Podwodne zaloty Piasta

Królewna Rzepycha igra sobie wesoło w koralowym ogrodzie z gronem morskich rusałek. Nagle dostrzega małą rybkę umykającą przed groźnym szczupakiem. Niewiele myśląc, chwyta i ukrywa w dłoni okrutnie prześladowanego uciekiniera (dziewczęca intuicja podpowiada jej, że to samczyk), po czym każe swym dwórkom przepędzić wodnego drapieżcę. Gdy rzecz się dokonuje, zamiast rybki widzi na palcu złoty pierścień z brylantem rzadkiej urody i niezwykłego blasku. Biegnie natychmiast pochwalić się przed rodzicami tajemniczą zdobyczą. Para morskich władców wielce się temu dziwuje i raduje niespodziewanie nabytym skarbem, przeczuwa jednak nadciągające kłopoty, nieuchronne, gdy dorastająca panna, czując wolę bożą, przyjmuje pierścień zaręczynowy od nieznanego, co gorsza, niewidzialnego konkurenta. Zwłaszcza królewny, śniące po nocach o przystojnych pasterzach i innych hożych kmiotkach, powinny się w tym względzie pilnować.

Bo też, gdy królewna zostaje sama w sypialni, zdejmuje szaty, a przy tym klejnot, nagle… ale oddajmy głos poecie:

Młodzian w kmiecym stroju

Stanął koło królewny. Światła tyle było

Od lampy, ile właśnie wystarczyło,

Aby widzieć młodziana. Śniade miał oblicze,

A włos i oczy czarne. Rumieńce dziewicze

Wstydu na twarz Rzepychy wystąpiły białą,

Ale młodzieniec, Piast wziął ją za rękę śmiało

I dłoń królewny podniósł aż do pocałunku;

Zadrżała, zapłonęła, jak gdyby od trunku

Czarodziejskiego, jakby się była napiła

Ulepku, w którym tajnie tkwi kochania siła

Nieprzemożonego. Nie mnie powiadać o tym,

Jak Piast koło niej usiadł, co mówili potem

Długo z sobą po nocy.  Dość na tym, że rano

Nie było więcej młodzieńca, a pierścień widziano

Na ręku u królewny. Było tak co nocy…

Młodzian dzielnie sobie, jak widzimy, poczynał, a panna cóż… skoro gach młody był i czarne miał oczy (nieco dziwna uroda, jak na słowiańskiego witezia, ale uszanujmy autorską wizję), okazał się skarbem prawdziwym i nie sposób było się oprzeć. Rano wszystko pozornie wróciło do normy, nie uszło jednak uwagi czujnej matki, królowej Rosy, że córka bezustannie wpatruje się w klejnot z dziwnym uśmiechem i rumieńcem na liczku…

Tymczasem odtrącony mag nie daje za wygraną, pragnąc za wszelką cenę odzyskać zbiegłego adepta. Zjawia się na dworze pod postacią zamorskiego kupca, oferującego kosztowne i egzotyczne towary, między innymi gadającego ptaka. Kiedy stary Czech pyta o cenę niezwykłego stworzenia, kupiec oznajmia, iż wpadł mu w oko pierścień błyszczący na palcu królewny. Przyjmie tylko taką zapłatę, żadnej innej. Rzepycha oczywiście gwałtownie protestuje, wzbudzając gniew ojca. Pod presją rodzica ciska pierścień na dno morskie, a wtedy klejnot rozsypuje się w garść pereł. Rzekomy kupiec zamienia się w czarnego koguta i czym prędzej wydziobuje kamyki z piachu, po czym ulatuje przez okno, piejąc triumfalnie. Nie zauważył wszakże, że największą i najpiękniejszą perłę nakryła królewna chusteczką, ocalając tym sposobem kochanka.

Król złości się niefortunną transakcją, przeczuwając, że do podmorskiej krainy wkradły się wraże Popielowe moce, królowa niepokoi, obawiając, że stało się coś znacznie gorszego. Wygląda bowiem na to, że ich córa postradała dziewiczą cześć za sprawą jakiegoś młodego czarodzieja, być może ucznia ich największego wroga. Przekonują się o tym naocznie, gdy nakrywają młodą parę na (bardzo) gorącym uczynku. Kara jest oczywiście surowa: „Idźże z morskiej toni/ Precz, ty córo przeklęta!”. Rozsierdzony patriarcha każe zamknąć kochanków w wielkiej beczce z zagwożdżonym deklem, po czym wysyła ją siłą swej boskiej potęgi za morze, prosto w pochmurne niebiosa. Jak to zwykle bywa z zazdrosnymi ojcami, uczynił coś, nim pomyślał. Ocalił wprawdzie rodzinny honor, ale utracił córkę.

 .

Komentarze