Z drugiej strony trzeba sobie uzmysłowić, że miasta wymierają. Zwłaszcza w Polsce. U nas to bardzo silny trend, głównie dlatego, że młodych ludzi, których stać na małe mieszkanie w dużym mieście, stać również na dom w pobliskiej miejscowości. Wiele miast, już w najbliższych latach, może czekać śmierć. Śmierć miast. W pewnym sensie wracamy do
czasów słowiańskich, długo przed 966 rokiem. Czas grodów i osad.Pstraze_(12)

Po trzecie: gminy nie są przygotowane na coraz większy napływ rodzin. Deweloperzy, którzy stawiają nowe osiedla w podmiejskich miejscowościach muszą walczyć z komplikacjami wokół praw do gruntu pod ewentualną inwestycję. Bardzo często się zdarza, że gminy nie mają planów zagospodarowania przestrzennego albo trudno jest ustalić prawowitą własność jakiegoś kawałka terenu… problemów jest wiele. Często władze lokalne nie radzą sobie z żądaniami inwestorów, bo po prostu nie potrafią.

Nie zmienia to jednak faktu, że te gminy, które szybciej radzą sobie z problemami zyskują setki nowych i młodych mieszkańców, często z dziećmi bądź starającymi się o dzieci, którzy teraz płacą u nich podatki. To pomaga w rozwoju, zaczynają powstawać miejsca pracy, ludzie więcej zarabiają, więcej kupują…

.

No dobrze, ale nie boi się pan, że będzie jak zawsze? Przyjdą wielcy i cały ten miniruch zniszczą? Albo, że gminy nie poradzą sobie z zapewnieniem infrastruktury w rodzaju drogi, przedszkola czy biblioteki lub sali gimnastycznej?

Dobre pytanie. Kiedyś, po jakiejś idiotycznej publikacji w Wyborczej, zapanował blady strach, że za chwilę z powodu opisywanej migracji miasteczka i wsie poupadają, bo koszty ich przerosną. Kto zapłaci za kanalizację? Kto zapłaci za to lub tamto?

Polskie media są miarą głupoty ostatecznej. Przez tę panikę, widziałem nawet rozmowę w TVP info sprowokowaną tym artykułem. Napisał go pewnie jakiś stażysta, który musiał wymyślić coś quasi-eschatologicznego, żeby dostać pracę za 1200zł. Dzięki szukaniu taniej sensacji, bez znajomości tematu, wielu burmistrzów oraz innych przedstawicieli władz
Kolbudy_urzad_gminylokalnych wpadło w przerażenie i unikało rozmów z inwestorami jak ognia.

Nie chcę pana obrażać, bo każdy człowiek jest inny, a dziennikarz to jednak (śmiech) też człowiek, ale tyle szkód ile media wyrządzają naszemu życiu społecznemu nie sposób zliczyć. Co redakcja, to większy idiotyzm – zwłaszcza w mediach ogólnych. Te branżowe zazwyczaj zatrudniają specjalistów i to coś zupełnie innego. Za to ogólne jak się za coś biorą, to lepiej, żeby nigdy nic o tym nie powiedziały.

Zresztą cały ten cyrk polityczno-medialny powinno się zamknąć i wyrzucić do kosza, bo ani polityka, ani media nie pełnią przypisanych im funkcji w społeczeństwie. Jeśli coś się zepsuje i pomimo prób nie daje się naprawić, trzeba to wyrzucić i zrobić coś nowego. To jednak temat na inną rozmowę…

Wracając do pytania: nic takiego jak dotąd się nie wydarzało. Już tłumaczę dlaczego. Głównym powodem są więzi międzyludzkie i quasi-plemienny sposób organizacji najmniejszych społeczności. Łatwo jest przekupić posła, bo on nie ma bezpośredniego kontaktu ze swoimi wyborcami, ale sołtysa czy burmistrza z małego miasteczka lub wsi to co innego. Poseł zostaje wybrany bo koło jego nazwiska na plakacie wyborczy znajduje się logo głupiej, albo jeszcze głupszej partii. Cokolwiek zrobi, nie widzi krzywdy, którą wyrządza ludziom. Nie zna ich, oni go nie obchodzą, nie interesują. Władyka na wsi, choć jest od tej reguły wiele wyjątków, wie, że jeśli da się przekupić i zrobi coś czego mieszkańcy nie zniosą to następnego dnia obudzi się niesiony na widłach do pobliskiego rowu, a imię jego i jego rodziny na zawsze już będzie naznaczone: „patrzcie to ten…”.

Dzięki temu swoistemu kręgosłupowi oraz nieznajomości tematu połączonej z mentalnością typu „dziedzic na zagrodzie” dochodzi często do sytuacji, gdzie deweloper nie ma wyjścia. Władyka mówi: „zgadzam się, ale budujesz przedszkolę, drogę i kanalizację na swój koszt, bo my przecież nie mamy”. Dla dewelopera czasami korzystniej jest się na to zgodzić niż odejść, bo na jego miejsce wejdzie ktoś inny i zarobi na inwestycji.

Wiele gmin rzeczywiście ma problemy finansowe z tego powodu, stąd się panikuje. Nie zmienia to jednak faktu, że to zjawisko należy oceniać jako coś raczej pozytywnego, niż negatywnego.

.

(Po rozmowie). Pozwolę sobie jeszcze dodać jedną rzecz. Żeby zrozumieć całkoształt tego problemu, trzeba trochę powiedzieć o polskiej mentalności. Żyjemy w kraju, gdzie nie tylko polityka i media są zakłamane, ale również historia. Być może jest w nas coś co każe nam wrócić na wieś, bo przecież nasze dzieje to nie historia 20% uprzywilejowanych jak historia i Sienkiewicz próbują nam wmówić, tylko 500 lat niewoli polskiego chłopa. Pańszczyna, którą kiedyś uprawiał chłop w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, teraz uprawia polski przedsiębiorca, zwłaszcza ten, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Ci ludzie, których stać na przeprowadzkę często, niestety, przechodzą ze stanu lekkiej pańszczyzny na całkowitą, ciężką harówę za psie pieniądze. Ale to temat na inną rozmowę…

.

Rozmawiał Jakub Napoleon Gajdziński

Komentarze