W niedźwiedziej chacie
Marzanna, wygnana przez złą macochę, trafia do pustej chaty w głębi boru. Na stole znajduje prostą chłopską strawę, którą posila się ze smakiem. Zgłodniałej królewnie chleb i mleko wydają się najwspanialszą ucztą. Znękana dramatycznymi przejściami zasypia na twardej rogoży. Po jakimś czasie zostaje zbudzona przez niezwykłego gospodarza. Okazuje się nim wielki bury niedźwiedź, mówiący ludzkim głosem, zaczarowany władca kniei. Nie gniewa się na nieproszoną gościnę, przeciwnie, przyjmuje łaskawie spłoszone dziewczę i najmuje ją na służbę. Dziewczyna ma uszyć misiowi ciepłą nocną koszulę (zwierz skarży się na gościec), uprzątnąć chatę i uwarzyć kaszę. Królewna potulnie przyjmuje warunki z nadzieją, że znajdzie bezpieczne schronienie w głębi puszczy.
Następnego dnia, gdy zwierz wyrusza na łowy, wykonuje najlepiej jak potrafi wszystkie jego polecenia. Poznaje także tymczasem jeszcze jedną mieszkankę zaczarowanej chaty, małą myszkę, która prosi ją o coś do jedzenia. Litościwa królewna dzieli się z nią pożywieniem, a w zamian otrzymuje ważną przestrogę:
Nieuczona moja myszki głowa
Nie zdoła wypowiedzieć wszystkiego, co czuję,
Ale czynami tobie lepiej podziękuję,
Jak słowy. Niedźwiedź wróci, kaszą się podzieli,
Na piecu kamieniami wielkimi pościeli
Sobie łoże, spać pójdzie, da tobie pęk kluczy
I nimi brzęczeć każe po izbie. Pouczy
Ciebie teraz mysz mała, byś go nie słuchała;
Jednym tylko cmentarzem jest ta chata cała
Niedźwiedzia, kości suche wielu ofiar leżą
Pod tokiem; dla niedźwiedzia ty się staniesz świeżą
Ofiarą, jeśli spełnisz grzecznie jego wolę
I po izbie kluczami brzęczeć będziesz. Dolę
Wielu dziewcząt gotuje tobie, kamieniami
Tu z pieca ciskanymi zabije. On mami
Cię tylko gościnnością, on nad wyraz srogi
Rodzajowi ludzkiemu, jako niedźwiedź wrogi
Od początku i jada łakomie dziewczęta,
A przechwałką dlań tylko jest gościnność święta,
Lecz ja pokażę tobie do ratunku drogę,
Dziś człowieka ja mała myszka zbawić mogę.
Jeżeli tylko słuchać mojej będziesz rady,
Jak wiatr jakiś przewieją niedźwiedzia napady
Nad tobą. Dasz mi klucze, a sama rogożę
Pod stół położysz. Kamień tam lecieć nie może
Z pieca. Za to, że byłaś dla mnie taka grzeczna,
Ja pobrząkam kluczami, ty uśniesz bezpieczna…




