Po szczegółowych analizach, zaprezentowanych w dwunastu szkicach dla „Smaków z Polski”, pora na syntetyczne podsumowanie symboliki mitycznej i wymowy filozoficznej dzieła galicyjskiego arystokraty. Pomogą nam w tym opracowania historyków i teoretyków literatury, listy i oświadczenia wielkich romantyków, a także konkluzje nowożytnych biografów i mitografów. Z pewnością warto je poznać, by lepiej zrozumieć złożone treści i niezwykle proste przesłanie słowiańskiego eposu.

.

W kręgu bogów i bohaterów

Baśnią nad baśniami zajmowali się głównie historycy literatury, poświęcając jej krótkie wzmianki w zbiorowych opracowaniach, podchodząc zresztą zwykle do niedocenionego w swoim czasie i niesłusznie zapomnianego utworu z pewnego rodzaju protekcjonalną rezerwą. Nieco więcej miejsca użyczył mu Julian Maślanka w monografii Literatura a dzieje bajeczne (Warszawa 1990), traktując rzecz  bardziej poważnie, choć nie bez odrobiny dezynwoltury:

„Fabuła tego poematu jest tak skomplikowana, że np. Król-Duch Słowackiego wydaje się przy nim nieomal – by użyć słów Mickiewicza – ‚prostą powieścią’ . […] Liczne podania kronikarskie zostały tu przekształcone i niezwykle udziwnione, elementy jednych powiązane z elementami innych podań lub bardzo często z wątkami czerpanymi z folkloru, zwłaszcza zaś z baśni ludowych. Przez tak gęstą puszczę fabularną trudno się przebić, nic więc dziwnego, że utwór ten, pretendujący w intencji autora… do rangi jakby słowiańskiej epopei typu homeryckiego, zniechęcił czytelników i chociaż bezpośrednio po ukazaniu się miał wiele poważnych i na ogół przychylnych recenzji… wnet poszedł w zapomnienie”. W dalszej części wywodu znajdujemy następującą ocenę: „Rzeczywiście, pojawienie się wówczas [1889] takiego poematu [tzn. wierszowanej epopei – WJ] było czymś niezwykłym i po trosze anachronicznym. Jednakże sama myśl stworzenia poematu usiłującego ukazać pierwotne wyobrażenia ludów słowiańskich, głównie oczywiście w tej części, z której miał się wyłonić później naród polski – jest godna uwagi” – przyznaje badacz, chwaląc zamysł, lecz nie wykonanie.

.

Przeczytaj całość Słowiańskiej Baśni nad Baśniami: KLIKNIJ

.

W każdym razie uczony, jako jeden z nielicznych, stara się samodzielnie „przebić” przez „gęstą puszczę fabularną”, próbując wyłuskać zasadnicze przesłanie dzieła i uwypuklić jego podstawową symbolikę: „Myślą przewodnią poematu jest odwieczna walka sił dobrych ze złymi, jasności z ciemnością. Obie zwalczające się potęgi reprezentowane są przez liczną grupę postaci, główne zaś spośród nich to: Krakus panujący na Wawelu, wcielenie Białoboga, czyli sił jasności i dobra oraz Popiel, władca Północy, upostaciowanie Czarnoboga, a zatem sił ciemności, skierowanych przeciw ludziom i światu”. I dalej: „Jeżeli Żywa, matka Piasta, symbolizuje wiosnę, to zrodzony z niej Piast jest symbolicznym upostaciowaniem lata. W ten sposób w ostatnich pieśniach poematu zostały przekształcone i urozmaicone podania o Popielu i Piaście, jak również o Wandzie, z zachowaniem jednak elementarnych składników przekazu kronikarskiego. Jest to zarazem swoista, symboliczna interpretacja tych podań”.

Możemy zapytać od razu, czy taka ogólna, nawet zasadniczo poprawna wykładnia wyczerpuje całość wątków zawartych w epopei? Odpowiedź musi być, siłą rzeczy, przecząca. Ze względu na wielką obfitość znaczeń i mnogość kulturowych odniesień, do analizy utworu nie wystarczy warsztat historyka literatury, potrzebne są także narzędzia poznawcze antropologa kultury i mitografa. Dopiero tak szerokie ujęcie pozwoli ogarnąć całokształt epopei i zaprezentować czytelnikowi jej pełnię treściową. Wielce przydatna w takiej egzegezie okazuje się skromnych rozmiarów praca Wincentego Trojanowskiego Podania mityczne dziejów polskich w oświetleniu wiaroznawstwa porównawczego i obrzędów ludowych (Warszawa 1917, [reprint:] Armoryka, Sandomierz 2015). Znany malarz i teoretyk sztuki przedstawił w niej popularną wówczas teorię odczytania słowiańskich mitów i wierzeń jako  egzemplifikację zjawisk natury i przemian zachodzących w przyrodzie.

Na początek warto przytoczyć istotną uwagę, jaką czyni badacz, idąc za Frazerem: „Przy rozważaniu mitów pamiętać należy, że bóstwo może się przejawiać w każdej formie i każdej płci, a bardzo często pod jedną i tą samą nazwą może być mężem i żoną, ojcem, synem, bratem, siostrą, stosownie do tego, co w danym razie ma oznaczać”. Charakterystyczną cechą wszelkich znanych mitologii jest bowiem płynność i rozmaitość przeplatających się wzajemnie wątków, postaci, motywów. Nie istnieje zatem żaden „kanoniczny” (jak np. w Biblii) obraz mitów, lecz dopuszczalne są ich rozmaite wersje i warianty, a co za tym idzie, także możliwość różnorodnych interpretacji. Z natury rzeczy mamy więc do czynienia z delikatną, wielowarstwową tkaniną, niebędącą z pewnością religijnym monolitem. Zbiorem opowieści, które należy traktować swobodnie, ale także ostrożnie. Dzięki m. in. Trojanowskiemu zdolni jesteśmy jednak wyodrębnić nici przewodnie tego wielobarwnego kobierca i ułożyć z nich w miarę sensowną całość.

Badacz następująco interpretuje podstawowy zrąb podania o Kraku: „Legenda o walce ze smokiem, odpowiadająca warunkom klimatycznym Europy [Północnej], wskazuje głównie na walkę słońca letniego z zimą – księżycem, walkę poczynającą się jesienią, a trwającą do wiosny. Wtedy pokonana zima – smok puszcza skowane w pętach wody i powstają wiosenne wylewy rzek; ziemia pokrywa się zielenią młodej roślinności, dzień szybko wzrasta, pokonując długość nocy. W smoku wawelskim przeto widzieć należy głównie upostaciowanie niszczącej życie zimy, która w naszym klimacie jest długa i surowa. Uśmiercony on został ogniem zapalonej siarki, czyli promieniami i piorunami wiosennego słońca. Można również w nim widzieć czarne chmury, które kłębiąc swe potworne cielska po sklepieniu nieba, zdają się walczyć ze słońcem, zasłaniając jego światłość; lecz gdy tylko piorun błyśnie i z rykiem uderzy, zadrży cielsko smoka, a krew jego jak ulewa spada na ziemię. […] Krak jest słońcem wiosennym, triumfującym nad ciemnościami i chłodem zimy lub słońcem letnim, rozpraszającym gwałtowne burze i nawałnice”. Jak pamiętamy, w poemacie Dzieduszyckiego Krak nie walczy bezpośrednio z nękającym jego miasto Żmijem nasłanym przez Popiela, od początku jest jednak charakteryzowany jako słoneczny witeź, kiedy zaś trafia po śmierci do Raju, osiąga tam boski status Swaroga/Białoboga i steruje niejako zza kulis dalszą walką z mrocznym władcą Północy. Walkę tę toczą, podobnie jak w niektórych odmianach krakowskiej legendy, jego synowie, Piast, Kupało i Leszek oraz córki, Marzanna i Wanda.

Kwestię zmagań potomstwa Kraka z mocami ciemności tak ujmuje Trojanowski: „Mit o strzeżonej przez smoka królewnie odnosi się głównie do zimy (przewaga księżyca nad słońcem), trzymającej w pętach słoneczną dziewicę Wiosnę, którą oswobadza młody bohater – słońce letnie. Dziewica nie staje się małżonką swego wybawcy, gdyż los ją przeznacza, by należała zarówno do niego, jak i do pierwszego jej uwodziciela, czyli zarówno do lata, jak i do zimy, albowiem bóg wiosny, który ją z pęt zimy uwolnił, staje się w jesieni ofiarą swego przeciwnika: smoka – zimy – księżyca”. Dlatego właśnie w Baśni nad baśniami występuje specyficzny „trójkąt”: Marzanna – Kupało – Leszek. Porwaną przez Żmija królewnę uwalnia starszy syn Kraka i budzi ją z magicznego snu pocałunkiem. Zazdrość o brata popycha młodszego Leszka do zbrodni. Jak stwierdza mitograf: „Mity lunarne i solarne ukazują dużo takich par bratnich, a zwykle jeden z braci ginie, zgładzony przez drugiego. […] W naszych legendach młodszy z synów Kraka zabija starszego brata, po czym triumfuje i otrzymuje po ojcu władzę. Młodszy po dokonanym zabójstwie panuje (słońce w czasie lata), lecz następnie (w jesieni) musi uchodzić i oddać państwo innemu; wtedy księżyc poczyna brać przewagę nad słońcem, rozpoczyna się panowanie zimna i ciemności, gdyż noce stają się długie”. Ten aspekt mitycznej opowieści ilustruje w poemacie zamordowanie przez Księżyc – Leszka Słońca – Kupały, co wydaje cały kraj na pastwę zimy – Popiela.

Królewnie Wandzie poświęcił Dzieduszycki osobną Pieśń V, tylko w bardzo ogólnych zarysach nawiązując zresztą do podaniowej tradycji. W poemacie diuk frankoński, Ritiger nie jest najeźdźcą, tylko konkurentem do ręki nieprzystępnej księżniczki, która pragnie zachować dziewictwo, a wraz z nim czarodziejską moc, jaka pozwoli jej ostatecznie pokonać Żmija. W rzeczywistości jednak pod postacią cudzoziemskiego księcia kryje się Popiel. Perypetie niedoszłego mariażu, zakończonego skokiem Wandy do Wisły, są więc w Baśni kolejnym etapem walki światła z ciemnością. Bardzo podobnie ujmuje rzecz teoretyk: „Świadectwa kronikarzy nie tylko stwierdzają, że Wanda jest bóstwem słonecznym i dziewicą, ale ukazują ciągłą walkę lata i zimy. Wanda, dopóki rządzi, nie należy do nikogo, lecz jak tylko zjawia się nieprzyjaciel (jesień, zimno, wzrastające noce, a więc gdy księżyc zaczyna mieć przewagę nad słońcem), wtedy ona pozbawia się życia; przechodzi do świata podziemnego, w którym przebywa pół roku, by z wiosną wrócić na ziemię i objąć panowanie na nowo… Lecz Wanda była nie tylko bóstwem solarnym. Mit jej jest również związany z ziemią i wodą, a nawet głównie z wodą. […]   Podanie o Wandzie rzucającej się w nurty Wisły, czyli ją zaślubiającej, zdaje się świadczyć, że kiedyś, w odległej starożytności i u nas podobne zaślubiny – ofiary miały miejsce. Nasze wodnice, rusałki, topielice, czyli bezimienne Wandy, to w pamięci ludu zapisane ofiary żywe, pierwotnie na cześć wód składane. […] Wanda była boginią wód, lecz z czasem mogła przeistoczyć się w pojęciach ludu w ofiarę, czyli na jej cześć składane ofiary ludzkie. Wanda mogła i ziemię, glebę wyobrażać, której połączenie z wodą zapewnia urodzajne plony; przede wszystkim jednak musimy w niej widzieć bóstwo wody…” W eposie, jak wiemy, nie „pozbawia się życia”, lecz wraca do świata podwodnego (a nie podziemnego), w którym była chowana od dziecka, stanowił zatem jej środowisko naturalne. Nieśmiertelność i niezłomność córki Kraka potwierdzają jej status ziemno-wodnej, rusałczanej bogini, a zarazem mitycznej słowiańskiej wojowniczki.

Omówienie zbioru wiślańskich legend podsumowuje Trojanowski cytatem z wcześniejszej pracy innego badacza, Kazimierza Szulca, który zwięźle i celnie uwydatnił ich fundamentalną symbolikę: „Zabójstwo smoka nic innego nie oznacza, jak zwycięstwo światłości nad ciemnością, lata nad zimą, pierwiastka dobrego nad złym, bóstwa słońca nad księżycem. Ponieważ bóstwa słońca i księżyca, wedle wyobrażeń słowiańsko-polskich, były braćmi, więc Krakus zabijając smoka, popełnił bratobójstwo, wskutek czego na czas jesieni i zimy poszedł na wygnanie, a rządy objęła bogini ziemi i wody Wanda. Wanda znów ze swej strony napastowana przez księcia ciemności i księżyca Rytygiera, rzuciła się w nurty Wisły, a po niej rządzili w czasie zimy zmieniający się każdego miesiąca wojewodowie” [Kazimierz Szulc, Mityczna historia polska i mitologia słowiańska, Poznań 1880]. Ten komentarz wyjaśnia najlepiej, czemu u Dzieduszyckiego frankoński adorator – kusiciel jest inkarnacją „księcia ciemności” i dlaczego Popiel, dążąc do zagarnięcia pełni władzy, truje potem dwunastu lechickich wojewodów.

Mroczny mag Popiel jest w poemacie nie tylko uosobieniem zimy, ale także ziemskim wcieleniem bóstwa ciemności, chaosu i śmierci, Czarnoboga. Jego złowrogą, żywiołową naturę tak scharakteryzował Trojanowski: „W podaniu o Popielu jest odtworzony jeden z najstarszych mitów wszechludzkich, powstały w krainie palonej żarem nielitościwego słońca; ze względu na umiejscowienie tego mitu w jednej z dzielnic [!] Polski, musimy widzieć w Popielu (mimo jego nazwy) nie słońce – smoka, lecz zimę niszczącą życie, jednak i ją zniszczono ogniem błyskawic przez pierwsze wiosenne burze. Zima ustąpiła miejsca latu, a więc życiu, płodności, dostatkom. […] Nazwa naszego Popiela znacząca niewątpliwie popiół, a pochodząca od wyrazu palić, przedstawia Popiela jako biesa upału i suszy zmieniającej ziemię na popiół. Ale że Popiel był przez myszy (błyskawice) zjedzony, więc imię jego znaczy również spopielały, spalony na popiół”. Przypomnijmy, że Dzieduszycki uwzględnił ukazany wyżej dualizm, w jego utworze bowiem władca Północy najpierw nęka ziemie Kraka długotrwałą suszą, a dopiero później skuwa świat okowami mrozu. Nurtującą wielu badaczy kwestię myszy i błyskawic wyjaśnił mitograf następująco: „Myszy oznaczały pierwotnie błyskawice i burze, a następnie dusze i duchy… są istotami z burzy powstającymi, ich ząb zębem błyskawicy… Przeto myszy, które z ciał potrutych stryjów Popiela się wylęgły, były ich duszami”. W Baśni myszy wylęgają się z ciał otrutych wojewodów i są tworem czarnej magii żony Popiela, Baby Jagi, (a właściwie obojga małżonków), który jednak wymyka się w końcu spod kontroli i zwraca przeciwko swoim twórcom. Dylemat błyskawic Dzieduszycki rozwiązał w taki sposób, że pod koniec ostatniej wielkiej bitwy wśród chmur zjawia się Piast na ognistym wozie i razi zbrodniczą parę gromami, zmuszając oboje do panicznego szukania azylu w kruszwickiej wieży, gdzie czeka ich ostateczna zagłada, czyli mysia plaga.

Piast jest w epopei pierworodnym synem Kraka/Swaroga i wcieleniem Peruna, a jego żona, Rzepicha morską boginką i panią wód, dbającą o żyzność gleby. Finał Baśni nad baśniami pasuje zatem jak ulał do konstatacji naszego teoretyka. Oddajmy mu jeszcze raz głos: „Pojmowanie Piasta i żony jako symbolów płodności i rozradzania się, zgadza się we wszystkim z legendą. Panowanie Popiela – smoka – zimy, czy Popiela smoka pożogi letniej i suszy to panowanie złego, okrutnego monarchy, po którego strąceniu nastąpił okres wiosny i lata, wskrzeszonego życia lub w ogóle płodności plonów, zadowolenia i radości na ziemi, czyli panowanie Piasta słońca życiodajnego i wszystko rozmnażającego. […] Że zaś przy obchodzie świąt roku nowego (co miało miejsce zwykle z wiosną), [mowa o słowiańskim roku wegetacyjnym, nie kalendarzowym – WJ], stary, ubiegły był uważany za zwyciężonego wroga ciemności albo chaosu, albo za ciemiężcę, przeto rok nowy znaczył nastanie czasu lepszego, jako bóstwo wnoszące życie, pomyślność i nadzieję lepszej przyszłości. Tym bardziej przy kończeniu się starej, a rozpoczynaniu nowej ery uważano czas ubiegły za zwyciężonego wroga-smoka, a poczynający się – za bóstwo światłości, życia i dobra, co odbiło się w legendach historycznych, jako pojawienie się dynastii nowej, lepszej, która z tronu strąciła starą, złą i pozbawiła ją władzy” – podsumowuje zgrabnie Trojanowski.

Trudno dociec, czy młodszy o całe pokolenie teoretyk sztuki znał Baśń nad baśniami, nie sposób jednak nie zauważyć, że analogie są uderzające. Przedstawiony w Podaniach mitycznych… paradygmat jest zadziwiająco zbieżny ze światem ukazanym w epopei i wykorzystuje nieraz te same elementy. Wojciech Dzieduszycki natomiast mógł zapewne znać wcześniejszą koncepcję Kazimierza Szulca, z której Trojanowski czerpał obficie, wielokrotnie się doń odwołując. Możemy zaryzykować twierdzenie, iż w ten sposób zamykałby się krąg wzajemnych wpływów i inspiracji. Nie idzie bowiem o to, na ile owe teorie oddają  „prawdziwego” ducha słowiańskich wierzeń – tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, z uwagi na brak wiarygodnych źródeł, toteż skazani jesteśmy wyłącznie na mniej lub bardziej utrafione domysły i hipotezy – lecz na czym mógł oprzeć się autor Baśni, tworząc jej świat przedstawiony.

Sądzę, że powyższe wyjaśnienia symboliki mitów słowiańskich wystarczająco zaprzeczają twierdzeniom o (pozornej) „chaotyczności” epopei Dzieduszyckiego. Nic w niej nie zostało pomieszane ani „udziwnione”, jak twierdził Julian Maślanka. Wręcz przeciwnie, w świetle ustaleń Szulca i Trojanowskiego, fabuła okazuje się jak najbardziej sensowna i logiczna, a konstrukcja archetypiczna słowiańskich legend udana i zgodna z mitotwórczą konwencją, pomimo oryginalnego zakomponowania wielu znanych skądinąd motywów. Autor ich nie powielał, ale twórczo zmodyfikował zgodnie z główną koncepcją ukazania słowiańskich bogów i herosów jako wcielenia żywiołów i potęg natury. Podobnie czyniło zapewne przed nim wielu ambitnych bajarzy, z Homerem na czele, który także dosyć swobodnie potraktował świat helleńskich bóstw i mitów, posługując się bujną fantazją. Niechaj więc ten etap rozważań zakończą słowa „duchowego ojca” romantyzmu, Fryderyka von Schlegla, zastanawiającego się nad genezą Iliady i Odysei, zdają się bowiem idealnie pasować do omawianego tematu, oczywiście z zachowaniem właściwych proporcji:

„W rozkwicie homeryckiej poezji dostrzegamy niejako powstawanie wszelkiej poezji; jednak korzenie pozostają zakryte przed naszym spojrzeniem, a kwiaty i łodygi roślin wynurzają się w swej niepojętej piękności z nocy dziejów starożytnych. Ten czarująco ukształtowany chaos [podkreślenie moje – WJ] stanowi zarodek, z którego się rozwinął świat dawnej poezji”.

.

Kolejna strona

 .

Komentarze