– Nie chcę marnować swojego życia pośród tych prymitywnych ludzi – powtarzała Erika. Jak prawdziwie można korzystać z życia, to się dopiero ode mnie nauczysz. Poznasz, co to prawdziwe bogactwo i dostatek, gdy zapanują tu nasze obyczaje.

Erika wraz ze swoim dworem prowadziła wystawne życie. Cudzoziemcy deprawowali swoimi obyczajami ludność grodu. Podatki i daniny nakładane na nich rujnowały ich coraz bardziej. Poborcy dopuszczali się całkiem bezkarnie coraz większych nadużyć. Zastraszeni surowymi karami ludzie posmutnieli, niechętnie pracowali – niepewni swego dorobku, który w każdej chwili pod byle pozorem mógł ulec konfiskacie. Prowadząca pełne przepychu życie Erika potrzebował coraz więcej pieniędzy – podnosiła więc wysokość podatków i danin. Szerzyły się napady, rabunki i jawne zdzierstwo. Bywało, że biednego rzemieślnika, który nie mógł wywiązać się z olbrzymich podatków, chłostano publicznie, następnie wypędzano z grodu. Na uliczkach coraz liczniej żebrały wynędzniałe dzieci. Ten i ów rzucił im kromkę chleba. Niekiedy jednak za cały posiłek musiały im wystarczyć słone łzy. Natomiast pulchna Erika nie przestawała wymyślać coraz to wykwintniejszych zabaw i uczt. 

.

Mokradło.

Mokradło.

.

Będąc już u kresu wytrzymałości mieszkańcy Żnina zdecydowali się wysłać grupę zasłużonych ludzi rzemiosła do Mirosława, aby temu wszystkiemu położył kres, przywrócił dawne sprawiedliwe obyczaje i prawa. Erika jednak nakłoniła Mirosława, by odmówił ich przyjęcia twierdząc, że działają bezprawnie. Mimo to wysłannicy nie odchodzili, uparcie domagając się rozmowy z ich władcą. Upór rozzłościł Mirosława, który kazał ich surowo i przykładnie ukarać. Gdy wieść o tym rozeszła się w grodzie, oburzenie i gniew ogarnął wszystkich mieszkańców na to jawne już bezprawie. Domagano się natychmiastowego uwolnienia więźniów. Najmłodsza córka jednego z uwięzionych mieszczan – Dobrosława – postawiła wstawić się za nim do Eriki.

Jej prośby i błagania na nic się zdały, jedynie jeszcze bardziej rozsierdziły władcę, który dla przykładu i postrachu skazał ojca Dobrosławy na śmierć. Wyrok miano wykonać szybko, już następnego dnia. Zadowolona z decyzji męża Erika postanowiła osobiście dopilnować wykonania wyroku.

W dzień egzekucji, wczesnym rankiem siłą spędzono wszystkich mieszkańców na rynek, gdzie miano wykonać wyrok. Strojna Erika przybyła na miejsce z mężem i swym dworem. Gdy przeprowadzano skazańca, tłum nagle zafalował. To zrozpaczona córka skazanego, Dobrosława przepychała się przez zwarty tłum, aby raz jeszcze rzucić się do stóp władcy i prosić, błagać o łaskę dla ojca. 

Mirosław był nieugięty, odtrącił ją nogą i kazał wysmagać biczem. Złowrogi głos werbli i świszczące uderzenia bicza zlewały się w jeden dźwięk. Dziewczyna nie czuła jednak uderzeń. Widząc jedynie olbrzymi topór wzniesiony nad głową ojca, wybuchnęła rozpaczliwym płaczem, a z oczu jej popłynęły rzęsiste łzy. Spływały obficie, i szybko utworzyły strugę, wartko płynącą do Gąsawki. I wówczas nagle woda w małej rzeczce łączącej oba jeziora zaczęła gwałtownie przybierać. Po chwili już najniższe uliczki grodu zalewała woda.

Przerażenie ogarnęło oprawców. Chcieli zmienić wyrok i opuścić zagrożone miejsce. Było jednak za późno. Woda przybierała tak gwałtownie, że w kilka chwil zatopiła cały rynek. W tym morzu łez z jakąś dziwną swobodą pływali wszyscy prawi mieszkańcy grodu. Tylko zły Mirosław i Erika ze swoim dworcem nie mogli utrzymać się na wodzie i jeden po drugim pogrążali się we wzburzonych falach. Mirosław wraz z żoną próbowali się jeszcze ratować na wieży. Wdrapywali się z wielkim trudem coraz wyżej, jednak im dalej zdołali się wspiąć tym wyżej podnosiła się woda wokół. Resztkami sił dotarli wreszcie do dzwonów i ostatnim wysiłkiem złapali za sznur największego z nich, gdy spieniona fala zmyła ich w kotłującą toń. Jeszcze jeden rozpaczliwy wysiłek ratowania się po sznurach innych dwóch dzwonów – i następny potężny wir wciągnął ich na zawsze w ciemną otchłań. Rozkołysane ich szamotaniem dzwony rozdzwoniły się donośnie oznajmiając wszystkim śmierć znienawidzonego władcy z całym jego dworem. Rozlegał się ten dźwięk nawet wtedy, gdy wierzchołek wieży dawno pogrążył się w falach powiększonego jeziora.

Ocalała ludność po wielu latach wspólnych wysiłkiem zbudowała nową osadę, która dała początek dzisiejszemu miastu.

Tragiczne dzieje zatopionego grodu z czasem poszłyby w zapomnienie gdyby nie bicie dzwonów, które słychać ponoć w głębinach wschodniej części jeziora w spokojne letnie wieczory. Starzy rybacy opowiadają, że wielokrotnie rwali swe sieci w jeziorze zahaczając o zatopioną wieżę. Wschodnia część jeziora pochłania też wielu śmiałków, którzy lekceważą przestrogi i niespokojny żywioł wody.

.

Feliks Malinowski

Legendy Pałuckie okolic Żnina, Graf-Bog.

Materiał opublikowany w celach edukacyjnych

Jeśli spodobała Ci się ta legenda zapraszamy Cię do naszego działu folkloru, gdzie przeczytaslegendę o pływającej wyspie,diable weneckim oraz Baśń Słowiańską o Babie Jadze i Leszym! Zapraszamy!

Komentarze