W lumpeksach jest to, czego zabrakło sieciowym sklepom w centrach handlowych- oryginalności i świeżości.W szafach amatorek ubrań z drugiej ręki można odnaleźć takie marki jak H&M, Zara, Solar czy Chanel i chociaż metka to nie wszystko, markowe zdobycze cieszą najbardziej. Przede wszystkim dlatego, że można kupić je już za kilka złotych

second hand

Producenci i projektanci ubrań zostali oderwani od cenowej rzeczywistości.

Coco Chanel nawet nie przypuszczała, że jej torebki będą sprzedawane za prawie bezcen w osiedlowych second handach. W takich miejscach można znaleźć prawdziwe perełki, a satysfakcja jest tym większa im więcej pieniędzy wydały na taką samą rzecz nasze koleżanki. To niestety bardzo polska cecha, ale jak nie dać się ponieść euforii kiedy wymarzona rzecz czy dodatek jest w naszym kraju modna, a my kupiłyśmy ją za bezcen? Przyglądając się nowym kolekcjom w sklepach i porównując ceny ubrań do tych, kupionych w second- handzie  można odnieść wrażenie, że producenci i projektanci ubrań zostali oderwani od cenowej rzeczywistości. Tak naprawdę, to wielbiciele lumpeksów dali się wciągnąć w szaleństwo niskich cen. Jedna z polskich stylistek- Joanna Horodyńska uważa, że umiejętność ubierania się w lumpeksach jest sztuką, a żeby znaleźć coś naprawdę modnego, a przede wszystkim taniego należy kierować się do małych, niepozornych sklepików.

.

Osiedlowe domy mody

Wybieram się więc do jednego z osiedlowych second handów . W środku kręcą się panie w wieku 50+. Jedna z nich przymierza czapkę i zastanawia się czy kupić do tego czarną torebkę. – A może Pani wie, jaka to może być marka, bo ja nie za bardzo się na tym znam, a widzę tutaj tylko malutki znaczek- pyta mnie sprzedawczyni. Odpowiadam, że to torebka Chanel, jeśli nie oryginał to świetna podróbka.

lumpeks

Słyszałam, że metki są odrywane, bo w czasie przewozu ubrań z innych krajów do Polski

– To nie może być podróbka- wtrąca się do rozmowy inna klientka. Słyszałam, że metki są odrywane, bo w czasie przewozu ubrań z innych krajów do Polski, trzeba by było płacić za oryginalne rzeczy straszne pieniądze- ucina nasze wątpliwości Pani Mirka, która na moje pytanie dlaczego tutaj kupuje rezolutnie odpowiada- Bo nie mam kasy! Notabene ta sama Pani Mirka zwleka z oddaniem sprzedającej 25 złotych, za kupione wcześniej rzeczy wciąż nie mogąc się zdecydować czy kupić te śliczne rękawiczki, czy tunikę, która chyba ją pogrubia. Po dziesięciu minutach wychodzi, opowiadając anegdoty o czołowym polskim styliście Tomaszu Jacykowie, po czym wraca, bo wciąż nie zdecydowała się co dzisiaj kupić. W tym sklepiku znalazłam ubrania marki Next, Max and Spencer i popularne w Londynie Atmosphere, oraz GAP.  Second handy to kopalnie wiedzy o modzie, o najnowszych trendach a przede wszystkim o tym, co było modne dwa sezony temu za Oceanem. -Miesiąc temu kupiłam w sieci H&M sweter na zimę, ku mojemu zaskoczeniu, a raczej przerażaniu stwierdziłam,  że na wieszaku w moim ulubionym lumpeksie wisi taki sam sweter tańszy o kilkadziesiąt złotych- mówię do sprzedawczyni. Właścicielka sklepu skwitowała to lekkim uśmiechem twierdząc, że oni się już tam pozbywają rzeczy, które u nas będą modne dopiero za jakiś czas  -Ta moda do nas przybywa, niech się Pani nie martwi, przynajmniej wiemy, że to co nosimy było kiedyś modne tam, gdzie są wyznaczane trendy- kończy.

.

Teraz musi być elegancko

Właściciele lumpeksów wprowadzają do swoich sklepów zupełnie inne standardy. Wieszaki są pełne wyprasowanych, pachnących ubrań, z metkami od znanych projektantów czy firm. Jeszcze zaledwie kilka lat temu niechlujnie wyglądające kosze z bielizną i rzeczami, w których trzeba było zatonąć, żeby wyłowić coś naprawdę wartego zachodu były czymś zupełnie zwyczajnym. Dziś nikogo przechadzającego się po sklepie nie dziwi to, że ubrania selekcjonowane są ze względu na kolor, czy rozmiar.

Oprócz popularnych lumpeksów, w których ceny nie przekraczają stu złotych coraz większym zainteresowaniem cieszą się tzw. komisy czy ekskluzywne second handy. Modę na oddawanie markowych ubrań, które już nie cieszą swoich właścicieli zapoczątkowała sama Jacqueline Kennedy. Jej pomysł spodobał się Halinie Stawińskiej, o której w artykule Lumpeksy nie dla lumpów pisze Paulina Koziejowska. W Warszawie Stawińska otworzyła sklep z używaną odzieżą, w której klientki mogą kupić ubrania i dodatki tylko wielkich projektantów tj. Gucci, Valentino, Prada czy Giorgio Armani. Podobnych sklepów nie brakuje, jednak ubrania z wyższej półki przeznaczone są dla właścicielek zasobniejszych portfeli. W sklepie Nastroje – garderoba przeszłości, za futro możemy zapłacić 10 tyś zł, za złotą suknię od Cavalli 1400 zł. Klientki tego typu sklepów traktowane są indywidualnie, a każda przyjmowana do komisu rzecz powinna pasować do profilu stałych bywalczyń. Autorka tekstu uważa, że istotą ekskluzywnych sklepów z używaną odzieżą jest  oryginalność a zarazem jakość

.

Czy lumpeksy są wciąż tanie? 

st cyr vintage jpeg

Choć sklepy z używaną odzieżą wyrastają jak grzyby po deszczu, to tylko nieliczne przetrwają na rynku. I to o dziwo te, które nie wyróżniają się najniższymi cenami. Coraz więcej powstaje sklepów, które oprócz używanej odzieży oferują także tę nową. W sklepach więc możemy spotkać ubrania, które widziałyśmy wcześniej w Irlandii czy w Anglii. To stamtąd właśnie przywozi się największą część towaru. Rzadko spotyka się sklepy, w którym klienci nurkują w dużych koszach i znajdują perełki za grosze. Świadomość tego ile warte są niektóre rzeczy jest wśród sprzedawców coraz większa. Niestety na niekorzyść kupujących. Ceny wcale nie są już tak atrakcyjne jak kiedyś, bo i same lumpeksy zmieniają się na lepsze chociażby pod względem wystroju. Tanie też wydają się być rozwiązania z odzieżą na wagę, ale przecież w dniu dostawy kilogram ubrań wyceniany jest od 60 do nawet 75 zł! Jednak ceny są wciąż niższe niż w popularnych sieciówkach. W dniu dostawy second handy pękają w szwach. Można odnieść wrażenie, że stałe klientki lumpeksów z niecierpliwością czekają na ten jeden dzień w tygodniu, w czasie którego mogą wyrywać sobie wzajemnie z rąk swetry i tuniki. Często przypomina to wojnę, tym bardziej, żenującą im starsze osoby biorą  w niej udział.

Warto czasem zajrzeć do lumpeksu, żeby uświadomić sobie jak wielkim fenomenem na skalę Polski stały się te sklepy. Nie znam wielu osób, które nigdy niczego stamtąd nie kupiły. Trzeba jednak uważać, żeby nie ulec pokusie, bo lumpeksy, które były znane ze sprzedaży ciuchów za grosze powoli odchodzą w zapomnienie. Jednak fenomen lumpeksów nadal trwa i nie zanosi się na to aby Polacy szybko z niego zrezygnowali.

.

Katarzyna Zarówna

Komentarze