją w książce. Ja już nic więcej nie powiem.

.

obr_01

 

.

Co zachwyca?

Jest kilka odpowiedzi na to pytanie. Książka jest naprawdę dobra, jak większość powieści napisanych piórem Jarosława Grzędowicza (jak obr_03choćby Pan Lodowego Ogrodu). To co mi przypadło do gustu, to bardzo konsekwentnie i systematycznie opisane odczucia głównego bohatera. Brakowało mi tego we wspomnianej w nawiasie powieści, zatem tutaj znalazłem tego, aż nadmiar.

Profesor wiele rozmyśla, stawia przed sobą trudne pytanie (czy Bóg istnieje, jaki jest sens życia, czy to co robi ma jakąkolwiek wartość itp.), ale jednocześnie wydaje się nie do końca zainteresowany odpowiedziami. Na każde trudne pytanie znajduje po chwili rozmyślań dość prostą i niewiele tłumaczącą odpowiedź. Czytelnik zostaje na długo z postawionym pytaniem, podczas gdy profesor odnajduje cyniczną odpowiedź i zamyka się przed dalszymi poszukiwaniami. Z pewnością nie jest to bohater dynamiczny, w tym sensie, w jakim można doszukiwać się zmian jego postawy. Owszem, główny bohater podejmuje wiele działań, ale z reguły z tych samych, lub podobnych, pobudek. 

Jeśli ktoś przepada za „zapadaniem się w odmętach rozpaczy”, to z pewnością znajdzie w tej książce to co lubi. Profesora codziennie wita „nieokreślony lęk i smutek”, który tak mocno wpływa na jego postawę, myśli i zachowania, że właściwie trudno odróżnić głównego bohatera od demonów z którymi walczy.

Zresztą… to nie tak, że profesor ma jakąś misję. Oni nie walczy o to, aby uczynić świat lepszym, pomóc komuś czy ze zwykłej chęci walki ze złem. Nic z tych rzeczy. Profesor jest do cna pozbawiony misji (o wiele bardziej niż ostatecznie poczciwy Vuko Drakkainen z Pana Lodowego Ogrodu lub Sługa Boży Jacka Piekary). Choć, gdzieś tam widać światło w tunelu i jest to raczej pociąg nadciągający z drugiej strony…

Muszę przyznać, że nie są to moje ulubione cechy dla których „biorę się” za jakąś książkę. Powiem więcej: nie specjalnie za tym przepadam. Nie zmienia to jednak faktu, że Grzędowiczowi nie można odmówić profesjonalizmu. Jeśli ktoś ma ochotę na odbycie podróży w głąb tkwiącej w nim ciemności, mroku, zła i rozpaczy, to Popiół i Kurz to darmowy bilet – oby nie w jedną stronę.

.

Co się może nie podobać?

Poza tym, że książka jest dobrze napisana mam niestety wrażenie, że sam pomysł jest raczej nieświeży. Co przez to rozumiem? Motor, skórzana kurtka, „obrzyn” i demony. Czytając Popiół i Kurz miałam wrażenie, że zagłębiam się w świat podobny do tego, który znamy z serialu „Supernatural”, a który jednocześnie był podstawową niezliczonej ilości książek, gier i niskobudżetowych amerykańskich seriali. Plus za jakość, minus za pomysł.

Powiem więcej: uwielbiam polską fantastykę właśnie dlatego, że jest polska. Nie jestem zwolenniczką przenoszenia motywów z zagranicy, choć oczywiście wiele takich motywów już tu jest. Nie mniej jednak ta próba stworzenia hybrydy związanej z demonami, mitologią i westernem wydaje mi się niezbyt udana. Gdybym chciała coś takiego poczytać, mogę spokojnie sięgnąć po autorów zza oceanu. Tam taki gatunek jest bardziej popularny i to ze zrozumiałych względów. Czy zadomowi się w Polsce? Zobaczymy.

Na koniec chcę powiedzieć jasno: nie mam pretensji do Grzędowicza za próbę, którą wykonał. Uważam, że książka jest naprawdę dobrze napisana i być może warto co jakiś czas tworzyć taki eksperyment. Ale powiem szczerze, że w tym wypadku o wiele bardziej pasują mi powieści Jabłońskiego lub Sapkowskiego, niż profesor etnologii na motorze goniący poprzez świat Półsnu za demonami w kręconych blond włosach.

.

Klaudia Bąk

Komentarze